"Zobacz, jak zachowują się inni" - mówi w filmie Chris (Lars Eidinger) do swojej dziewczyny. Gitti odpowiada: "Nie chcę zachowywać się jak inni". Rewelacyjny obraz Maren Adu nagrodzony w Berlinie Grand Prix Jury to film o parze młodych ludzi, którzy próbują znaleźć własny, wolny od klisz i stereotypów pomysł na związek, miłość, dorosłość. Ale też film, który pyta: czy to w ogóle możliwe?
Chris i Gitti są właśnie na wakacjach - mieszkają w luksusowym domu rodziców Chrisa na Sardynii, w którym pełno kiczowatych bibelotów. On jest architektem, chociaż ostatnio w pracy nie wiedzie mu się najlepiej. Ona pracuje w dużej wytwórni muzycznej. Z początku silniejsza wydaje się Gitti - pewna siebie, skłonna do ryzyka, nietolerująca fałszu ("Powiedz głośno, że mnie nienawidzisz - uczy siostrzenicę Chrisa. - A potem mnie zastrzel"). Chris wydaje się bardziej zamknięty, małomówny, rozedrgany. "Czy jestem dla ciebie męski?" - pyta ją w którymś momencie. Ale Gitti wątpliwości i kompleksów ma być może jeszcze więcej - kilka razy wyznaje mu miłość, a on zawsze odpowiada pocałunkiem: "Nie odpowiadaj mi w ten sposób".
Przypadkiem zauważą w pobliżu sąsiada - zarozumiałego, wszystkowiedzącego Hansa, przed którym oboje będą próbowali uciec (Chris, w ramach żartu, ma wtedy groteskowy makijaż i przypomina postać z kreskówki). Ale spotkają się i tak - w miejscowym supermarkecie. Poznają również jego "idealną" żonę, ciężarną Sanę, która jest wszystkim, czym Gitti nie jest: nosi sukienki (a Gitti zwykle krótkie spodnie), jest zawsze układna i wzorowo wpatrzona w męża. Gdy podczas wspólnego pikniku Hans zacznie Chrisowi dogryzać ("Ja pracuję, bo tym właśnie powinien zajmować się facet"), Gitti się wścieka: "To właśnie banał i stereotyp".
Birgit Minichmayr (nagrodzona za tę rolę Srebrnym Niedźwiedziem) rewelacyjnie
gra tu dziewczynę, która nie znosi grzecznej nijakości - to ona wprowadza w związek z Chrisem nieustanną grę, prowokację, zachowania na granicy szaleństwa. Również w towarzystwie, podczas gdy Chris wtedy łagodnieje, dostosowuje się do Hansa, jakby w pewnym sensie mu zazdrościł. Z drugiej strony to właśnie Gitti - pod wpływem Sany - po raz pierwszy założy sukienkę: może takiej właśnie dziewczyny chce jej chłopak?
W jednej z najważniejszych scen Gitti chce jechać do klubu i potańczyć. Chris nie - zabiera ją wtedy do skrajnie kiczowatego pokoju mamy, włącza płytę. Z odtwarzacza leci nieznośny hit Julio Iglesiasa "To All the Girls I've Loved Before". Wybuchają śmiechem, Chris zaczyna tańczyć, za chwilę będą się kochać. "Wszyscy inni" to niezwykły film właśnie dlatego, że stawia bohaterów przed dwoma skrajnymi modelami życia - mieszczańskie "zakładanie gniazda" i prowokacyjna "anarchia", romantyczny kicz i związek oparty na niekończącej się prowokacji, stereotypowy model "kobiecości" (dbanie o dom) i "męskości" (utrzymanie rodziny) oraz styl życia będący jego zaprzeczeniem.
Adu pokazuje jednak, że od ról nie da się uciec, a żyć "inaczej niż wszyscy" to nic innego, jak założyć kolejną maskę i przyjąć kolejną rolę. Jej bohaterowie, przeglądający się w oczach innej pary jak w krzywym zwierciadle, między kiczem a pozorną "szorstkością" próbują znaleźć to, co najintymniejsze: bliskość, czułość, pewność. Ale odkrywanie siebie i tworzenie "modelu" związku nigdy się nie kończy - Chris i Gitti są ciągle w drodze. Jeśli na koniec filmu odrobinę mądrzejsi, to może dlatego, że pozbawieni już złudzeń.
Sobota (10 października) godz. 16.30, Kinoteka 2 (PKiN), niedziela (11 października) godz. 11.30, Kinoteka 1 (PKiN).