http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Biden - zły policjant Obamy

Marcin Bosacki, Waszyngton
2009-10-21, ostatnia aktualizacja 2009-10-21 02:23

To jego poparcie było kluczowe dla zgody USA na rozszerzenie NATO m.in. o Polskę i Czechy. I to on - jak mówi wielu znawców amerykańskiej polityki - mówi dziś to, co naprawdę myśli rząd w Waszyngtonie

ZOBACZ TAKŻE
66-letniemu Joe Bidenowi, pierwszemu w historii katolikowi na stanowisku wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych, z racji irlandzkiego pochodzenia ochrona nadała pseudonim "Celt". Barack Obama wybrał go ponad rok temu na kandydata na wiceprezydenta głównie ze względu na doświadczenie w sprawach międzynarodowych. Przyszły prezydent mówił wówczas: - Chcę kogoś, kto jest niezależny, kto może sprzeciwić się moim poglądom, dzięki komu w Białym Domu będziemy mieli pełne wigoru dyskusje.

I rzeczywiście, Biden, jak mówią waszyngtońscy znawcy Białego Domu, bierze udział w większości dyskusji o najważniejszych decyzjach Białego Domu, nawet jeśli je przegrywa. Tak stało się w pierwszych tygodniach prezydentury Obamy, gdy młody prezydent wysłał wbrew radom Bidena 20 tys. dodatkowych wojsk do Afganistanu. Teraz Biden sprzeciwia się, choć zabiega o to Pentagon, wysłaniu kolejnych 40 tys.

Biden był jednym z najmłodszych senatorów USA w historii - jako 29-latek wygrał wybory w maleńkim stanie Delaware w 1971 r. na fali sprzeciwu wobec wojny w Wietnamie. Zanim został zaprzysiężony, przeżył największą tragedię swego życia - w wypadku samochodowym zginęła jego żona Neilia, roczna córka, a dwóch małych synów było poważnie rannych.

Przez 37 lat w Senacie Biden dorobił się opinii bardzo poważnego polityka, znawcy spraw prawnych i przede wszystkim międzynarodowych. Przez prawie ćwierć wieku był członkiem wpływowej komisji spraw zagranicznych, przez cztery lata jej szefem.

Głosował przeciwko pierwszej wojnie z Irakiem w roku 1991, ale poparł drugą w roku 2003, mówiąc: - Nie mamy innego wyjścia, tylko wyeliminować zagrożenie.

Potem tego żałował. Pod koniec lat 90. poparcie Bidena dla rozszerzenia NATO miało kluczowy wpływ na ratyfikację przez Senat USA układu o wstąpieniu m.in. Polski do Sojuszu. Uważany jest za przyjaciela Europy Środkowej, krytycznie patrzy na Rosję. To m.in. spowodowało, że stał się w administracji Obamy nieformalnym wysłannikiem do kontaktów z naszym regionem. W lipcu, gdy Obama prowadził rozmowy na Kremlu, wiceprezydent pojechał do Gruzji i na Ukrainę, by uspokoić te kraje, że nowy rząd USA nie chce polepszenia stosunków z Rosją kosztem jej sąsiadów. Teraz Biden odwiedza Polskę, Rumunię i Czechy.

Biden w wywiadzie dla "Wall Street Journal" wywołał zamieszanie dyplomatyczne w stosunkach Waszyngton - Moskwa. Powiedział bez ogródek, że Rosja "ma gwałtownie malejącą populację, słabą gospodarkę, system bankowy i infrastrukturę, które nie przetrwają kolejnych 15 lat, są w sytuacji, kiedy świat się zmienia, a oni trzymają się przeszłości". To, naturalnie, wywołało pomruki oburzenia na Kremlu, a rzecznicy Białego Domu łagodzili potem wypowiedź wiceprezydenta.

Dla jednych była to wyrachowana gra Waszyngtonu z Obamą w roli dobrego gliniarza zawierającego przyjaźń z Dmitrijem Miedwiediewem i Bidenem w roli złego gliny chłoszczącego Rosjan. Dla innych był to kolejny dowód na to, że Biden jest "chodzącą maszyną do popełniania gaf". Wiceprezydent jest bowiem z nich sławny.

Kilka lat temu oburzył mniejszości azjatyckie w USA, mówiąc: "Bez hinduskiego akcentu nie da się już wejść do 7-Eleven" [sklepu spożywczego]. Podczas kampanii wyborczej wzbudził zdumienie swą wypowiedzią o Obamie: "Jest pierwszym kandydatem afroamerykańskim, który jest elokwentny, bystry, czysty i dobrze wygląda". Na jednym z wieców zaskoczył widownię wezwaniem do lokalnego polityka siedzącego na wózku inwalidzkim: "Chuck, wstań, pokaż się ludziom". Po chwili skonsternowany Biden krzyknął: "Boże, co ja gadam!".

Już w roli wiceprezydenta Biden nie pamiętał imienia sędziego Sądu Najwyższego i przekręcił jego nazwisko. Naraził się też na ostrą krytykę, gdy wiosną wywołał lekką panikę w sprawie ptasiej grypy: "Rodzinie mówię, by nie przebywała z innymi w zamkniętych pomieszczeniach, by nie latała samolotami...". Przychylny ekipie Obamy "Washington Post" pisał wówczas: "Martwi nas skłonność Bidena do mówienia zbyt dużo, zanim wystarczająco pomyśli".

Podzielone są zdania na temat tego, jak mocny jest w istocie wpływ Bidena na politykę zagraniczną rządu Obamy. - Prezydent naprawdę go słucha - mówił mi niedawno jeden z ekspertów doradzający administracji USA. Inny dodał: - To Biden pokazuje, jakie naprawdę są geopolityczne instynkty demokratycznej elity z Waszyngtonu.

Jednak inni eksperci uważają, że Biden dostaje przy podziale ról dziedziny, którymi sam Obama nie chce się zajmować, a które jednak są zbyt ważne, by je zupełnie ignorować - właśnie Europę Środkową i Irak.

- Podróż Bidena do Europy Środkowej jest dla was dobra. To najpoważniejszy polityk ekipy Obamy, który do was teraz mógł pojechać - mówi ekspert doradzający administracji Obamy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':