http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Aleją gwiazd do domu kultury

Agnieszka Kowalska
2009-05-27, ostatnia aktualizacja 2009-05-27 22:59

W Białołęce w jednym budynku działa szkoła i dom kultury. Praktyka pokazuje, że nie był to najszczęśliwszy pomysł. Zaprojektowano ciekawą architekturę, ale nie skonsultowano na etapie budowy funkcji, jakie ma spełniać.

ZOBACZ TAKŻE
Na naszych łamach przyglądamy się warszawskim domom kultury. Z jakimi problemami się borykają i przed jakimi stoją wyzwaniami.

Skuszona ciekawym budynkiem jaki zobaczyłam na stronie Białołęckiego Ośrodka Kultury, wybrałam się w te rejony. I już jadąc zrozumiałam, dlaczego BOK tak rzadko organizuje w tygodniu koncerty czy spektakle teatralne. Po prostu publiczność z powodu tych gigantycznych korków nie byłaby w stanie na nie zdążyć. Jak na wybawienie wszyscy czekają tu na budowę mostu Północnego.

Nowoczesny budynek BOK-u z bliska nie robi już tak dobrego wrażenia. Sama ceglana bryła jest ciekawa, ale całość terenu przypomina trochę oblężoną twierdzę, z wysokim, monitorowanym ogrodzeniem i pasem zieleni z równo przystrzyżonym trawnikiem, na który nie wolno wchodzić. Coś w tym jest, że Białołęka kojarzy się głównie z więzieniem - pomyślałam. A witający mnie dyrektor BOK-u Tomasz Służewski, choć człowiek to dynamiczny i pozytywnie myślący, też nie manifestował wielkiego entuzjazmu na temat swojej siedziby: - Widzi pani tę betonową ścieżkę od bramy? Ja ją nazywam Aleją Gwiazd, bo tyle się trzeba nią naparadować z parkingu do wejścia. To szczególnie trudne dla osób starszych - przyznał dyrektor. I od razu uświadomił mi, że dom kultury zajmuje tylko mały fragment budynku, większością dysponuje zespół szkół: gimnazjum i liceum. O tym nowatorskim dość połączeniu zadecydowały władze dzielnicy. - Okazało się, że takie rozwiązanie nie spełnia ani potrzeb szkoły, ani instytucji kultury. Mamy inny tryb pracy, dzwonki szkolne słychać w naszej sali widowiskowej, nie możemy też zorganizować tu kafejki z prawdziwego zdarzenia - wylicza dyrektor. Przyznaje, że to był błąd, że nie wtrącił się w projektowanie budynku na odpowiednio wczesnym etapie. - Sama bryła jest piękna, zdobywała wiele nagród w konkursach, ale wewnątrz nie wszystkie rozwiązania są dobrze przemyślane. Na szczęście mogłem skonsultować jak będzie wyglądała sala widowiskowa, bo chciano z niej zrobić typową szkolną aulę, a tak mamy profesjonalną salę koncertowo-teatralną na 340 miejsc, z dobrą akustyką i garderobami - dyrektor pokazuje mi tę perełkę BOK-u z prawdziwą dumą. Z wykształcenia jest teatrologiem, sam prowadzi amatorski teatr, więc taka scena była dla niego szczególnie ważna. Występują tu podopieczni BOK-u, ale też profesjonalni artyści: z Piwnicy Pod Baranami, Edyta Geppert, Michał Bajor.

Dyrektor co prawda narzeka trochę na mankamenty współistnienia w jednym budynku ze szkołą, ale zdaje sobie sprawę, że pewnie inaczej ten dom kultury w ogóle by nie powstał. - Wcześniej, do 2005 r. gnieździliśmy się w sali konferencyjnej ratusza i to były dopiero złe warunki! - wspomina. Przyznaje, że jeden dom kultury na cały Tarchomin, czyli 74 km.kw., to zdecydowanie za mało. - Ale w sumie trudno, żeby dzielnica budowała kolejne domy kultury, gdy na zaprojektowanych przez deweloperów osiedlach brakuje szkół czy przedszkoli - mówi dyrektor.

Ruszamy na obchód BOK-u, który jak się okazuje poza salą widowiskową zajmuje dosłownie jeden korytarz i kilka małych salek. Dyrektor dumny jest ze swojego dynamicznego zespołu (średnia wieku 34 lata). Prowadzą tu aż 7 grup teatralnych, organizują ogólnopolskie konkursy artystyczne, wydają własną gazetę "Artbok", kolportowaną w całej dzielnicy. A okolica jest specyficzna, niemal całkowicie pozbawiona życia kulturalnego. - Białołęka jest jak Ursynów 20 lat temu. Tu mieszkają głównie ludzie młodzi, na dorobku, zadłużeni, zapracowani, często z małymi dziećmi. Wielu z nich pomieszka tu chwilę i ucieka gdzieś bliżej centrum. To na tym następnym pokoleniu, na tych dzieciach, szczególnie się skupiamy. Chcemy rozbudzić w nich kulturalne potrzeby - opowiada dyrektor. - Teraz za główny cel stawiamy sobie zbadanie potrzeb naszych mieszkańców, stąd ankiety jakie przeprowadzamy wspólnie z Szkołą Wyższą im. Bogdana Jańskiego oraz studentami Uniwersytetu Warszawskiego - wspomina dyrektor Służewski. - Bo o domach kultury nie możemy rozmawiać tylko w gronie pracowników i dziennikarzy. Mieszkańców też trzeba zapytać o zdanie. 

*Więcej o Białołęckim Ośrodku Kultury na stronie www.bok.waw.pl



Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':