W czwartek wieczorem Piotr Marciniak w
TVN 24 rozmawia³ ze Stefanem Niesio³owskim o tym, jak to by³o z tym sypaniem. Dziennikarz przes³uchiwa³ by³ego wiê¼nia, cytuj±c fragmenty jego zeznañ sprzed 40 lat zamieszczone na internetowej stronie jednej z gazet. Sprawdza³, czy Niesio³owski nie zdradzi³ czego¶
SB. Odbywa³ siê - tradycyjny ju¿ - rytua³ upokarzania cz³owieka, który kiedy¶ zadar³ z komun±.
Bo je¿eli kiedy¶ w³adza ludowa ciê przes³ucha³a, zatrzyma³a, skaza³a, je¿eli jest jaki¶ ¶lad, ¿e SB lub milicja siê tob± interesowa³y - to ka¿dy mo¿e ciê publicznie zniewa¿yæ. Nie jeste¶ ju¿ w³a¶cicielem twojej przesz³o¶ci, nawet tej najbardziej prywatnej. Nie chroni± ciê lata wiêzienia ani opozycyjna biografia. Jako ¶wiadek historii jeste¶ zobowi±zany udowodniæ przed ka¿dym, ¿e nie by³e¶ agentem, ¿e nie za³ama³e¶ siê nigdy w ¶ledztwie, ¿e niez³omnie walczy³e¶. Musisz wykazaæ, ¿e by³e¶ ¶wiêtym. I to dopiero jest podejrzane.
Wiêc dziennikarz domaga³ siê wyja¶nieñ.
Wy³±czy³em telewizor, bo odchorowujê takie spektakle.
Nie radzê nikomu czytaæ w³asnych zeznañ. Z naszego strachu, presji ¶ledczego, jêzyka, w którym zapisuje on to, co mówimy, wychodzi zawsze co¶ okropnego. Akta s±dowe i teczki SB to nie jest zapis naszej heroicznej biografii. Samotno¶æ w ¶ledztwie, opór, k³amstwa i mataczenia, i czego¶my nie powiedzieli - to wiedza dla wtajemniczonych. Dla wszystkich innych te papiery to ¶lad naszej s³abo¶ci, a czêsto i prywatnych grzechów. To jedna z najokropniejszych twarzy lustracji. I dlatego tak czêsto najprzyzwoitsi ludzie wychodz± zbrukani i upokorzeni z publicznych rozliczeñ. Najlepiej mieæ teczkê malutk± - ot, tak ze 17 kartek, albo w ogóle jej nie mieæ. Wtedy jeste¶my bezpieczni i spokojnie mo¿emy os±dzaæ "rzekomych bohaterów".
Wiêcej w artykule Seweryna Blumsztajna Joanna Szczêsna: Stefan Niesio³owski nie musi siê wstydziæ swego ¿yciorysu Czê¶æ mediów lubuje siê w cytowaniu protoko³ów ze ¶ledztwa na przyk³ad: "Celowo zataja³em pewne fakty, a¿eby uchroniæ niektóre osoby od odpowiedzialno¶ci karnej. Dzi¶ ca³kowicie zrozumia³em swoje niew³a¶ciwe stanowisko w tej kwestii i dlatego pragnê, tak jak i w innych sprawach, mówiæ tylko szczer± prawdê". Ka¿dy, kogo przemaglowano w ¶ledztwie, bezb³êdnie rozpoznaje w tym rytualne frazy wpisywane niemal automatycznie przez przes³uchuj±cego. Te wszystkie: "jeszcze chcia³bym dodaæ", "odt±d zeznawaæ bêdê tylko prawdê", "zrozumia³em swój b³±d i od dzi¶ bêdê szczery" w wiêkszo¶ci przypadków oznaczaj± tylko jedno - ¿e oto w³a¶nie przy³apano delikwenta na ukrywaniu jakich¶ faktów i teraz próbuje on przystosowaæ now± wersjê swoich zeznañ do tego, co - jego zdaniem - ¶ledczy ju¿ i tak wiedz±.
