Andrzej Kaczyński: Nie ma jednej historii • Debatę tę rozpoczął Andrzej Kaczyński. - „Są publicyści, którzy uważają, że III RP była pustynią historyczną" - pisał w „Gazecie" 26 sierpnia. Sprawdził, że nie była, że pełno jest książek i artykułów o najnowszej historii Polski.
Jego zdaniem są publicyści, którzy narzekają, że w latach 90. w tej debacie dominował nurt liberalny. Kaczyński na to wymienia długą listę pism prawicowych, które mogły taką debatę prowadzić. I powiada: "Nie ma jednej historii. Ale spory historyczne powinno się rozwiązywać, pisząc polemikę, a jeszcze lepiej - własną rozprawę".
Przeczytaj artykuł Paweł Machcewicz: Odwrócenie się od historii to mit • Głos zabrał też 29 sierpnia historyk Paweł Machcewicz tekstem „Dwa mity twórców polityki historycznej IV RP". Pierwszy mit to - według Machcewicza - świadome odwrócenie się III RP od historii państwa. Drugi mit to twierdzenie, że jeżeli w ogóle poświęcano w niej uwagę narodowej przeszłości, to zajmowano się przede wszystkim polską „hańbą" i „winami" - zbrodniami popełnionymi przez Polaków wobec Żydów, Ukraińców, a nawet Niemców.
"Według konserwatywnych zwolenników polityki historycznej miało to dalekosiężny, destrukcyjny wpływ na polski patriotyzm i poczucie wspólnoty narodowej" - pisał Machcewicz.
I konkludował: - "Mówienie o jakimś konsekwentnie realizowanym planie elit III RP, które chciały świadomie usuwać historię ze sfery publicznej, jest do pewnego stopnia zrozumiałe u polityków i propagandystów, którzy upraszczają, a nawet mistyfikują rzeczywistość na potrzeby walki politycznej. Mniej zrozumiałe jest już u często subtelnych, wysokiej klasy intelektualistów, którzy stworzyli ideowe podstawy projektu IV RP, a zwłaszcza koncept polityki historycznej".
Przeczytaj artykuł Robert Kostro: Polityka historyczna to polityka państwa • Kolejny publicysta, Robert Kostro, dyrektor Muzeum Historii Polski, polemizował („Gazeta” 3 września) z Kaczyńskim, twierdząc, że „polityka historyczna to polityka państwa. Aktywność państwa w dziedzinie pamięci jest realizowana w różny sposób: od nazewnictwa ulic poczynając, poprzez budowę pomników, programy szkolne, finansowanie badań naukowych, publikacji, filmów, ochronę zabytków czy tworzenie i utrzymywanie muzeów”. To, że obok państwa ludzie spontanicznie zajmują się historią, nie zmienia poglądu: państwo nie zdało egzaminu z polityki historycznej.
Myli się zdaniem Kostry i Kaczyński, i Machcewicz, „kiedy usiłują przekonać nas, że nie było świadomej postawy części elit przeciwko aktywności państwa w dziedzinie pamięci”. I wypomina „coroczne boje o budżet
IPN, jeszcze za czasów prezesury Leona Kieresa”. I dalej pyta: „Czy w latach 90. powstały nowe muzea albo filmy na temat ważnych wydarzeń okresu II wojny światowej - na przykład o Katyniu? Czy powstały już filmy na temat Polaków walczących na Zachodzie, np. pod Monte Cassino czy Dywizjonu 303, albo o wojennych tragediach polskiej cywilnej ludności? Czy powstał do dziś dobry film o » Solidarności «"?
Przeczytaj artykuł Stanisław Obirek: Rodzinno-kościelno-szkolna mitologia runęła w gruzach • Kolejny uczestnik polemiki, teolog Stanisław Obirek („Gazeta” 9 września) opisywał wpływ polityki historycznej na jego życie. „Dobrze, że w szkole średniej udało mi się przeczytać „Dzienniki" Witolda Gombrowicza i ta cała rodzinno-kościelno-szkolna mitologia runęła w gruzach. Pomógł też Sławomir Mrożek i paru innych trzeźwych pisarzy. Wysiłki polityki historycznej spaliły na panewce. Zacząłem powoli wydobywać się z serdecznych więzi narzuconych przez mniej czy bardziej świadomych ideologów. I konkludował: „Oficjalne działania państwa i uświęcone martyrologiczną frazeologią poczynania Kościoła spłynęły po mnie jak woda po kaczce. Sądzę, że tak samo się stanie z wysiłkami twórców polityki historycznej”.
Przeczytaj artykuł Kazimierz M. Ujazdowski: Polityka pamięci ma sens • Według Kazimierza Michała Ujazdowskiego, byłego ministra kultury i dziedzictwa narodowego, „dwa teksty poświęcone polityce historycznej autorstwa Andrzeja Kaczyńskiego i Pawła Machcewicza „nie przybliżają nas do rzeczowej dyskusji o dziedzinie, która staje się coraz istotniejsza w polityce współczesnych państw europejskich”. Jego zdaniem, potępiają one „teorię polityki historycznej, biorąc dowolnie cytaty z publicystyki, a nie odnoszą się do konkretnych inicjatyw, które były nią inspirowane”. Ujazdowski uważa, że „warunkiem poważnej debaty jest porzucenie prostych schematów, w których albo III RP była piekłem, albo rajem, w której można być tylko za polityka historyczną lub przeciw niej, a nie rozróżniać lepszych i gorszych pomysłów”. Dlatego podkreśla, iż „poważnym wyzwaniem dla nas wszystkich pozostaje dziś wyrwanie się poza krąg świata zakreślany przez spin doktorów i felietonistów”.
Przeczytaj artykuł Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl