http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Plan sześcioletni znów niewykonany

Piotr Pacewicz
2009-01-09, ostatnia aktualizacja 2009-01-09 00:34

Klapa z obniżeniem wieku szkolnego to porażka ministerstwa, całego rządu. Nie potrafili przekonać Polaków do tej oczywistej racji

Piotr Pacewicz
fot.
Piotr Pacewicz
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Miała być zmiana, nie ma zmiany.

We wrześniu pierwsza tercja sześciolatków miała iść do I klasy, chyba że rodzice postanowiliby inaczej. Ale minister Katarzyna Hall właśnie ogłosiła - sześciolatki pójdą do szkoły, owszem, ale za trzy lata. Oczywiście rodzice mogą posyłać je wcześniej.

Trzy pogrzeby i jedno wesele - tak to można podsumować.

Pogrzeb modernizacyjnego pomysłu, pilnie potrzebnego. Polska ma rekordowy w Europie odsetek niepracujących, czyli ludzi, których trzeba utrzymywać. Tak jak nie stać nas na 50-letnich emerytów, tak nie stać nas na 19-letnich uczniów i 24 letnich studentów. Powinni wcześniej kończyć naukę i iść do pracy dla dobra swego i naszego wspólnego.

Klapa z obniżeniem wieku szkolnego to porażka ministerstwa, całego rządu. Nie potrafili przekonać Polaków do tej oczywistej racji. Parę razy pytałem, dlaczego w sprawie tak podstawowej, nie doczekalismy się orędzia premiera? Kiedy politycy zrozumieją, co się naprawdę liczy?

Pani minister powtarzała "sześć, sześć, sześć", ale nie uruchomiła szkoleń dla nauczycieli i dyrektorów, by przygotować szkoły do przyjęcia małych dzieci. Zabrakło reformatorskiej determinacji, a może zrozumienia, że ważniejsze od obniżenia poziomu umywalek jest podniesienie umiejętności pedagogicznych.

Trudno było też uwierzyć w ministerialne zapewnienia, że po likwidacji zerówki wszystkie pięciolatki będą miały dostęp do przedszkola, w tym także na wsi. A bez tego zamiast wyrównywania szans edukacyjnych, mogłoby dojść do pogłębienia różnic.

Groziło bowiem, że dzieci wiejskie szłyby do szkoły prosto z domów, gdzie - statystycznie - dostają od rodziców gorszą edukację niż w mieście. Szkolny start byłby dla nich jeszcze trudniejszy niż obecnie, gdy - jak wszyscy - mają za sobą zerówkę. Szkoły wiejskie musiałyby zaczynać naukę z jeszcze niższego poziomu.

Porażkę poniosła cała reforma. Do opinii publicznej przebiły się bowiem tylko "sześciolatki", choć to przecież tylko fragment zmian. Ministerstwo nie przekonało Polaków, że zmienia filozofię uczenia (na: mniej i mądrzej, z naciskiem na umiejętności, a nie tylko wiadomości) i że uporządkuje wreszcie cały cykl nauczania od I klasy aż do matury (teraz często uczy się tego samego w podstawówce, gimnazjum i liceum).

Czego i jak mają się uczyć nasze dzieci? Na ile szkoła przygotuje je do życia w XXI wieku? Mało kto o tym mówił, media o to pani minister nie pytały.

Co gorsza, te rzeczy są powiązane. Reforma podstaw programowych - już podpisana! - zakłada obniżenie wieku szkolnego, co oznaczało zwłaszcza specyficzne treści i metody dla najmłodszych, w I klasie. Teraz będą tego uczyć się dzieci o rok starsze. Takie są skutki myślenia na zasadzie: jakoś to będzie.

Opinia publiczna także nie wygrała, choć w sondażach była w większości przeciw sześciolatkom. Ruch protestu, poza po prostu lękiem przed zmianą, wyrażał interesy mieszczan, na ogół zamożniejszych, których dzieci chodzą do miłych zerówek w przedszkolach. Sześciolatki na wsiach już teraz idą do szkół, bo tam są ich zerówki. Zbiorowym wysiłkiem obroniliśmy anachroniczny model szkoły. Wyjdzie nam to bokiem.

A już jeśli czymś się weselić, to tylko tym, że skoro nie udało się wszystkiego porządnie przygotować, to lepiej, że rząd się wycofał. Miało być lepiej, ale skoro wyszło jak zawsze, to niech już będzie po staremu. Gorzko, gorzko!

  • 1
  • 16 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':