http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rakowski w Marcu pokazał klasę

Adam Michnik
2008-11-09, ostatnia aktualizacja 2008-11-10 08:25

Dobra polska tradycja powiada: de mortuis nil nisi bene - o zmarłych tylko dobrze. Mieczysław F. Rakowski był człowiekiem niebanalnym i niebanalną miał biografię.

Adam Michnik
fot. Piotr Wójcik/AG
Adam Michnik
Ten chłopski syn związał się w młodości z partią komunistyczną, której pozostał wierny aż do śmierci. Był działaczem młodzieżowym, a potem redaktorem "Polityki", tygodnika partyjnego, który stał się fenomenem na skalę całego bloku. W "Polityce" - nielubianej przez aparat partyjny, ale szanowanej przez inteligencję polską - dbano o standardy profesjonalne i moralne, choć nie skrywano sympatii do Gomułki, Gierka czy Jaruzelskiego. To był tygodnik redagowany na wysokim poziomie, a nie organ gangsterów od brudnej roboty; ludzie z "Polityki" zaliczali się do partyjnych reformatorów, co skazywało ich na wiele dwuznaczności. Myśleniu swobodnemu i postawie otwartej towarzyszyła w "Polityce" umiejętność lawirowania wśród raf zastawianych przez aparatczyków.

W godzinie śmierci Mieczysława Rakowskiego wspominam rok 1968 i postawę szefa "Polityki" w tym zwrotnym momencie najnowszej historii Polski.

W marcu 1968 r. zażądano od Rakowskiego, by "Polityka" opublikowała przedwojenny - z 1924 r. - felieton Antoniego Słonimskiego, w którym mój późniejszy szef ostro atakował środowisko żydowskiego ciemnogrodu. Przedruk tego tekstu - oczywiście bez zgody autora - w kontekście rozpętanej kampanii antysemickiej byłby nie tylko łajdactwem wobec Słonimskiego, którego lżyli partyjni i policyjni gangsterzy; byłoby to także włączenie się do antysemickiej kampanii, która hańbiła imię Polski. Rakowski odmówił. "W artykule są sformułowania, na które dziś czekają antysemici" - oświadczył w rozmowie z Zenonem Kliszką, najbliższym współpracownikiem Gomułki. "Pomiędzy 1924 rokiem i 1968 - powiedział Kliszce - była cała epoka, kiedy prochy ludzi, o których pisze Słonimski, zostały rozrzucone na polach Oświęcimia".

"W tym dniu zrozumiałem nagle - zanotował Rakowski - że jest możliwe popełnienie samobójstwa z przyczyn politycznych".



Kampanię antysemicką - zwaną "walką z syjonizmem" - śledził z przerażeniem. "W tych dniach pogarda dla faktów jest absolutna" - notował w dzienniku. Pisał o "fali demagogii", o "gnidach polskiego dziennikarstwa". Notował: "Świnią się ludzie, o których nigdy by człowiek nie pomyślał, że potrafią stoczyć się na takie dno. Jestem świadkiem upadku najlepszych tradycji dziennikarstwa polskiego". Nieco później zapisał: "Już nie mogę czytać gazet. Istny obłęd. (...) Wprowadza się nowy kodeks: ojciec odpowiada za dorosłe dzieci. W żadnym prawie międzynarodowym czegoś takiego się nie uświadczy".

W dniu pamiętnego przemówienia Gomułki w Sali Kongresowej przecięto mu w samochodzie wszystkie opony. "Podejrzewam, że nie był to chuligański wybryk" - zanotował.



Zastanawiał się: „A co na to wszystko ja i moje pismo? Na razie usiłujemy się nie ześwinić, ale to nie może być programem. (...) Mój dramat polega z jednej strony na lojalności wobec Gomułki, a z drugiej na tym, że ja też uważam, iż to kierownictwo już dawno powinno odejść, z trzeciej zaś strony - metody używane przez »goryli « [zwolenników szefa MSW Mieczysława Moczara] budzą we mnie wstręt i nie mogę się jakoś przekonać, że ci ludzie będą w stanie działać na rzecz rozwoju Polski. Podejrzewam, że będą bezwzględni, będą się sycić uzyskanymi stanowiskami i trzymać naród za mordę. Stosowane przez nich obecnie metody przypominają mi najczarniejsze dni stalinowskie. Są brutalni, chamscy, a ich powoływanie się na humanizm i socjalizm jest bijącą w oczy, krzyczącą niesprawiedliwością. A więc co robić? Przecież nie palnę sobie w łeb z tego powodu, że kilkunastu drani wyczynia nieprawdopodobne harce. Chcę przeżyć to wszystko (choć kto wie, jak długo jeszcze jest mi pisane żyć - dziś nie można wykluczyć sytuacji nieprawdopodobnych) i być świadkiem tego, co przyniesie przyszłość”.

Przyszłość układała się Mieczysławowi F. Rakowskiemu rozmaicie: bywał pod wozem i bywał na wozie. Doszedł do najwyższych stanowisk w partii komunistycznej i państwie. W 1989 r. został I sekretarzem KC PZPR i to on złożył partię komunistyczną do grobu.

Pozostawił po sobie dzienniki, które prowadził przez niemal całe dorosłe życie. Widać w nich ewolucję polityczną Rakowskiego, jego nadzieje, obserwacje, sukcesy i porażki. Bez tych dzienników nie da się już napisać uczciwej historii PRL-u.

Świeża śmierć Mieczysława Rakowskiego nie skłania do ocen całościowych. Z pewnością będzie ich wiele i będą one różnorodne. Znałem go osobiście; lubiłem z nim rozmawiać, choć nieraz - co oczywiste - postrzegaliśmy przeszłość i teraźniejszość całkowicie odmiennie. Dziś chcę pamiętać o tym, co wydało mi się w nim najlepsze: w 1968 r. pokazał odwagę i klasę ludzką, której tak wielu wtedy zabrakło. Takim chcę go zapamiętać.

Kariery politycznej nie zrobi - notował w 1968 roku Stefan Kisielewski po spotkaniu z Mieczysławem Rakowskim. - Polityk szuka sytuacji - a Rakowski szuka wartości. Ambitny, uparty - ale chyba nic z tego. Nie te czasy, nie ten ustrój. Portret polityczny Mieczysława Rakowskiego



  • 40 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':