Wolą Polski było odzyskanie wolności i niepodległości. Wolę tę zaświadczali Polacy różnych epok pracą i walką, myślą i czynem. Zwykle napotykali opór możnych tego świata: klęska goniła klęskę, represja następowała po represji. Dlatego w naszej tradycji tyle hołdu dla przegranych i tak mało radości ze zwycięstw.
1989 był rokiem zwycięstwa Polski nad złym losem. Rokiem cudu.
Pisał Adam Mickiewicz:
Urodzony w niewoli, okuty w powiciu,
Ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu. Nikt z nas nie przeżył takiej wiosny jak tamta w 1989 r. To, co łączy, okazało się - choć na krótki czas - ważniejsze od tego, co dzieli.
Powiadano potem: porozumienie elit. I było w tym dużo prawdy. Elity te jednak porozumiały się między sobą przy Okrągłym Stole po to, by głos mógł zabrać Naród, dotąd zakneblowany i bezsilny. I Naród zabrał głos 4 czerwca 1989 r. tak dobitnie, że usłyszał to cały świat.
Negocjatorom z obu stron należy się wdzięczność. Szczególna wdzięczność należy się przywódcom obu stron wojny polsko-polskiej - Lechowi Wałęsie i Wojciechowi Jaruzelskiemu. Obaj dobrze zasłużyli się Polsce - co powtarzam uparcie dziś, gdy jednego z nich szkaluje się oskarżeniami o agenturalność, a drugiego poniża procesami ciągnącymi się od dziesięciolecia. Cóż, w naszym kraju dobre uczynki mogą być karane jeszcze za życia.
4 czerwca 1989 r. wybory do Sejmu i Senatu, choć jeszcze nie w pełni demokratyczne, przyniosły jasny obraz. Polacy nie chcieli trwania dyktatury - chcieli zmiany. Nie chcieli komunizmu - chcieli demokracji.
A jednak już wtedy słyszeliśmy oskarżenia o targowicę, o zdradę Okrągłego Stołu, która miała zapewnić komunistom władzę po wieczne czasy. Byli tacy, którzy zbojkotowali wybory, szczycąc się tym jako aktem wyższego patriotyzmu. A przecież głosowali za trwaniem dyktatury. I nigdy nie usłyszeliśmy, że żałują swego błędu.
Każdy z nas może dzisiaj, wznosząc toast za Polskę, pomyśleć lepiej o tych, o których zwykle myśli gorzej. Przecież Polskę mamy wspólną
Był to czas trudny. My, ludzie "Solidarności", baliśmy się reakcji Moskwy, buntu aparatu partyjnego, prowokacji bezpieki. Zwycięstwo, tak miażdżące, było momentem zaskoczenia i radości.
Pisał Mickiewicz:
W owe lata szczęśliwe, gdy senat i posły
Po dniu Trzeciego Maja w ratuszowej sali
Zgodzonego z narodem króla fetowali;
Gdy przy tańcu śpiewano: "Wiwat Król kochany!
Wiwat Sejm, wiwat Naród, wiwat wszystkie Stany!". Zwycięstwu towarzyszyła mądrość ideowa i poczucie odpowiedzialności. Kierownictwo PZPR uznało wyniki wyborów. Przywódcy "Solidarności" powstrzymali się od triumfalizmu. Jedni i drudzy rozumieli, że kroczymy po kruchym lodzie, że w Polsce wciąż stacjonują wojska sowieckie, że dyktatorskie reżimy w Pradze i Berlinie wschodnim, w Sofii i Bukareszcie patrzą na nas ze strachem przed polską zarazą.
My spoglądaliśmy z wdzięcznością na
Jana Pawła II i
Kościół katolicki, który odegrał tak ważną rolę w chwili przełomu. Spoglądaliśmy z nadzieją na pierestrojkę Gorbaczowa, która zmieniła geopolitykę Polski. Nikt z nas nie wiedział, co będzie dalej, ale byliśmy przekonani, że dla Polski otwiera się historyczna szansa. Był to dla nas najważniejszy egzamin z patriotyzmu. Czuliśmy, że musimy udowodnić, iż godni jesteśmy tych wielkich wyzwań.