Przeczytaj też blog autorki "Zrób to w Warszawie"
Karol Radziszewski debiutował niedawno w Centrum Sztuki Współczesnej w roli projektanta mody, otwierając tam wystawę - butik z ubraniami. Teraz zadebiutuje jako kurator. Wystawa "Siusiu w torcik" jest już gotowa, wernisaż w piątek 4 września. - Mam z tej pracy ogromną frajdę. No, może poza papierkową robotą, która jest nieodłączną jej częścią - przyznaje Karol Radziszewski. - Bardzo solidnie podszedłem do powierzonego mi zadania. Chyba żaden z pracowników Zachęty nie zapoznał się tak dokładnie z kolekcją jak ja, przygotowując tę wystawę - dodaje.
Radziszewski przestudiował zbiory Narodowej Galerii i wybrał z nich, co chciał. Punktem wyjścia całej ekspozycji uczynił unikatową realizację Edwarda Krasińskiego - projekt przygotowany na monograficzną wystawę artysty w Zachęcie w 1997 r. To aranżacja przestrzenna z reprodukcjami fotograficznymi w skali 1:1 "Bitwy pod Grunwaldem" Jana Matejki oraz innych obrazów należących przed wojną do zbiorów Zachęty, spiętych charakterystyczną dla Krasińskiego niebieską taśmą. Radziszewski odtworzył ją teraz w Sali Matejkowskiej, ponownie zadając pytanie o skomplikowaną istotę relacji artysta - kurator.
Tak jak Krasiński użył obrazów klasyków do stworzenia własnej pracy, tak Radziszewski posłużył się dziełami z kolekcji. Szuka w niej i ledwo znajduje wątki homoerotyczne. Miejscami trochę ośmiesza, tworząc w jednej z sal miszmasz z niezbyt udanych obrazów i wstawiając do niej dodatkowo konferencyjny stół i rzędy krzeseł. Odkrywa kilka zupełnie nieznanych perełek. W jednej z sal nawiązuje swoją różową taśmą do niebieskiej Krasińskiego. Oddaje hołd Fangorowi, łącząc wątki socrealistyczne z nowoczesnymi op-artowskimi. Bawi się, aranżując niemal jak designer wnętrza poszczególnych sal - dobierając nietypowe kolory ścian, żyrandole, ramy i passe-partout.
No i tworzy skandal na zamówienie. Bo w Zachęcie skandal być musi. Tym razem nie będzie niedomówień - w pilnie strzeżonej sali na wystawie "Siusiu w torcik" raz w tygodniu, w piątek wieczorem, będzie można oglądać pierwszy wyprodukowany w Polsce gejowski film porno. Oczywiście wpuszczani tam będą tylko widzowie dorośli.
Tytuł wystawy Karol Radziszewski zaczerpnął od Edwarda Krasińskiego, który napisał kiedyś krótki wierszyk: "Coś mnie korci, aby zrobić siusiu w torcik". - Nie jestem pewien, czy wystawa dla wszystkich będzie zrozumiała. Jedni odbiorą ją jak konceptualną grę, a inni po prostu z ulgą odetchną, że wreszcie będzie w Zachęcie do obejrzenia kawał solidnego malarstwa - mówi Karol Radziszewski, który nagrywa właśnie opowieść o swojej wystawie do audioprzewodników. Będzie je można za darmo ściągnąć z internetu albo wypożyczyć na miejscu w galerii.
Po co to porno? Karol Radziszewski, kurator wystawy "Siusiu w torcik":
Większość współczesnych wystaw jest nudna - brakuje jakiegoś ożywienia, podniecenia nawet. Kuratorzy starają się zmieniać ten stan rzeczy, uatrakcyjniając ekspozycje. Dlatego przygotowując wystawę opartą na pracach z kolekcji Narodowej Galerii, postanowiłem zastosować "środek pobudzający". Publiczność kocha skandale, wręcz ich oczekuje. Wychodzę temu naprzeciw.
Film będzie wyświetlany raz w tygodniu, tuż przed zamknięciem galerii. Trzeba będzie wykonać pewien wysiłek, żeby dać się zbulwersować. Jest to propozycja dla tych, którzy szukają dodatkowych wrażeń.
Agnieszka Morawińska, dyrektor Zachęty:
Film pornograficzny w tej wystawie odnosi się do kwestii oskarżeń naszej galerii o treści nieobyczajne tam, gdzie ich wcale nie było. Tym razem są w karykaturalnym przerysowaniu. Zadbaliśmy o to, żeby film porno był "dostępny-niedostępny" - trzeba się bardzo postarać, żeby go zobaczyć, jest opatrzony wszystkimi zastrzeżeniami, więc nikt nie trafi na projekcję przypadkiem. Ostatnio częściej byłam nagabywana o brak skandali niż proszona o wyjaśnienia w sprawie kontrowersyjnych prac, więc to jest skandal na publiczne zamówienie.
Przeczytaj także: Nietypowy mural grupy Twożywo przy Moliera