http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kosmiczny raj na Bródnie

Agnieszka Kowalska
2009-06-02, ostatnia aktualizacja 2009-06-02 19:06

Chwilę przed odlotem złotym samolotem do Brukseli spotkaliśmy się z artystą Pawłem Althamerem na Bródnie, żeby porozmawiać o jego najnowszych projektach związanych z tym miejscem, w którym od lat żyje.

ZOBACZ TAKŻE
Mimo międzynarodowego sukcesu, jaki odniósł, Paweł Althamer wciąż mieszka na Bródnie i realizuje tu swoje społeczne projekty z sąsiadami i dla sąsiadów. Wciąż mieszka w bloku przy Krasnobrodzkiej 13 rozsławionym akcją "Bródno 2000", podczas której wspólnie z sąsiadami utworzył na elewacji ze świateł w oknach wielki napis: "2000". Wciąż chodzi z dziećmi na spacery do parku Bródnowskiego.

Na spotkanie z nami przyszedł z dwuletnim synkiem Kosmą i ruszyliśmy niespiesznie przez park. Wchodziliśmy do wody, w krzaki, Kosma jeździł na rowerku i penetrował plac zabaw. Obserwowaliśmy też prace ziemne, jakie trwają wokół wybetonowanego jeziorka pośrodku parku. Paweł tworzy tu "Raj" dla mieszkańców - swoistą oazę, ulepszony fragment parku obsadzony piękną roślinnością. Jego dzieło będzie jednym z elementów Parku Rzeźby, który powstaje tu z inicjatywy burmistrza Targówka. Otwarcie 21 czerwca.

Swoich sąsiadów Paweł Althamer zabierze też 4 czerwca w spektakularną podróż do Brukseli. Złotym samolotem LOT-u w złotych skafandrach do stolicy Unii poleci 161 osób z Bródna i innych dzielnic Warszawy. Odwiedzą m.in. Parlament Europejski i budynek Atomium. Tą akcją zatytułowaną "Wspólna sprawa" Narodowe Centrum Kultury chce uczcić 20. rocznicę upadku komunizmu. Ale - jak mówi Paweł Althamer - dla każdego z uczestników tej wyprawy będzie ona miała zupełnie inne, indywidualne znaczenie.



Blok

Miałem 11 lat, jak się tu wprowadziłem. W tym bloku mieszkałem z rodzicami, potem z moją pierwszą żoną, a teraz z drugą. I niedługo już nie będę mieszkał (śmiech). Kocham go bardzo, ale jeszcze cenię sobie wiele innych rzeczy, dlatego niedługo się przeprowadzę. Ale niedaleko, pod Las Bródnowski.

Rzeczywiście, wybrałem to Bródno. Ale jest tak, że możesz płynąć z nurtem biernie albo pójść pod prąd. Naruszyć system albo go zmodyfikować. I to właśnie staram się robić. Poza tym chcę być blisko tych ludzi, z którymi od lat pracuję, bo to ma sens, daje lepsze efekty. Przykład - ostatnio przyszedł do mnie sąsiad i mówi, że on nie jest żadnym artystą, ale mu rower ukradli, zdenerwował się i coś takiego wymyślił, żeby postawić pod blokiem stary rower i tak go przywiązać, zamotać, że prawie przestanie być widoczny. Pomyślałem: to jest to, gość chce tę złość, frustrację przekuć w jakąś aktywność, odreagować poprzez działanie.



Park

Ktoś park Bródnowski w PRL-u wymyślił jako miejsce relaksu. Chociaż wtedy nie mówiło się o duchowych potrzebach, najwyżej o alkoholowych. I one też tu były realizowane. Jest w tym parku sporo betonu, jak na Polu Mokotowskim, ale są też stare drzewa owocowe, pozostałość po zlikwidowanych gospodarstwach. Przyrosło ostatnio mieszkańców Bródna i korzystają. Spędzają tu czas młodzi rodzice z dziećmi; szczególna młodzież, rozpoznawalna; jest dużo robotników, którzy przychodzą się tu napić, bo wkoło są hotele robotnicze. W wakacje się tu opalają, kąpią, bo w okolicy mieszka dużo ubogich ludzi, których nie stać na basen ani letni wyjazd. Od dawna myślałem, żeby tu zrealizować jakiś projekt publiczny, z udziałem ludzi. Stworzyć miejsce relaksu, w którym człowiek będzie mógł osiągnąć harmonię ze światem.



