http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tarcza Obamy. Prawda czy zmyłka?

Łukasz Kulesa, szef Biura Analiz Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych
2009-10-20, ostatnia aktualizacja 2009-10-20 13:22

Domagając się dziś konkretów, być może unikniemy w przyszłości takiego rozczarowania, jakie było udziałem Polski 17 września 2009 r.

Przedstawiciele administracji prezydenta Obamy, a i część polskich komentatorów, przekonują, że nowa amerykańska inicjatywa dotycząca systemu obrony przeciwrakietowej jest dla Polski co najmniej równie atrakcyjna jak "tarcza Busha". Do Polski dziś przyjeżdża wiceprezydent Joe Biden, aby przekonywać rząd do poparcia koncepcji Obamy.

Amerykanie wyraźnie próbują zatrzeć fatalne wrażenie, jakie wywołał sposób, w jaki Stany Zjednoczone zaprezentowały 17 września zmianę swojej koncepcji systemu obrony przeciwrakietowej. Administracja Obamy przekonuje, że podpisane w sierpniu 2008 r. porozumienie dotyczące bazy w Redzikowie można będzie łatwo zmodyfikować. Wystarczy doń wprowadzić wzmiankę o pociskach SM-3, które mają stanowić podstawę "tarczy Obamy". Potem taką umowę Polska ma szybko ratyfikować, by zapewnić sobie miejsce w nowej, lepszej i skuteczniejszej konfiguracji amerykańskiego systemu Missile Defence.

Dziś wiemy jedno - rola Polski w nowym projekcie nie będzie tak duża, jak przewidywały to plany administracji George'a W. Busha. Pociski przechwytujące, które planowała umieścić w bazie w Redzikowie poprzednia administracja, miały stanowić jedyną europejską "polisę bezpieczeństwa" na wypadek ewentualnego irańskiego ataku rakietami międzykontynentalnymi lub dalekiego zasięgu. Tarcza Obamy nie da nam ekskluzywnej pozycji. Pociski SM-3 będą mogły być rozmieszczone nawet w kilkunastu miejscach w Europie. Dodatkowo Europy mają bronić okręty wyposażone w systemem antyrakietowy Aegis. Tak więc jeżeli w Polsce znajdą się ostatecznie elementy nowego systemu, prawdopodobnie będą miały drugorzędne znacznie.

Propozycje USA trzeba poważnie rozważyć, ale zanim powiemy "tak", musimy poznać szczegóły amerykańskich propozycji. Przedwczesna zgoda na ratyfikację umowy oznaczałaby wypisanie Stanom Zjednoczonym czeku in blanco. Oczywiście możemy zaufać USA i założyć, że wypełnią swoje zobowiązania, a na terenie Polski pojawią się kiedyś amerykańskie instalacje. Doświadczania ostatnich lat nie powinny nas jednak nastrajać nadmiernie optymistycznie. Nawet jeżeli gwarantem porozumienia jest laureat Pokojowej Nagrody Nobla Barack Obama. Dlatego warto postawić Amerykanom kilka pytań już teraz, nawet jeśli miałby być dla nich kłopotliwe.

Pytanie pierwsze: Jakie instalacje miałyby powstać w Polsce?

Nieoficjalne informacje na temat amerykańskich propozycji dotyczyły zarówno baz operacyjnych pocisków SM-3, jak i ośrodka dowodzenia oraz swego rodzaju "centrum logistycznego". Miałby to być baza, w której stacjonowałyby na stałe wyrzutnie SM-3, w razie kryzysu gotowe do rozmieszczenia w innych państwach. Administracja Obamy, w tym odpowiedzialna za kwestię obrony przeciwrakietowej w Departamencie Stanu Ellen Tauscher, oficjalnie mówi wyłącznie o bazie rakiet przechwytujących SM-3. Inne opcje rzeczywiście wydają się dużo trudniejsze do realizacji. Przede wszystkim wymagałyby znaczących zmian w ubiegłorocznej umowie. Przypomnijmy, że na razie dotyczy ona bazy dla dziesięciu kinetycznych pocisków przechwytujących. Elementy systemu dowodzenia zostaną zapewne zaoferowane Czechom jako "nagroda pocieszenia" po skasowaniu radaru w Brdach. Co do bazy logistycznej dla systemu SM-3, technicznie byłoby to wykonalne, bo mowa tutaj o transportowanych za pomocą samolotów kontenerach z pociskami, które nie muszą być składowane przez cały czas na obszarach, które mają bronić. Czy jednak Amerykanie skłonni byliby wybudować taką bazę w Polsce praktycznie od zera, gdy mają do dyspozycji doskonale przygotowane do tego bazy m.in. w Niemczech (Rammstein), Włoszech (Aviano) i Turcji (Incirlik), a także porozumienia z Bułgarią i Rumunią?

