Pamiętam, jak kiedyś zagadnął mnie na korytarzu polskiego parlamentu, któremu współprzywracał prawdziwie parlamentarny charakter - wyjął z ust nieodłączną profesorską fajkę, pogładził się po brodzie i z nieoczekiwaną pasją oświadczył: "Wiesz, dla mnie Europa to taka platońska idea".
Europa już nie ujrzy nikogo takiego jak on. Bystry żydowski chłopiec cudem ocalały z apokalipsy warszawskiego getta pod nazistowską okupacją patriotyzmu i poezji uczył się od katolickich nauczycieli z sodalicji mariańskiej. Niezrównany znawca dziejów biedoty w średniowiecznej Francji, członek partii, który odegrał kluczową rolę w ruchu "Solidarności", architekt pokojowej transformacji kładącej kres komunizmowi nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie Środkowej, minister spraw zagranicznych wprowadzający swój kraj do NATO i deputowany do Parlamentu Europejskiego, gdy Polska weszła do UE - miał w swym krwiobiegu aż tyle historii, która uczyniła nasz kontynent tym, czym jest dziś, na dobre i złe. Część jej, zwłaszcza XIV i XV wieku, spisał sam, części był autorem za naszych czasów.
Był jednym z najbardziej złożonych ludzi, jakich poznałem. Na scenie publicznej bywał oficjalny niczym mąż stanu, onieśmielający jak Polacy dawnej generacji. Wśród przyjaciół objawiał żywy, kpiarski humor, widział wszystkie ludzkie słabostki i był kopalnią anegdot. W cztery oczy sięgało się głębiej pomiędzy komizm i tragizmu, w jego rozumieniu stanowiące nieodłączną parę. Były zawsze głębsze poziomy, niższe piętra, których nigdy nie zgłębiłem i nigdy już nie zgłębię.
Będąc politykiem, któremu nieobcy był makiawelizm tego, co Francuzi nazywają la politique politicienne, był zarazem kimś, kogo na współczesnym Zachodzie zwie się intelektualistą zaangażowanym. W jego głęboko historycznym pojmowaniu oznaczało to kontynuowanie wielkich tradycji polskiej inteligencji. Przez 40 lat - od 1978 r., kiedy współzakładał niezależny Uniwersytet Latający, aż do dnia swej śmierci - jako świadomy spadkobierca tej tradycji służył czynnie i niestrudzenie sprawie demokratycznej Polski w wolnej, zjednoczonej Europie. Nie było niemal dnia, by dla sprawy tej czegoś nie zrobił (zastanawialiśmy się ciągle żartem, kiedy wróci do badań nad średniowieczem i do eseju o François Villonie, który ciągle miał nadzieję napisać).
Co przyszli historycy uznają za jego największe dokonanie? Od Sierpnia 1980, kiedy dołączył do strajku w Stoczni Gdańskiej im. Lenina, był najzręczniejszym politycznym doradcą Lecha Wałęsy. Rozumiał zarówno mentalność komunistycznego przeciwnika, jak i uwarunkowania międzynarodowe. Znał granice tego, co możliwe, ale wyczuwał momenty, w których polityka sprzeciwu dyktaturze staje się sztuką niemożliwego. Autorzy wspomnień o nim słusznie podkreślają jego wkład w "powrót" Polski po 1989 r. do Europy - szerzej, na łono Zachodu.
Poniewierany przez nacjonalistów we własnym kraju, był za granicą najwybitniejszym jego orędownikiem. Raz po raz demonstrował to, czego tylko ciasne umysły mogą nie dostrzegać - że nie ma sprzeczności między byciem Polakiem, Żydem i Europejczykiem.
Wedle mnie najważniejszym jego wkładem była "rewolucja negocjacyjna" 1989 r. drogą rozmów Okrągłego Stołu i na poły wolnych wyborów. Ten skomplikowany, niejednoznaczny i bezprecedensowy układ był jego dziełem bardziej niż kogokolwiek innego. I był szeroko krytykowany. Dziś łatwo być mądrym. Krytycy zapominają lub nie chcą pamiętać, że nic takiego nikomu się dotąd nie udało - i nie musiało udać się wtedy. Każdy krok był krokiem w nieznane, a alternatywą dla wątpliwego kompromisu był rozlew krwi.
Piszę to w dniu święta zburzenia Bastylii. W 1989 roku Polska była pionierem nowego modelu pokojowej rewolucji, który zastąpił krwawy model francuski z roku 1789. Geremek historyk - zarówno Francji, jak Polski - wiedziałby najlepiej, jak oceniać wkład Geremka polityka w coś, co zdarza się naprawdę rzadko - w prawdziwie nową historię.
W sławnym epitafium polskiego emigracyjnego pisarza czytamy: "a gdy zabrakło łez, on płakał za Polskę". W przypadku Bronisława Geremka dodalibyśmy "... i za Europę". Jak to on, płacząc jednym i śmiejąc się drugim okiem.
Przełożył Sergiusz Kowalski
*Timothy Garton Ash wykłada europeistykę na Uniwersytecie Oksfordzkim. Nakładem Yale University Press ukazało się poprawione wydanie jego "The Polish Revolution: Solidarity".