Kościół

Pierwsza myśl była taka: znam park i znam kościół. Spotkanie się tych dwóch przeżyć doprowadziło mnie do pomysłu stworzenia "Raju". Większość nowych kościołów w Polsce to jakieś dziwne statki kosmiczne, a nam fabryka wyszła na Bródnie. Fabryka wiary. Pomyślałem: a jakby tak tchnąć w nią trochę ducha romantycznego, idylli? I wymyśliłem wielkoformatowy święty obraz, który mógłby zawisnąć na jednej z ogromnych ścian kościoła. Zamarzyło mi się, żeby ludzie, którzy tam przychodzą, mogli się na tym obrazie odnaleźć. Chciałem stworzyć obraz raju, do którego można wejść tu i teraz. I myślę, że to się może udać. Jak już zbudujemy ten rajski fragment parku Bródnowskiego, to chciałbym, żeby mieszkańcy zapozowali do wielkiej fotografii. Żeby przyszli ze swoimi dziećmi, ze zwierzętami. Ktoś się rozbierze, ktoś inny ładnie ubierze, będą też jak na prawdziwym sakralnym obrazie fundatorzy - burmistrz, kuratorzy, sponsorzy. Chciałbym ofiarować tę fotografię kościołowi w darze. Nie wiem, co na to proboszcz, bo wydaje mi się dość srogi. Kiedyś nie chciał pobłogosławić mojego projektu Matki Boskiej Amsterdamskiej, którą stworzyłem dla tamtejszej dzielnicy czerwonych świateł. Ale bardzo bym chciał, żeby też znalazł się na naszym "świętym obrazie".



Raj

Albo mogę marzyć o raju w następnym wcieleniu, po śmierci, albo się włączyć w tę baśń. Wiem, że wiara wielu ludziom daje nadzieję, nie deprecjonuję tego. Np. chorym na stwardnienie rozsiane, z którymi pracuję w grupie Nowolipie. Ostatnio dołączyły do nas dynamiczne młode dziewczyny, które już mają postawioną diagnozę, wiedzą, że będzie coraz gorzej, ale jeszcze czują się dobrze. Mówią, że teraz będą intensywnie korzystać z życia, robić wszystko to, o czym dotąd marzyły. Więc ja też pozwalam sobie tę obietnicę raju zrealizować już za życia. To wynika z mojej wrodzonej niecierpliwości. Ale też wiem, że można, że się da.

Dzieci bardzo emocjonalnie reagują na kwestie wiary. Moja córka się załamała, gdy usłyszała od koleżanki w szkole, że nieba nie ma. Dlatego przy tym projekcie poprosiliśmy dzieci o konsultacje. Chciałem, żeby narysowały, jak sobie wyobrażają raj w parku Bródnowskim. Niektóre z nich zamontowałyby tu wielkie plazmy, ogromne konsole do gier. Dlaczego nie? Może jakiś weekend zrobimy tu z projekcjami na wielkim ekranie? Myślałem też, żeby poprosić duszpasterzy, by tu odprawili nabożeństwo. A nawet znaleźć takiego, który skorzysta z tekstu, który mu podsunę, bardziej w duchu New Age. Takiego neobiblistę. Bluźnierstwo? Ja - nie ukrywam - mam problem z wiarą i ten raj bardziej traktuję w kategoriach science fiction niż sakralnych.