Naprawdê trzeba sporo z³ej woli, ¿eby z przygotowanego przez Piotra Byszewskiego wyboru materia³ów wyczytaæ to, co wyczyta³ Jaros³aw Kaczyñski (swoj± drog± ciekawe, ¿e nie przeszkadza³o mu, kiedy we w³adzach PiS-u zasiada³ cz³onek organizacji Ruch, który nie tylko zeznawa³ od pierwszego dnia po aresztowaniu, ale tak¿e wymy¶la³ pod adresem kolegów wyssane z palca oskar¿enia, co wiêcej - Kaczyñski rekomendowa³ go nawet na dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego).
Nie znam ca³o¶ci materia³ów (jest tego ponad 100 tomów), z których Piotr Byszewski dokona³ swego wydanego w
IPN-ie wyboru zatytu³owanego "Dzia³ania S³u¿by Bezpieczeñstwa wobec organizacji Ruch", ale nie wydaje mi siê, by wyborowi temu mo¿na by³o cokolwiek zarzuciæ. Obraz tamtego ¶ledztwa, jaki siê z tej
lektury wy³ania, jest zgodny z tym, co przechowa³a moja pamiêæ.
Oczywi¶cie mo¿na by mieæ pretensje, ¿e nie zacytowa³ protoko³ów z przes³uchañ tych podejrzanych, którzy ca³kowicie "pop³ynêli w ¶ledztwie". Skonfrontowanie ich z wyja¶nieniami Niesio³owskiego mog³oby mo¿e daæ do my¶lenia jego dzisiejszym oskar¿ycielom. Tylko ¿e - po pierwsze - s± to wyja¶nienia osób, których nazwiska nikomu dzi¶ nic nie mówi±. Po wtóre za¶, Jaros³aw Kaczyñski i tak wyczyta³by z nich tylko to, co chcia³by wyczytaæ.
Wiêcej w artykule Joanny Szczêsnej, uczestniczki Ruchu Romana Orlikowska-Wroñska: Politycy, wara wam od akt s±dowych Roman Daszczyñski: Jaros³aw Kaczyñski uderzy³ w Stefana Niesio³owskiego protoko³ami przes³uchañ z karnej sprawy politycznej sprzed 38 lat. Wed³ug prezesa PiS Niesio³owski "pêk³ na pierwszym przes³uchaniu i sypa³". Co pani, adwokat wielokrotnie broni±cy opozycjonistów w czasach PRL, na to? Romana Orlikowska-Wroñska: Sta³a siê rzecz straszna, w ferworze walki polityk przekroczy³ kolejn± wa¿n± granicê: siêgn±³ po dokumenty z karnego procesu politycznego. To z³amanie tabu, które powinno byæ nienaruszalne.
Chyba pani przesadza... - Nie ma w tym ¿adnej przesady. Trzeba rozumieæ, czym by³y procesy polityczne w PRL, jak strasznej presji poddawano podejrzanych czy oskar¿onych. Traktowano ich gorzej ni¿ kryminalistów. Norm± by³ szanta¿, prowokacje, wykorzystywanie z³ej sytuacji rodzinnej. Osadzanie w jednej celi z konfidentami i przestêpcami. D³ugotrwa³a izolacja, podsuwanie fa³szywych grypsów, obietnica uwolnienia w zamian za z³o¿enie obszernych wyja¶nieñ. Nie brakowa³o fa³szowania zeznañ.
Je¶li wiêc kto¶ zabiera siê za materia³ ze sprawy karnej, powinien go analizowaæ pod k±tem metod ¶ledztwa, a nie tego, jak siê zachowywa³ oskar¿ony. Powinien siê tym zaj±æ psycholog, socjolog, kryminolog, ale za ¿adne skarby polityk. Powiem wrêcz: Politycy, wara wam od akt s±dowych.
Ale mo¿e polityk, który kiedy¶ sk³ada³ obszerne wyja¶nienia w ¶ledztwie, teraz nie powinien k³uæ innych w oczy swoj± bohatersk± przesz³o¶ci±? Przeczytaj rozmowê z adwokatk± Roman± Orlikowsk±-Wroñsk±