http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sześciolatki i komedia omyłek

Piotr Pacewicz
2009-06-18, ostatnia aktualizacja 2009-06-18 12:42

Rodzice, którzy wybrali dla sześcioletnich dzieci przedszkole zamiast szkoły, właśnie odkryli pułapkę reformy - ich pociechy w zerówce nie będą się uczyły czytać i pisać.

Piotr Pacewicz
fot.
Piotr Pacewicz
Za szybko poszło i wyszło głupio. Hurraoptymizm reformatorów napotkał konserwatyzm rodziców. Rząd nie potrafił ukoić ich lęku, że ich maleństwo ma iść do pierwszej klasy. Ale zmianę szkoły już zadekretował - od I klasy do matury.

Nowe programy szkolne są lepsze, ale cała reforma jest jak wieża z klocków, która stoi na klocku z napisem "sześć lat". Jesienią "Gazeta" ostrzegała: "Jeżeli go wyciągniemy, konstrukcja się zachwieje: programy nauczania trzeba będzie przerabiać, zwłaszcza w klasach I-III".

Wieżę zbudowano, programy zatwierdzono, podręczniki są gotowe. Rodzicom zostawiono "wolność wyboru". Ale teraz się okazuje, że dość iluzoryczną. Jak nie poślesz sześciolatka do I klasy, będzie się uczył wszystkiego o rok za późno: w zerówce, I klasie, II klasie itp. Nieszczęście się dziecku nie stanie, ale czasu szkoda.

Odkrycie tej prawdy skłoni zapewne rodziców do posyłania sześciolatków do szkół. Ale zamiast satysfakcji z dobrej i potrzebnej zmiany mamy komedię omyłek.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':