Rywalizacja Grzegorza Napieralskiego z Wojciechem Olejniczakiem, próby Dariusza Rosatiego powołania nowej centrolewicy i zamiary Włodzimierza Cimoszewicza stworzenia "szerokiej wyborczej koalicji"... Dużo się dzieje, niewiadomych jeszcze więcej. O prognozy dla
SLD i całej lewicy poprosiliśmy byłych polityków: Sławomira Sierakowskiego, Zbigniewa Siemiątkowskiego i Krzysztofa Martensa.
Sławomir Sierakowski: Dorn uratował SLD Przy okazji różnych ankiet i pytań o przyszłość SLD przychodzą mi do głowy różne scenariusze, ale za każdym razem łączy je jedno. Mianowicie nie ma takiego scenariusza, który miałby jakieś znaczenie dla Polaków. Czy SLD oglądać z bliska będzie próg wyborczy z góry, czy z dołu, to już nie
gra dla nikogo większej roli.
Trzeba naprawdę bogatej wyobraźni, żeby napisać taką wersję przyszłych wydarzeń, po których Sojusz w obecnej postaci powraca do sukcesów z lat 90. Przedłużający się spór Olejniczaka z Napieralskim frustrował będzie partię i elektorat. Ryszardowi Kaliszowi zawsze uda się wybrnąć dowcipem, a Jerzemu Szmajdzińskiemu tajemniczym uśmiechem, ale większość pozostałych będzie miała kłopot, żeby wyjaśnić, o co chodzi SLD nie tylko w długim, ale także w krótkim okresie.
W SLD mieszają się dziś dwa rodzaje poglądów, a raczej odruchów politycznych. Ale ani sentymenty do słusznie minionej epoki, ani ustawianie się w roli niemającego samodzielnych ambicji pomocnika "reformatorów" w stylu z lat 90. nie pozwolą partii zająć poważnego miejsca na scenie politycznej.
Od lat wszystkie możliwe badania socjologiczne pokazują, że poglądy liberalne obyczajowo i prosocjalne gospodarczo mogą liczyć na spore poparcie wśród Polaków. Tym bardziej że są one zupełnie obce
PiS i PO. Jeśli nie przekłada się to na kształt sceny politycznej, to wyłącznie przez brak wiarygodnej reprezentacji dla tych poglądów. Sojusz musiałby zrobić coś naprawdę wielkiego, żeby odzyskać wiarygodność, gdy krytykuje
Kościół, któremu kiedyś służył. Gdy broni kobiet i mniejszości, które kiedyś lekceważył. Gdy mówi o zmniejszaniu nierówności ekonomicznych, które kiedyś sam tworzył.
W SLD wciąż są utalentowani i doświadczeni politycy, z pewnością nie gorsi niż w PO i PiS, ale potencjał ten zupełnie ginie, gdy nie ma całościowego pomysłu na przyszłość. Wciąż dzięki sile przyzwyczajenia i przez brak alternatywy Sojusz liczyć może na stosunkowo duże poparcie na prowincji, ale nawet ostatni wierni odwrócą się od partii, jeśli kolejny rok nie będzie wiadomo, co to znaczy "być jak SLD", czyli jakie właściwie partia ma poglądy, z jakimi grupami społecznymi się identyfikuje, które idee są jej bliskie, jakim spójnym słownikiem politycznym się posługuje itd.
Być może rozwiązaniem sporu o przewodnictwo w partii byłoby nadanie tytułu honorowego przewodniczącego Ludwikowi Dornowi, bo tylko dzięki ustawie jego autorstwa o finansowaniu partii z budżetu Sojusz dziś w ogóle istnieje.
Czekam na nową formację lewicową, a nie SLD w nowym makijażu -
- Bagno SLD - rozmowa z Tomaszem Nałęczem z maja 2008 r.
Zbigniew Siemiątkowski, były poseł SLD, były minister spraw wewnętrznych Niestety, aktualna może być stara bolszewicka zasada: "Nim się połączymy, musimy się podzielić". Gdy patrzę na lewicę, widzę głównie problem z tożsamością - komu jesteśmy potrzebni? Napieralski i Olejniczak udzielają innych odpowiedzi. A na lewicy takiej, jaka jest, zależy głównie partyjnemu aparatowi.
To mało. Nie można też ograniczać się do odpowiedzi na tematy, które podrzucają prezydent albo PO. Trzeba tę bieżączkę przeskoczyć - myśleć o jutrze, zwłaszcza że nadchodzi kryzys, planuje się wprowadzenie euro itp. Niestety, debaty programowej na lewicy nie widzę, choć sporo czytam, w wielu miejscach bywam. SLD skupiony jest na PR.
A przecież aż się prosi, aby jakaś lewica była. Z wszelkich badań wynika, że ok. 30 proc. Polaków jest podatnych na jej argumentację. Widać to w sondażach na temat stanu wojennego, gen. Wojciecha Jaruzelskiego, in vitro, roli państwa w gospodarce. Jest klimat dla lewicy, a nie jakiejś konkretnej, już istniejącej organizacji. Czy taka lewica w 2009 r. powstanie? Nie wiem. Szalenie trudno połączyć zwolenników nostalgii i pragmatycznego myślenia.
Ale powtarzam: być może trzeba się podzielić, aby potem się połączyć. Nie chodzi tylko o Napieralskiego i Olejniczaka. Są jeszcze
Marek Borowski, Demokraci, krakowskie środowisko skupione wokół Jana Widackiego... Te małe, pozbawione potencjału organizacyjnego grupy mają często ciekawsze pomysły niż partyjne struktury.
Ku czemu zmierzać? Dawny SLD, koalicja różnych formacji i środowisk, wydaje się dobrym wzorem.
Problemem SLD nie jest to, kto stanie na czele partii, ale to, co nowego SLD może zaproponować wyborcom - SLD chce przejąć wyborców od PO - rozmowa z Jackiem Raciborskim
Krzysztof Martens, były podkarpacki baron SLD W ostatnim sondażu "Gazety" SLD miał 11 proc. poparcia i wydaje się, że jego sytuacja zaczyna się powoli poprawiać. Nie sądzę, aby to była zasługa Napieralskiego czy Olejniczaka. Ani jeden, ani drugi na lidera Sojuszu się nie nadaje - tyle że na horyzoncie nie widać nikogo trzeciego. Sondażowy wzrost to efekt zbliżającego się kryzysu. I tego, że przy okazji pomostówek dużo się o SLD mówiło. A wiadomo, że jak się o kimś w mediach dużo mówi - nieważne: dobrze czy źle - to słupki rosną. Do szeregowych działaczy wróciła jednak nadzieja.
Myślę, że po Nowym Roku Napieralski spacyfikuje Olejniczaka i lewica ustabilizuje się na 3-4 lata. Jak spacyfikuje? Zbliżają się wybory, a przewodniczący, zarząd partii dzielą mandaty. Obóz Napieralskiego będzie rósł w siłę.
Tu, na Podkarpaciu, zapotrzebowania na jakieś zmiany wewnętrzne, wstrząsy, rewolucje nie ma. Sojusz jest w terenie w emocjonalnym zamrażalniku. Ludziom jest obojętne, kto rządzi w Warszawie. Nie interesują ich też nowe lewicowe inicjatywy. W Rzeszowie był niedawno Dariusz Rosati (budujący centrolewicę) - frekwencja na spotkaniu raczej wątła, popierających go grup nie znalazł.