Maestros wciąż zdają się mieć coś z niegrzecznych chłopców i dziewczyn. Mają od 70 do 90 kilku lat, ale nie brakuje im ani biegłości, ani temperamentu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ich orkiestra - wbrew klasycznym wzorom - złożona jest z samych solistów. W niezachwianych unisonach, karkołomnych rytmicznie przebiegach czuć podskórny niepokój. Czekamy na bunt, który jednak nie nadchodzi
Razem z dokumentem "Cafe de los Maestros", który oglądać można w naszych kinach, trafiła do sklepów płyta z prawie trzydziestoma najważniejszymi tangami w historii: zapis muzyki, która w filmie powstaje na oczach widza. To pierwsze takie spotkanie mistrzów, których za chwilę już nie będzie
Muzyczno-filmowy projekt "Cafe de los Maestros" nie jest kolejną wersją "Buena...
W filmie Carlos Garcia (rocznik 1914), klezmer, ceniony kompozytor i dyrygent...
Lagrima Rios nazywana była "Czarną Perłą Tanga" - z taką samą łatwością i...
"Buenos Aires to jedyne miejsce, gdzie tango było wszędzie, gdzie muzycy nie...
Magnetyczną Virginię Luque (r. 1927), która nawet w studiu mówi i zachowuje się...
"Jak wiadomo słynny gitarzysta Compay Segundo z Buena Vista Social Club istniał od zawsze. Ale ludzie poznali go dzięki Ryowi Cooderowi" - mówił w jednym z wywiadów dwukrotny laureat Oscara za muzykę Gustavo Santaolalla. To on - na emigracji w Stanach, a wcześniej w Argentynie - produkował latynoskich muzyków i ich dźwiękami zaraził świat. On też, w 1984 roku - piętnaście lat przed "Buena Vista..." Wima Wendersa - wpadł na pomysł, by zebrać w jednym studiu największych mistrzów tanga. Jeździł po Argentynie razem z Leonem Geico, nagrywał ludowych artystów i stworzył płytę, która do dziś pozostaje białym krukiem - "De Usuahia a la Quiaca".
Muzyczno-filmowy projekt „Cafe de los Maestros” nie jest więc kolejną wersją „Buena Vista Social Club”, ale uwieńczeniem pracy sprzed lat. Dzięki Santaolalli w jednym studiu w listopadzie 2003 roku spotkali się wszyscy żyjący Maestros, by nagrać płytę i wystąpić na pokazanym w filmie paryskim koncercie. Po raz ostatni. Na kilka godzin przed nim zmarł bandeonista José Pepe Libertella (rocznik 1933). Nie żyje też Carlos Garcia (rocznik 1914), klezmer, ceniony kompozytor i dyrygent, który w dokumencie, zza wielkich okularów, sprawdza aranżacje i z niedowierzaniem mówi: „Mogę sprawdzić, jak to zostało napisane? Mam wrażenie, jakbym nie ja to skomponował”.
Muzyka burdeli i slumsów
- Nie mogę uwierzyć, że tu jestem. Że śpiewam - wyznaje w filmie skromna, czarnoskóra Lagrina Rios z Urugwaju. Już dawno zostawiłam ten świat. Ci starzy, a wciąż pełni pasji muzycy, których Santaolalla zbiera, w Polsce są nieznani, ale w Argentynie obrośli legendą. Gdy śpiewak Juan Carlos Godoy na stadionie obstawia konie i coś nuci, wyłapuje go wielbiciel sprzed lat: "nikt nigdy tak nie śpiewał!". Magnetyczną Virginię Luque (r. 1927), która nawet w studiu mówi i zachowuje się jak unosząca się nad ziemią gwiazda, na scenie od razu poznają tłumy - dla Argentyńczyków jest przede wszystkim aktorką, ponadczasowym uosobieniem kobiecości. Marylin Monroe z Buenos Aires.
Wszyscy oni okres największej sławy przeżywali w latach 40. i 50. - złotym okresie tanga. Wtedy właśnie tango, na początku minionego wieku uznawane za taniec nieprzyzwoity i potępione przez papieża Piusa X, wyszło z podziemia, czyli - jak mówiono - z burdeli i slumsów. Trochę dzięki polityce - specyficzną "opieką" otoczył wtedy tango Juan Domingo Peron, który faworyzował muzykę klasy średniej, by zjednać sobie swój elektorat. Ale kiedy w 1955 roku jego miejsce zajęła wojskowa junta, tango znów stało się źle widziane. Muzyków (i często zwolenników Perona) prześladowano i więziono bez powodu, w latach 60. i 70. kluby tanga były często kontrolowane przez policję. Nawet rock'n'roll wydawał się władzom mniej podejrzany.
