To był jeden z najbardziej efektownych punktów perfekcyjnej ceremonii otwarcia olimpiady. Telewidzowie w pewnym momencie zobaczyli, jak "niewidzialny olbrzym" biegnie z pekińskiego placu Tiananmen do Ptasiego Gniazda - na główny stadion olimpijski. Jego kolejne kroki wyznaczały wybuchy sztucznych ogni układających się w kształt stopy.
Ale tylko jeden z nich dział się w realnym czasie. Reszta wybuchów została wcześniej nagrana i zarejestrowana w komputerze. W piątek zmiksowany obraz zobaczyli ludzie na całym świecie przekonani, że dzieje się naprawdę.
W sobotę techniczny trik ujawniła chińska gazeta, potem podchwyciła zachodnia prasa. Wczoraj Wang Wei, wysoki przedstawiciel komitetu organizacyjnego igrzysk, potwierdził, że tak było. Wang nie widzi jednak w tym nic złego.
Okazało się, że o kulisach "ognistych kroków" opowiedział prasie przedstawiciel chińskiej firmy Crystal Fireworks, która przygotowała tę część widowiska. Nakręcił wybuchy sztucznych ogni z wyprzedzeniem, a za pomocą komputera stworzył wrażenie, że sfilmowano je z lecącego helikoptera lekko trzęsącą się kamerą. Trik był tak perfekcyjny, że pokazywał nawet smog, jaki panował w piątek w Pekinie.
- Widzowie uwierzyli, że oglądają spektakl na żywo. Uznaliśmy więc, że misja jest wykonana - pochwalił się chińskiej gazecie Gao Xiaolong, który odpowiadał za efekty wizualne w czasie otwarcia igrzysk.
Organizatorzy tłumaczą, że użyli nagrań, bo pogoda w piątek była niepewna i mogła wszystko popsuć. Zadecydowały też względy bezpieczeństwa - filmowanie tak dużej liczby wybuchających ogni z helikoptera mogłoby skończyć się katastrofą. A nakręcenie całości z jednego miejsca było z kolei niewykonalne technicznie.
To nie koniec niespodzianek. Wiadomo, że dziewczynka, która podczas otwarcia zaśpiewała chińską pieśń patriotyczną, tylko udawała, poruszając ustami. Powiedział o tym wczoraj autor muzycznej oprawy widowiska Chen Qigang.
Dziewięciolatka Lin Miaoke jest co prawda ładna, ale, niestety, nie ma głosu. W efekcie usłyszeliśmy głos innego dziecka, siedmioletniej Yang Peiyi. Ona z kolei śpiewa jak słowik, ale ma nierówne uzębienie i jest zbyt pyzata.
- Nie wybraliśmy małej Yang, bo chcieliśmy pokazać właściwy obraz, myśleliśmy o tym, co będzie najlepsze dla narodu - powiedział Chen. Tymczasem "China Daily" i reszta prasy chińskiej już okrzyknęły Lin Miaoke nadzieją chińskiej piosenki.
Po tych rewelacjach wrze w chińskim internecie. Padają pytania, czy tak zmontowany show jest prawdziwy, czy fałszywy? I jakie są granice stosowania trików komputerowych w transmisji na żywo?
Większość chińskich internautów broni decyzji władz. "Mimo że to nie to samo, co na żywo, naszym obowiązkiem jest wspierać olimpiadę. I przyjąć wyjaśnienia władz, a nie podważać je" - pisze Xin Shuibin w dużym portalu Baidu.com.
Źródło: Gazeta Wyborcza