Wobec rozpaczy słowa są bezsilne. Odczuwamy rozpacz, gdyż przyszło nam żegnać człowieka niezwykłego - i tej niezwykłości nie potrafię ująć w słowa. Mogę tylko, trawestując wiersz Wisławy Szymborskiej, powiedzieć: Bronku, tego nie robi się przyjaciołom...
Gdy odchodzi przyjaciel, niespodziewanie i tragicznie, to przypominamy sobie jego twarz, jego uśmiech, nasze dawne i ostatnie rozmowy, na zawsze już przerwane i nieukończone. Stają mi w oczach refleksje Bronka na spotkaniach Towarzystwa Kursów Naukowych i w salach parafialnych, gdy dyskutowaliśmy o białych plamach w historii Polski, widzę Bronka w więzieniu na Białołęce, słyszę jego zachrypnięty okrzyk przez kraty w więzieniu na Rakowieckiej. Widzę i słyszę Bronka w Castel Gandolfo, gdy mówi w obecności
Jana Pawła II i elity intelektualistów z całego świata, i w wielkiej sali francuskiego parlamentu, gdzie tłumaczy sens polskich przemian.
Widzę go na posiedzeniach kierownictwa podziemnej "Solidarności" i podczas obrad Okrągłego Stołu; na trybunie sejmowej, gdy ogłasza koniec PRL, i w telewizji CNN, kiedy ogłasza przystąpienie Polski do NATO. No i stają mi w oczach te dziesiątki rozmów w cztery oczy, dyskusji, sporów, które toczyliśmy przez niemal 40 lat.
I zapamiętałem jedną z ostatnich rozmów, gdy Bronek proponował mi podpisanie listu przeciw fałszerzom pamięci; był autorem projektu tego listu. Czytamy tam: "Trudno pojąć intencje instytucji i ludzi, którzy podejmują obecnie kampanię oskarżeń i zniesławień wobec Lecha Wałęsy. Instytucja, która miała służyć narodowej pamięci, zamierza teraz podjąć działania niszczące tę pamięć. Wobec ofiary ubeckich prześladowań ci policjanci pamięci stosują pełne nienawiści metody tamtych czasów. Gwałcą prawdę i naruszają fundamentalne zasady etyczne. Szkodzą Polsce".
To jedna z ostatnich deklaracji publicznych Bronisława Geremka. Przywołuję te słowa nad grobem Profesora i chciałbym, żeby zostały zapamiętane przez wszystkich - także przez "policjantów pamięci". Także te ostatnie niegodziwości, także ten nikczemny artykuł o Bronisławie Geremku, o Jego życiu, opublikowany tuż po śmierci w jednym z dzienników przyznających się do katolicyzmu; a ten artykuł sporządzony był wedle najlepszych wzorów bolszewickiej propagandy.
Bronisław Geremek swoje krzywdy łatwo wybaczał. Z pewnością wybaczyłby i to, że autorzy z IPN także wobec niego dopuścili się niegodnych insynuacji.
Nie potrafił, nie chciał, nie umiał milczeć, gdy krzywdzono ludzi innych, skądinąd wielce zasłużonych; gdy krzywdzono Polskę.
Bronisław Geremek - niech mi będzie wolno przywołać słowa Josepha Conrada, którego pisarstwo Bronek tak cenił - był jednym z nas. Z ludzi opozycji demokratycznej i "Solidarności", jednym z tych, którzy walczyli o wolność Polski i o wolność człowieka w Polsce, płacąc za to bardzo wysoką cenę. Był jednym z nas, z tych, którzy chcieli być wierni wartościom moralnym obecnym w pisarstwie Stefana Żeromskiego i Josepha Conrada, z tych, którzy chcieli być wierni tradycji powstańców styczniowych i Legionów Józefa Piłsudskiego, tradycji powstańców z getta i powstańców warszawskich z sierpnia 1944 r., wartościom polskiego Października i buntu studenckiego z marca 1968 r., wartościom KOR-u, TKN-u, Sierpnia '80 i "Solidarności".
Był jednym z nas, a zarazem był dla nas kimś jakby z innego świata. Jego status akademicki, pozycja międzynarodowa, erudycja, znajomość języków, jego sposób bycia, pełen dyskretnej elegancji, dostojeństwo mowy, błyskotliwa inteligencja i zmysł humoru - wszystko to razem wzbudzało nasz respekt, podziw i jakiś rodzaj przyjaznej zazdrości. Rozmowa z nim była przyjemnością i wyróżnieniem.
On był najlepszy. Może lepiej powiedzieć - najlepszy na swój sposób. Inaczej najlepszy niż Lech Wałęsa, inaczej najlepszy niż Jacek Kuroń, inaczej niż Tadeusz Mazowiecki, inaczej niż Zbyszek Bujak. Ale po swojemu - najlepszy; nikt nie mógł się z nim równać.
I takim pozostał przez dwie dekady wolnej Polski - aż do śmierci.
