O dużym szczęściu może mówić 61-letni kierowca Toyoty Prius James Sikes. W poniedziałek, jadąc kalifornijską autostradą, nagle zauważył, że nie panuje nad
autem. - Próbowałem zahamować, ale
samochód nie chciał się zatrzymać. Robiłem wszystko, samochód przyspieszał - opowiadał na konferencji Sikes. Przerażony zawiadomił patrol
policyjny. Dopiero wykonanie kilku manewrów, m.in. blokowanie Toyoty przez policyjny radiowóz, pozwoliło na bezpieczne zatrzymanie samochodu. Incydent wyjaśnia specjalna komisja.
Pierwsze wzmianki o wadliwie działającym pedale gazu w Toyotach Prius pojawiły się 21 stycznia. Koncern odwołał do naprawy łącznie ok. 8,5 mln swych samochodów. W większości dotyczy to Stanów Zjednoczonych, ale także Europy i krajów azjatyckich.
Przypomnijmy: usterka polega na tym, że auto w niekontrolowany sposób dodaje gazu, nawet jeśli kierowca zaczyna hamować. Przyjmuje się, że z powodu tej usterki na terenie
USA doszło do ponad 50 śmiertelnych wypadków drogowych. W sumie naprawy wymaga 437 tys. modeli Prius na całym świecie, z czego 223 tys. aut w Japonii, 155 tys. w Ameryce Północnej i 53 tys. w Europie. Naprawa będzie polegała m.in. na uaktualnieniu oprogramowania odpowiadającego za system ABS. Do czasu wyeliminowania problemu kierownictwo Toyoty apeluje do kierowców o mocniejsze przyciskanie hamulca.
Toyota ogłosiła, że problemy z jej
samochodami mogą zmniejszyć tegoroczną sprzedaż nawet o 100 tys. aut.