Pytanie drugie: Kiedy?

Przyjmijmy, że w grę wchodzi budowa bazy z pociskami SM-3. Jej powstanie w Polsce w najbliższym czasie wcale nie jest przesądzone, nawet jeżeli oba rządy szybko dojdą do porozumienia o adaptacji bazy w Redzikowie.

Na razie Polska leży poza zasięgiem irańskich rakiet. Dla projektu Obamy priorytetowe znaczenie będzie miała ochrona tych państw, które już obecnie znajdują się w zasięgu irańskich rakiet krótkiego i średniego zasięgu: państw Bliskiego Wschodu (w tym Izraela) oraz państw Europy Południowo-Wschodniej. Jeżeli Amerykanie będą chcieli od razu rozmieszczać pociski SM-3 na lądzie oraz budować niezbędne w takim wypadku systemy radarowe, to naturalne wydaje się osiągniecie porozumienia w pierwszej kolejności z tymi państwami, którym realnie grozi irańskie uderzenie.

Uprawnione jest pytanie, jaki plan ma Waszyngton w sprawie rozmieszczenia nowego systemu w Europie, i kiedy zamierzają budować dla niego bazy na północy kontynentu? Może się okazać, że budowa bazy SM-3 w Polsce jest przewidziana dopiero na dalszych etapach, np. około 2018 roku. To właśnie wtedy, zgodnie z oświadczeniami administracji Obamy, mają być rozmieszczone w Europie pociski SM-3 Block2, które będą miały większy zasięg. Gdyby to tak wyglądało, to pojawia się wątpliwość, czy warto już teraz ratyfikować umowę, która może (albo i nie) będzie zrealizowana za kilkanaście lat? Tym bardziej że mowa tu o horyzoncie czasowym wykraczającym poza ewentualną drugą kadencję Obamy. Być może warto domagać się od Stanów Zjednoczonych dodatkowych gwarancji. Dołączenia do umowy harmonogramu budowy bazy i sztywnego terminu osiągnięcia przez nią gotowości operacyjnej?

Pytanie trzecie: Jaka rola dla NATO?

Administracja Obamy oczywiście deklaruje wolę współpracy z państwami Sojuszu oraz tworzenie systemu, który będzie kompatybilny z planami NATO dotyczącymi obrony przeciwrakietowej. Wszystko wskazuje jednak na to, że będzie to w dalszym ciągu system amerykański. Decyzje o jego rozwoju nie będą zapadały na forum NATO, ale w dwustronnych rozmowach Waszyngtonu z zainteresowanymi państwami. Czy NATO może odgrywać większą rolę w realizacji inicjatywy USA? Przechodzący poważny kryzys tożsamości Sojusz Północnoatlantycki pilnie potrzebuje projektów, które będą jednoczyć wszystkich jego sojuszników i zapewniać podwyższony poziom bezpieczeństwa wszystkim państwom członkowskim. Warto przypomnieć, że Polska niezmiennie domaga się zwiększenia znaczenia zasady solidarności oraz zobowiązań do zbiorowej obrony z artykułu 5 w działalności Sojuszu. Inicjatywa administracji Obamy to doskonała okazja, żeby NATO znowu stało się istotnym forum współpracy transatlantyckiej.

Czy Stany Zjednoczone są gotowe na taką zmianę koncepcji systemu, by powstał system pod kontrolą NATO, i czy pozostali sojusznicy gotowi są wyłożyć pieniądze na realizację takiego projektu?

Powyższe wątpliwości mogą się wydawać mało znaczące w porównaniu z bliską sercu wielu Polaków perspektywą zapewnienia amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce. Nie chodzi o to, aby utrudniać administracji Obamy realizację nowej koncepcji obrony przeciwrakietowej, tym bardziej że płynące zza oceanu zapewnienia o uwzględnieniu interesów Polski brzmią zachęcająco. Warto jednak odpowiednio wcześnie wyjaśnić, jakie są rzeczywiste zamiary USA. Czy nie chodzi tylko o odwrócenie niekorzystnego dla administracji tonu komentarzy?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':