Tango z „brudną” duszą
Nikt już jednak tanga nie mógł zabronić. - Buenos Aires to jedyne miejsce, gdzie tango było wszędzie, gdzie muzycy nie bali się ryzykować, bo nie mieli nic do stracenia - wspomina w filmie José Pepe Libertella. Od początku zresztą w tango wpisana była wielonarodowość - narodziło się przecież w rejonie Rio de la Plata, u zbiegu dwóch rzek: Parany i Urugwaj, nad którymi leżą Montevideo i Buenos Aires (stąd obecność w filmie Urugwajki Rios - śpiewaczki "z drugiego brzegu").
Widać w tej muzyce połączenie hiszpańskiej habanery i flamenco z candombe - tańcem afrykańskich niewolników z Urugwaju. Bóg tanga Carlos Gardel (r. 1890) był Francuzem, a obecny w filmie i na płycie Ernesto Baffa (r.1932) - wirtuoz bandeonu - to dziecko włoskich emigrantów. Baffa minął się z Gardelem (wielki śpiewak zginął w katastrofie lotniczej w 1935 roku), ale przez wiele lat był ukochanym uczniem legendy tanga, wielkiego Anibala Troilo. W zespole bandeonisty Gabriela Chula Clausiego grał inny potomek włoskich emigrantów z Mar der Plata, młody Astor Piazzolla. A wśród wielbicieli pianisty Horacio Salgána, który jako 14-latek występował z największymi w swoich słynnych krótkich spodenkach, był sam Artur Rubinstein.
Ale tango nigdy nie weszło w tradycyjny sposób na salony. "Żeby je grać, trzeba mieć brudną duszę" - mówił "Gazecie" Santaollala. "Co da ci gra, gra ci odbierze" - kończy swoją opowieść o chevrolecie kupionym za pieniądze z hazardu, który zgniotło walące się drzewo, uzależniony od wyścigów konnych Godoy. Jakby mimochodem wspomina się w filmie dawne, mocno zakrapiane alkoholem zabawy i zadymione kafejki, które dla muzyków były prawdziwym domem. Trochę niebezpiecznym, trochę perwersyjnym. Gdy Atilio Stampone został zaproszony przez wielkiego Pedro Maffię do kabaretu, ojciec Stampone bał się, że chłopak wpadnie w złe towarzystwo. Zgodził się, ale pod warunkiem, że Maffia będzie syna osobiście odprowadzał do domu zaraz po wystepie.
Bunt nie nadchodzi
Starzy Maestros wciąż jednak zdają się mieć coś z niegrzecznych chłopców i dziewczyn. Mają od siedemdziesięciu do dziewięćdziesięciu kilku lat, ale nie brakuje im ani biegłości, ani temperamentu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ich orkiestra - wbrew klasycznym wzorom - złożona jest z samych solistów. W niezachwianych unisonach, karkołomnych rytmicznie przebiegach czuć podskórny niepokój. Czekamy na bunt, który jednak nie nadchodzi.
"Będziemy nagrywać tylko raz!" - rzuca w studiu Luque, której matowy głos niby się zestarzał się, a przecież brzmi tak, że rozrywa trzewia. Tę niepowtarzalność słychać na całej płycie. "Un cielo para los dos" to spontaniczny duet, do którego Lágrima R~os (r. 1924), diva z Montevideo, zaprosiła w trakcie nagrania Santaolallę (r.1951). "Chiqué" to z kolei spotkanie Baffy z gitarzystą Ubaldo de Lio (r. 1929) - niemożliwy kiedyś dialog muzyków z dwóch zupełnie różnych szkół tanga. Rozkoszny chaos "Al maestro con nostalgia" tylko pozornie nie trzyma się batuty, a w zachwycającym "Pa'la Guardia" skrzypce prowadzą czuły, dziwnie lekki dialog z bandeonem. W większości utworów pojawia się też 32-letni Javier Casalla - znany z Bajofondo Tango Club Santaolalli wirtuoz skrzypiec, który z pokorą wpatruje się w swoich mistrzów, jakby chciał wyczytać z nich tajemnicę.
Czy świat z "Cafe de los Maestros" to przeszłość czy teraźniejszość? 84-letni Alberto Podesta do dziś daje 3-4 koncerty w tygodniu, zabawnie brzmiący tenor Godoy swoją łzawą pieść "Alba en pena" śpiewa w duecie z Cristóbalem Repetto, młodym wykonawcą tanga w stylu lat 20. i 30., a zamykający album "Taquito militar" to brawurowa mieszanka tanga ze swingującym jazzbandem. Ta muzyka wciąż dostaje nowe życie. A jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że - w filmie i na płycie - pewien świat Santaolalla uchwycił w ostatnim momencie.
KIM SĄ MAESTROS?
CARLOS GARCIA (1914-2006)
Jeden z najlepszych pianistów grających tango. Zaczynał jako klezmer w sąsiadującym z jego domem kinie. Kompozycji, harmonii i kontrapunktu uczył się - już jako piętnastolatek - u samego Pedra Rubione. Grywał z różnymi zespołami m.in. argentyńską i latynoamerykańską muzykę ludową, miał etat w EMI Odeon (organizował zespoły akompaniujące nagrywającym tam artystom), trzy razy odbył tournee po Japonii. "Japończycy słuchają z uwagę, klaszczą niewiele, ale na zakończenie koncertu zalewają cię morzem braw" - wspominał później. Był też jednym z najbardziej cenionych pedagogów: swoich studentów uczył przede wszystkim... słuchania. Zmarł - wciąż pracując - w wieku 92 lat, dwa lata po zakończeniu projektu "Cafe de los Maestros".
ANIBAL ARIAS (ur.1922)
Jako dziewięciolatek był członkiem dziecięcej grupy Los Catamarquenitos - razem ze swoimi braćmi i kuzynami. Wykształcony na klasycznego gitarzystę, zawsze łączył biegłość i technikę z brudną argentyńską duszą, w której grało tango. Akompaniował wszystkim liczącym się śpiewakom w Argentynie - m.in. niezwykłej Lagrimie Rios z Montevideo. W czasach wojskowych rządów na życie zarabiał jako taksówkarz i technik telewizyjny. Zdobył sławę, koncertując z mitycznym Anibalem Troilo (aż do śmierci bandeonisty). Przez 25 lat był członkiem prestiżowej Buenos Aires Tango Orchestra.
LAGRIMA RIOS (1924 - 2006)
Urodziła się w wielodzietnej, niezamożnej rodzinie po drugiej stronie rzeki - w Montewideo, stolicy Urugwaju. Kiedyś wróciła do domu, nucąc tango, które usłyszała z okien baru: dzięki temu matka odkryła, że jej córka ma talent. Kilka lat później Lagrima śpiewała już z najlepszymi muzykami - nazywano ją "Czarną Perłą Tanga". Jest ewenementem - z taką samą łatwością i wirtuozerią śpiewa tanga, milongi i candombe - tradycyjne pieśni czarnoskórych niewolników z Urugwaju. W 1995 roku została wybrana prezesem walczącej z rasizmem organizacji Mundafro. Jest honorowym członkiem Narodowej Akademii Tańca w Urugwaju i pierwszą czarnoskórą Urugwajką goszczącą na paryskiej Sorbonie. "Jestem altem, jak większość nas. Mówią, że czarni ludzie mają struny głosowe nieco grubsze niż biali" - mówiła w jednym z wywiadów. Dwa lata przed śmiercią, dzięki projektowi "Cafe de los Maestros", po długiej przerwie wróciła do śpiewania.
ATILIO STAMPONE (ur. 1926)
Uznany pianista, kompozytor, dyrygent zaczynał w kabarecie wielkiego Pedra Maffi, który po każdym koncercie osobiście odprowadzał niepełnoletniego jeszcze wtedy muzyka do domu. Jako dwudziestolatek dostał angaż do orkiestry Astora Piazzolli, z którym pracował przez dwa lata. Marzył o prowadzeniu własnego zespołu - pierwszy raz stanął za pulpitem dyrygenta na zastępstwo, ale skwapliwie okazję wykorzystał. Komponował muzykę do filmów, a nawet otworzył własny klub nocny "Cano 14", który stał się kultowym miejscem dla grających i słuchających tanga. W 1970 roku nagrał płytę "Concepto", która jest uważana za jeden z najlepszych albumów awangardy tanga.
ERNESTO BAFFA (ur. 1932)
Syn włoskich emigrantów swój pierwszy bandeon, kupiony za miesięczną pensję, dostał od rodziców. Muzyką zaraził go starszy brat, wielbiciel włoskich piosenek. "Straciłem go za szybko. Nie mógł mnie już oglądać, kiedy grałem z największymi" - wspomina. Życie Baffy zmieniło się, kiedy usłyszał go legendarny Anibal Troilo, bóg tanga. Baffa stał się jego ulubionym muzykiem, niemal alter ego. "Kiedy otwieram serce, zawsze jest w nim Anibal Troilo" - mówi muzyk, który zapewnia, że przez całe swoje życie nie pozwolił sobie na jeden dzień bez ćwiczenia. "Spytajcie moją żonę" - śmieje się.
VIRGINIA LUQUE (ur. 1927)
Jedna z największych śpiewaczek tanga, ale również uwielbiana przez Argentyńczyków gwiazda filmowa i teatralna. Charyzmatyczna, zawsze perfekcyjnie przygotowana (o jej profesjonalizmie krążą legendy), uroczo nieskromna. Urodziła się rok po Marilyn Monroe, ale w Buenos Aires to ona była numerem jeden. Po bardzo odważnej roli prostytutki w "La Balandra Isabel llegó esta tarde" (1949) nie było w Argentynie nikogo, kto nie znałby jej nazwiska. Zakochali się w niej też Japończycy, kiedy świetnie wyuczoną japońszczyzną śpiewała tanga na tournee po Kraju Kwitnącej Wiśni.
ALBERTO PODESTA (ur. 1924)
Jeden z najlepszych śpiewaków złotego wieku tanga. Pochodził z muzycznej rodziny i - aby odróżnić się od braci i kuzynów - na początku kariery śpiewał pod nazwiskiem Juan Carlos Morel. Nie był jeszcze pełnoletni, kiedy otrzymał propozycję współpracy z samym Carlosem Di Sarlim. To on przy kawiarnianym stoliku zmienił mu nazwisko na... rodowe. "Maestro, jest już siedmiu śpiewaków o nazwisku Podesta - tłumaczyłem mu, ale odpowiedział mi tylko: - Chłopcze, od dziś znów będziesz się nazywał Podesta i daję ci słowo, że żaden inny Podesta nie będzie sławny jak ty" - opowiadał śpiewak. Miał rację. Alberto Podesta, dziś już 82-letni, wciąż daje 3-4 koncerty tygodniowo, a w projekcie "Cafe de los Maestros" ma swoje piękne solo "Percal".
HORACIO SALGAN (ur. 1916)
Na fortepianie zaczął grać w wieku sześciu lat. Jako czternastolatek koncertował z najlepszymi - w krótkich spodenkach i z zadziornym uśmiechem. Jest pianistą, kompozytorem i dyrygentem, a wśród jego wielbicieli był m.in. Artur Rubinstein. Mimo klasycznego wykształcenia zawsze romansował z jazzem, muzyką brazylijską, folkiem i oczywiście tangiem. "Nie chciałem być kompozytorem. Po prostu chciałem grać tango na swój sposób. Tak samo było z orkiestrą - musiałem stworzyć zespół, żeby wreszcie mieć taką muzykę, o jakiej marzyłem" - tłumaczy. Podczas projektu "Cafe de los Maestros" Horacio Salgan po raz pierwszy spotkał się w studiu ze swoim synem, pianistą Cesarem Salganem.
JOSE PEPE LIBERTELLA
Urodził się we Włoszech, ale już jedenaście miesięcy później mieszkał w Buenos Aires. "Moje dzieciństwo upływało spokojnie, dopóki pewnego dnia nie usłyszałem faceta grającego na bandeonie. To była magia" - wspomina. Pierwszy instrument jego ojciec odkupił od cyrkowej trupy. Był zepsuty - cyrkowcy pozwalali publiczności nakłuwać bandeon dla zabawy. Ze swoim zespołem zjeździł całą Amerykę Łacińską, w Paryżu dostali brawa na stojąco. "Prawie wtedy nie spaliśmy. Nasz skrzypek zasypiał podczas solówek" - wspomniał. Paryski koncert wieńczący projekt "Cafe de los Maestros" miał być jego wielkim powrotem do Francji. Na kilka godzin przed występem Jose Pepe Libertella zmarł na atak serca. Film "Cafe..." poświęcony jest jego pamięci.
Płyta: "Cafe de los Maestros", Universal Music Group 2008
Film: "Cafe de los Maestros", reż. Miguel Kohan, USA-Brazylia-Wlk. Brytania-Argentyna 2008, dystr. Best Film