http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Warszawa >  Kultura

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Nic osobistego

Paweł T. Felis
2009-10-13, ostatnia aktualizacja 2009-10-13 21:48

25. Warszawski Festiwal Filmowy

Dla mnie największa rewelacja festiwalu - niezwykły film mieszkającej i pracującej w Holandii Urszuli Antoniak o spotkaniu dwojga ludzi. Ona, pewna siebie, chwilami dość obcesowa, w każdym ruchu, geście i słowie magnetyczna (brawurowa rola Lotte Verbeek), zostawia za sobą życie w Holandii i włóczy się po irlandzkim Connemary: bez pieniędzy, z rozkładanym co noc w nowym miejscu namiotem na plecach. On (Stephen Rea) to dużo starszy od niej samotnik, który żyje na irlandzkim pustkowiu w starym, widocznym tylko z wierzchołka góry domu. Dziewczyna zacznie u niego pracować za jedzenie (wcześniej widzimy, jak żywi się resztkami ze śmietnika), ale ma swoje warunki - żadnych pytań i wynurzeń osobistych. W przeciwnym wypadku kara: śpiewanie piosenki

Przez długi czas nie znają nawet swoich imion: „Mów do mnie »ty «” - tłumaczy dziewczyna. Nie tylko nie chce mówić o sobie, ale nie chce też niczego słyszeć o kimś innym. Kogoś straciła, może się rozwiodła, przeżyła bolesny zawód? Tego nie dowiemy się do końca - zresztą ta wiedza okazuje się niepotrzebna.

Polska reżyserka z niezwykłą u debiutantki klasą i psychologiczną wnikliwością pokazuje bowiem kolejne etapy rodzącej się między główną parą przyjaźni: od całkowitego zamknięcia, niemal "biznesowego" kontraktu, przez stopniową ciekawość Innego i rozstanie z samym sobą (czyli z własną wolnością), aż po bliskość, która daje bezpieczeństwo, w piękny sposób ogranicza, ale naraża też na ból rozstania. W "Nic osobistego" Anne i Martin, bo tak mają na imię, prowadzą ze sobą niezwykle subtelną grę, swego rodzaju "dance", jak powiedziała mi reżyserka - są sobie coraz bliżsi, coraz bardziej potrzebni, ale wciąż nie chcą się do tego przyznać. On po kryjomu będzie przeszukiwał jej rzeczy, a ona jego zasadę "tajemniczości" złamią niejako za obopólną zgodą, w tym samym momencie. W pięknej scenie będą sobie zadawać pytania i "karać się" nawzajem piosenkami - wtedy, gdy niby nic jeszcze nie wolno, ale wolno już wszystko.

Obraz Urszuli Antoniak, który dostał aż pięć nagród w Locarno, a w Holandii uznany został za najlepszy film roku, w pozornie prostej fabule kryje zresztą wiele intrygujących niuansów. Jest to przecież również historia o przedmiotach, o tym specyficznym balaście przeszłości, ale też znaku zakotwiczenia w świecie (Anne porusza się bez niczego, Martin otoczony jest rzeczami - te odnoszące się do wspomnień w pewnym momencie zresztą spali, niejako robiąc miejsce dla kogoś nowego). Ale też jest to opowieść o "narodzinach" i śmierci, o codziennej rutynie i granicznych momentach w życiu, które każą przewartościować wszystko.

Od pierwszych do ostatnich kadrów widać, że niejako wbrew tytułowi jest to obraz niezwykle osobisty. Amerykański krytyk nazwał go ponoć "kapitalną komedią romantyczną zrobioną przez reżysera artystę". Dla mnie to jeden z najpiękniejszych filmów o cudzie spotkania. O pozornie przypadkowym zetknięciu dwóch osób, dzięki któremu - choć na chwilę - świat przestaje być obcy i pozwala poczuć się w nim u siebie.

Środa (14 października), godz. 14, Multikino sala 2, Złote Tarasy

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

5

2 głosy

Brak komentarzy
W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne