Za szybko poszło i wyszło głupio. Hurraoptymizm reformatorów napotkał konserwatyzm rodziców. Rząd nie potrafił ukoić ich lęku, że ich maleństwo ma iść do pierwszej klasy. Ale zmianę szkoły już zadekretował - od I klasy do matury.
Nowe programy szkolne są lepsze, ale cała reforma jest jak wieża z klocków, która stoi na klocku z napisem "sześć lat". Jesienią "Gazeta" ostrzegała: "Jeżeli go wyciągniemy, konstrukcja się zachwieje: programy nauczania trzeba będzie przerabiać, zwłaszcza w klasach I-III".
Wieżę zbudowano, programy zatwierdzono, podręczniki są gotowe. Rodzicom zostawiono "wolność wyboru". Ale teraz się okazuje, że dość iluzoryczną. Jak nie poślesz sześciolatka do I klasy, będzie się uczył wszystkiego o rok za późno: w zerówce, I klasie, II klasie itp. Nieszczęście się dziecku nie stanie, ale czasu szkoda.
Odkrycie tej prawdy skłoni zapewne rodziców do posyłania sześciolatków do szkół. Ale zamiast satysfakcji z dobrej i potrzebnej zmiany mamy komedię omyłek.
Źródło: Gazeta Wyborcza