http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bardzo Fajny Zbig

Adam Michnik i przyjaciele z "Gazety Wyborczej"
2008-03-28, ostatnia aktualizacja 2008-03-27 22:45

Zbigniew Brzeziński kończy 80 lat. Często idzie pod prąd - był pierwszym, dalekowzrocznym i konsekwentnym krytykiem prezydenta Busha. Wielu jego ówczesnych adwersarzy przyznaje mu dziś rację. Wśród nich - niżej podpisany

Zbigniew Brzeziński
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Zbigniew Brzeziński
ZOBACZ TAKŻE
Powinienem napisać, że to wielki Polak, ale Zbig tak nie cierpi oficjalnej pompy, że powiem tylko - Bardzo Fajny Człowiek.

Człowiek wielkiego znaczenia i wielkich zasług. Znakomity kreator polityki amerykańskiej i analityk wybitny tejże.

Jego życiorys jest znany: syn dyplomaty II RP, spędził w Polsce zaledwie kilka lat w dzieciństwie. Studiował w USA i tam zrobił karierę akademicką. Jego książka "The Soviet block" ("Jedność czy konflikty") zmieniła amerykańską sowietologię. Brzeziński, zrywając ze schematami, wskazał na zróżnicowanie bloku sowieckiego i konflikty pomiędzy poszczególnymi krajami.

To właśnie Brzeziński jako najbliższy współpracownik prezydenta Cartera był twórcą nowej polityki amerykańskiej wobec Związku Sowieckiego i Europy Centralnej. Polegała na wspieraniu sił demokratycznych w tych krajach. To on bronił Radia Wolna Europa, które chcieli zlikwidować amerykańscy entuzjaści polityki "detente". Powtarzał: "Detente - tak, ale detente z ludzką twarzą".

Była to polityka zasad wspieranych przez siłę; polityka oparta na wartościach i doskonałej znajomości twardych realiów.

Zbig był zawsze wizjonerem i twardym realistą; wierzył w cele dalekosiężne, rozumiejąc jednak, że polityka jest sztuką realizowania tego, co możliwe w konkretnych okolicznościach.

Dotyczyło to Związku Sowieckiego i Chin; Bliskiego Wschodu i Polski.

Zbig był demonizowany przez sowiecką propagandę i sowieckie służby specjalne, które jego potędze składały hołd nazbyt już przesadny - przypisywano mu decydującą rolę w wyborze kardynała Karola Wojtyły na tron papieski. A także utworzenie NSZZ "Solidarność".

Były to oczywiste brednie, ale sowieccy kagebiści i propagandyści poza nędzną informacją wykazali się niezłą intuicją. Brzeziński był ważnym destruktorem imperium komunizmu - przez swoje czyny i książki. Pisarzem jest bowiem znakomitym. Jego książki cechuje jasność myśli, a także niezwykła przenikliwość. Tak było, gdy pisał o polityce sowieckiej i światowej; tak jest i dzisiaj, gdy przenikliwie krytykuje politykę administracji G.W. Busha; gdy definiuje fenomen rządów Putina; gdy rozważa warianty polityki wobec Chin i wobec konfliktu bliskowschodniego. W diagnozach i prognozach jest zawsze niezależny, oryginalny i odważny.

Często idzie pod prąd większości - był pierwszym, dalekowzrocznym i konsekwentnym krytykiem Busha. Wielu jego ówczesnych adwersarzy przyznaje mu dziś rację. Wśród nich - także niżej podpisany.

My, ludzie "Gazety Wyborczej", mamy szczególne powody, by składać dziś Zbigniewowi Brzezińskiemu najlepsze życzenia urodzinowe. Bywał naszym rozmówcą i autorem, bywał naszym krytykiem, ale zawsze był naszym Przyjacielem.

Dzisiaj, Zbyszku, za tę przyjaźń, życzliwość i wsparcie w chwilach dla nas niełatwych - dziękujemy.

Przed dwoma laty "Gazeta" przyznała Zbigniewowi Brzezińskiemu tytuł Człowieka Roku. W esencjonalnym wystąpieniu powiedział: "Polska jest do pewnego stopnia sojusznikiem Ameryki, ale nie jest jej sąsiadem. Punktem wyjścia do zapewnienia trwałości dzisiejszej optymalnej sytuacji jest przyjacielskie, historycznie zakotwiczone pojednanie polsko-niemieckie. To odskocznia do z czasem lepszych stosunków z Rosją. Jest ono również konieczne do utrzymania bliskich stosunków z Ameryką, bo dla Ameryki Niemcy są głównym sojusznikiem na kontynencie europejskim. A dla Ameryki Rosja jest jednocześnie koniecznym partnerem".

Mówił też o polityce wewnętrznej: "Umiar w postępowaniu politycznym, umiejętność osiągania kompromisów, tworzenie stałych koalicji opartych na umiarkowanych wersjach czy to prawicy, czy też lewicy, koalicji, które wykluczają z życia politycznego wahadło od jednej skrajności do drugiej - takie są wymogi utrwalania Polski praworządnej, którą Europa będzie cenić i uważać za integralną część wspólnej przyszłości. Taka Europa, łącznie z Polską, będzie wtedy wpływać na Amerykę, by Ameryka pozostała Ameryką".

Te słowa to elementarz dla polskiej klasy politycznej sformułowany przez człowieka, który zawsze przestrzegał przed dychotomicznym podziałem świata; który łączy w sobie chłód rozumu analityka z Waszyngtonu z gorącym polskim sercem. Także za ten elementarz dziękujemy.

Przeto wszystkiego najlepszego życzymy: zdrowia i tej trzeźwości sądu, która towarzyszy Ci, Zbyszku, przez całe życie. Zapraszamy do nowych debat i sporów - czasem nawet na trzeźwo.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 28 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':