Wśród niezliczonych zalet tej bogatej osobowości, znakomitych dokonań naukowych, niecodziennych talentów i osiągnięć politycznych i dyplomatycznych dwie wartości wyznaczają Jego drogę życiową: troska o wykluczonych i troska o zniewolonych. Wiedział, że wykluczenie i zniewolenie unicestwiają godność ludzką; że degradują człowieczeństwo. Że dyktatury - by użyć słów Tomasza Manna - przynoszą ze sobą zeszmatławienie. Był przeciwieństwem zeszmatławienia. Cenił wolność, wiedzę autentyczną, myślenie suwerenne, odwagę nonkonformizmu, dusze rogate, piękno polskiego romantyzmu, bezinteresowność działań, godność ludzką. Zeszmatławienie wzbudzało w Bronku sprzeciw etyczny. Ale wzbudzało też lęk. Stąd pochodzą przecież ludzie zbyteczni, którzy stawali się rezerwuarem ruchów totalitarnych.
Przemawiał zatem przezeń tak idealizm, jak pragmatyzm. Demokratyczny kraj pełen ludzi zdegradowanych i zbędnych łatwo staje się ofiarą przemocy.
Będąc dzieckiem, był świadkiem okrutnej degradacji wykluczonych i zniewalanych w getcie warszawskim. I potem - cudem ocalony z Zagłady - przez resztę życia marzył o Polsce "szklanych domów" Żeromskiego, o Polsce bez wykluczonych, bez zniewolonych, o Polsce ludzi żyjących w godności i szanujących godność bliźniego.
Bronisław Geremek wierzył w taką Polskę, walczył o taką Polskę; taką Polskę kochał, dla takiej Polski - Polski tolerancji, ojczyzny wszystkich obywateli, bez szowinizmu i antysemityzmu - żył i pracował z poświęceniem. Wierzył, że każdy człowiek może zmieniać się na lepsze; że dobro polskiej demokracji wymaga pielęgnowania ducha dialogu, tolerancji, zdolności do przebaczenia i pojednania. Pragnął demokratycznej Polski w demokratycznej, silnej, solidarnej Europie. Dziś, gdy Go zabrakło, widzimy, jak wiele dla tej Polski i takiej Europy uczynił. Był - powtórzę - z rodu wielkich Kosmopolaków, jak Chopin i Paderewski, jak Adam Czartoryski i Czesław Miłosz, jak - zachowując proporcje -
Jan Paweł II.
Gdy było ciężko, niemal beznadziejnie, jak w ponurym czasie stanu wojennego, Bronek powtarzał za Conradem: "Tak trzeba". Jego książki o świecie wykluczonych - "Litość i szubienica" czy "Świat opery żebraczej" - pozostaną na zawsze perłami polskiej nauki historycznej. Sięgając po tę tematykę, kierował się przekonaniem, że u źródeł apelu o miłosierdzie znajduje się poczucie wspólnoty ludzi, zaś historia społeczeństw ludzkich jest procesem - choć pełnym klęsk i załamań - stałego przełamywania egoizmu i rozszerzania się poczucia solidarności. Dlatego był historykiem pełnym pasji i dlatego nigdy nie stał się uczonym gabinetowym.
Wyznał kiedyś, że "uwrażliwienie wobec tych niekochanych przez historię", wobec świata nędzy i zła, pchnęło go w latach młodzieńczych w stronę komunizmu. Określił to jako "naiwne zaangażowanie" i "błędy młodości". Ale to samo uwrażliwienie, które nakazało mu stać się historykiem marginesu, wyrzutków i ubogich, skierowało go w Sierpniu 80 roku do Stoczni Gdańskiej - by opowiedzieć się po stronie słabszych, po stronie strajkujących robotników. Miałem wtedy poczucie - mówił - że spełniłem swą powinność.
Był w tym wierny Żeromskiemu i Conradowi. Wiedział, że poczucie narodowej tożsamości i dumy jest wartością bezcenną, a w Polsce, skazanej na walkę o niepodległość z obcym najazdem, z wynarodowieniem, były to cnoty konieczne. Wiedział jednak, że w II Rzeczypospolitej pojęcie "polskości" funkcjonowało także jako instrument agresywnego nacjonalizmu.
Polskość nie była dlań wspólnotą biologiczną ani dziedzictwem krwi. Ważna była historia narodu - historia mitologizowana i odbrązawiana, apologetyczna i krytyczna. W stosunku do przeszłości - powiadał profesor Geremek - dokonujemy wyboru tradycji, za jej pomocą wyrażamy swoje poglądy i opcje.
W tym sensie - pisał - mogę powiedzieć, że poza moją tradycją pozostawiam konfederacją targowicką, zabójstwo Gabriela Narutowicza, terror stalinowski i wiele innych zdarzeń z polskiej przeszłości. Jednak tożsamość wspólnoty nakazuje, bym zachował w świadomości całość historii z dobrodziejstwem inwentarza. I trzeba pamiętać, że w ramach naszej wspólnoty możliwe było także to wszystko, co dziś odrzucamy. Trzeba nam tak czynić, by to, co było kiedyś możliwe, nie było możliwe teraz. Polskość staje się w ten sposób projektem skierowanym w przyszłość - dzięki temu, że jest odpowiedzialnością za przeszłość.