Nie wiadomo, dlaczego gruziński prezydent Micheil Saakaszwili wydał w nocy z czwartku na piątek rozkaz zbrojnego opanowania zbuntowanej Osetii Południowej. Od kilkunastu lat Osetia była de facto niepodległa od Gruzji. 80 proc. jej mieszkańców ma paszporty rosyjskie. Moskwa tylko czekała na pretekst, by móc stanąć w obronie swoich obywateli. Prezydent Dmitrij Miedwiediew i premier Władimir Putin zapewniają otwarcie, że tak uczynią. Fakty potwierdzają, że to nie blefują.
Formalnie Osetia jest częścią Gruzji. Ale jeśli Saakszwilemu nie uda się szybko porozumieć z osetyjskimi elitami, to nowa wojna wisi na włosku. Wojna, która przez lata może zostać nierozstrzygnięta, być może nie będzie nawet bardzo krwawa ani brutalna, ale na długo zahamuje integrację Gruzji z NATO i światem zachodnim. Gruzja uwikłana w lokalną wojnę przestanie być wiarygodnym partnerem dla Zachodu.
Jeśli Saakaszwili dał się Rosjanom podpuścić, sądząc, że jego armia szybko opanuje Osetię, a potem się zobaczy, to poniósł największą klęskę polityczną w swojej karierze. Być może temperament Saakaszwilego zwyciężył nad rozsądkiem politycznym i zmysłem dyplomatycznym. Polityka faktów dokonanych sprawdza się tylko w przypadku szybkiego i bezdyskusyjnego triumfu. To się Gruzinom w Osetii nie udało.
Z drugiej strony Rosja też może słono się przeliczyć. Jeśli Saakaszwili nie da się sprowokować, a Gruzini dogadają się z Osetyjczykami w sprawie autonomii Osetii w ramach Gruzji, to Moskwa straci jedną z możliwości destabilizowania sytuacji w Tbilisi. Ale czy obu stronom starczy rozsądku?
Jeśli Polska - tak mocno popierająca ostatnio Gruzję ustami prezydenta Lecha Kaczyńskiego - może coś w tej sprawie zrobić, to przekonywać Saakaszwilego do umiaru i rozsądku. Jeśli wybierze on polityczny kompomis z Osetyjczykami, wygra i uratuje szanse integracji Gruzji ze światem zachodnim.
Długotrwała wojna, której przebieg Rosja może raz podsycać, a raz łagodzić, to katastrofa dla Gruzji, która wplątując się w nią zepchnie się na peryferia Europy. Zachód umyje ręcę, że z nieodpowiedzialną Gruzją nie ma o czym rozmawiać. Taki jest prawdopodobnie rosyjski scenariusz dla Gruzji. Władze w Tbilisi nie powinny mu się poddawać.
Źródło: Gazeta Wyborcza