Od kilku miesięcy, od śmierci Barbary Blidy, Polska wzbudza niepokój.
Od wczoraj, od uwięzienia Janusza Kaczmarka, Konrada Kornatowskiego i Jaromira Netzla - nikt w Polsce nie powinien czuć się bezpieczny. Ja też nie czuję się bezpieczny - nie wiem, tak jak nikt nie wie, czy w chorej wyobraźni rządzących nie zostanie zaliczony w skład jakiegoś "układu" spiskowo-przestępczego.
Trudno orzec, czy to szef rządu nakazuje służbom specjalnym organizowanie prowokacji, montowanie podsłuchów i więzienie osób niewygodnych, czy też to same służby, na czele z ministrem sprawiedliwości, o tym decydują, a premier jest tylko ofiarą ich raportów i donosów.
Tak czy owak - Polska Jarosława Kaczyńskiego jest rządzona przez aparat, którego Polacy powinni się obawiać.
To jest zły rząd. Nie miejsce tu na przypominanie o niezbudowanych milionach mieszkań i autostradach, których nie ma, o brutalnych atakach na inteligencję, o przekupywaniu posłów, o kompromitacjach aparatu ścigania (aresztowanie lekarzy, sprawa kont w Szwajcarii, sprawa ekstradycji Mazura).
Powiedzieć wypada dziś jedno - ale za to dobitnie. Rubikon został przekroczony; Rubikon, który oddziela demokratyczne państwo prawa od państwa pełzającego zamachu stanu. Nie można już mieć wątpliwości - środowisko braci Kaczyńskich użyje wszystkich chwytów i sposobów, by ukryć prawdę o swych ponurych sekretach i ocalić władzę do nowych wyborów.
Cały ten brudny świat podsłuchów i aresztowań, intryg i prowokacji, musi zostać obnażony. Ucieczka przed prawdą sprzyja partii braci Kaczyńskich, ale szkodzi Polsce. A poza tym Jarosław Kaczyński dobrze zna powiedzenie, że mniej ważne jest, kto i jak głosuje, ważniejsze - kto i jak głosy liczy.
Warunkiem przyzwoitej kampanii i uczciwych wyborów jest natychmiastowe usunięcie Jarosława Kaczyńskiego z funkcji szefa rządu i Zbigniewa Ziobry z funkcji ministra sprawiedliwości. Wydarzenia dnia wczorajszego udowodniły, że są zdolni do wszystkiego.
Odmawiając wczoraj udziału PO w odwołaniu przez opozycję rządu Kaczyńskiego, Donald Tusk zauważył, że partia Andrzeja Leppera i Romana Giertycha są współodpowiedzialne za kryzys państwa. Obaj ci politycy znani są z tego, że wylewali kubły pomyj na przeciwników, choć godzi się przypomnieć akcję "Anna Jarucka", w której także polityk PO odegrał niegodną rolę.
Tak więc bywało już paskudnie. Ale aresztowanie politycznych rywali przed wyborami to nowa jakość. Przypomina przełom lat 1946-47, gdy komuniści unieważniali listy wyborcze, więzili kandydatów z list PSL, a w konkluzji sfałszowali wybory. Później, do 1989 r., wyborów już nie było.
Oczywiście Jarosław Kaczyński nie jest Bierutem, a Ziobro - Radkiewiczem, ale pamięć o tamtych wydarzeniach winna towarzyszyć posłom PO, gdy będą podejmować swoje decyzje.
Źródło: Gazeta Wyborcza