Kosmos

Skąd kosmici się wzięli na Bródnie? Metafizyka po prostu. Pomyślałem, że jeżeli dla mnie taki ważny był wyjazd i konfrontacja z Dogonami - kosmitami z Afryki - to może to będzie fajne doświadczenie dla wszystkich, którzy oprócz mnie tutaj żyją. Staram się wyrażać przez aktywność, kreatywność, pasję. Pobudzać energię, walczyć ze stagnacją, z konserwatyzmem. Taką falę energii prezentują dzieci, a u dorosłych jest mur. Łączy nas idea, dzieli strach - przed życiem, głębszym doświadczaniem. Antropolog Michael Harner, który prowadzi zajęcia z szamanizmu, pisze, że bardzo dobrze jest zacząć dzień od działań nieracjonalnych, np. pójść do parku i chodzić po drzewach, bo inaczej twoje ciało zostanie wykastrowane, wyjałowione. Chciałbym propagować powrót do natury, do siebie, do głębszych relacji z kosmosem. Może te złote skafandry dadzą ludziom taką wolność? Pojawiły się w mojej głowie, gdy zastanawiałem się nad projektem na wystawę w Nottingham, o science fiction. Pomyślałem wtedy: kurcze, przecież SF to jest to miejsce, w którym jestem, ta rzeczywistość. Najpierw wymyśliłem, że klatka schodowa będzie takimi drzwiami percepcji jak u Huxleya. Wchodzisz przez nią do bloku i już nie jesteś tym samym człowiekiem. Dociera do ciebie fala wspomnień, że nie jesteś z tej planety, że nie jesteśmy z tego świata wszyscy. Potem powstała idea performance'u, filmu.



Brazylia

Polecieliśmy w marcu do Brazylii. I tam spotkaliśmy prawdziwych kosmitów. Ludzi, którzy wyrośli w nieco innej kulturze, bliższej dzikości, przyrody, żywotności, która nie da się tak łatwo zakonserwować. Są jak dzieci, zanurzeni w duchowości, której się z trudem opiera sfrustrowana Europa. Przychodzili do nas ludzie i mówili, że mamy błogosławieństwa, że nas pozdrawiają, oni i wszyscy z załóg statków kosmicznych, bo wiedzą o naszym przyjściu. Byliśmy tam serdecznie witani. Obserwowałem reakcje sąsiadów, jaka w nich zachodzi przemiana. Chodziliśmy po Dolinie Świtu i byliśmy jak w jakimś niebie. Zdjęcia z naszego pobytu zostaną użyte w ramach obchodów 50-lecia miasta Brasilia, w formie projekcji na tamtejszym muzeum. Doskonale wpisaliśmy się w charakter tego miasta, które już w zamyśle architektów wizjonerów było trochę nie z tej ziemi.



Bruksela

Myślę, że to, co zrobimy, będzie oczyszczające dla wielu ludzi. Poleci trzon grupy, który był już w Brazylii: sąsiedzi z bloku, których znam od dziecka, ludzie z osiedla, rodzina - tata, brat, ludzie z Nowolipia, członkowie administracji, redaktor "Czasu Fantastyki" z drugiej klatki schodowej, grupa seniorów z klubu na Bródnie, bioenergoterapeuci. Poprosiłem też sąsiadów, żeby znaleźli swoje podgrupy, więc niektórych ludzi zobaczę po raz pierwszy na lotnisku. Rocznica? Ja z historii zawsze byłem słaby, powiem szczerze. Ten performance, to działanie, wyprawa sąsiadów, dotyka bardzo blisko kwestii wolności w tym sensie, że każdy z uczestników zdecydował: biorę w tym udział, z całym ryzykiem tej decyzji. A jakie to będzie miało znaczenie? Dla każdego inne.



Bródno

Obawiam się trochę, że to zamieszanie, ten cały spektakl, zagubi prawdziwe znaczenie tego działania. Stąd też nasze spacery w złotych skafandrach po Bródnie. Żeby zdać sobie sprawę, że przebywamy dokładnie w środku kosmosu. Żeby wrócić do tego, co najważniejsze, uświadomić sobie, że wszystko, co potrzeba, jest tu, na miejscu.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Wilk zły: tak myślą ci, co go nie znają

Rząd Norwegii urządza gigantyczną obławę aby zabić pięć z 20 występujących w tym kraju wilków

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W czwartek z ''Gazetą'':

  • Przygody Pana Michała, odc. 4-6
  • Dłużej do emerytury - kto będzie się musiał przekwalifikować?
  • Wykup mieszkań spółdzielczych i zakładowych - informator
  • Duży Format