- Dostajemy całość gazu zamówionego ze Wschodu - powiedziała nam dziś w południe Małgorzata Polkowska, rzecznik państwowej firmy Gaz-System, do której należy sieć krajowych gazociągów. Polkowska potwierdziła nam doniesienia z Moskwy i Mińska, że Gazprom zwiększył tranzyt do Niemiec gazociągiem jamalskim przez Polskę.
Ani Polska ani żadne inne państwo UE nie odczuwa jeszcze skutków decyzji Gazpromu, który o 8 rano polskiego czasu zakręcił kurek Ukrainie.
- Dostawy gazu dla Ukrainy zostały ograniczone o 100 proc. - ogłosił w czwartek rano rzecznik Gazpromu Siergiej Kuprijanow. Rosjanie tłumaczą, że zakręcili kurek, bo nie mają kontraktu z Ukrainą na dostawy surowca w 2009 r. W środę fiaskiem zakończyły się negocjacje w tej sprawie. - Delegacja ukraińskiego koncernu gazowego Naftohaz nie miała mandatu na podpisanie nowego kontraktu - twierdził Kuprijanow.
Kijów zaprzeczył tym oskarżeniom. - Rozmowy zostały zerwane z inicjatywy rosyjskiej strony - powiedział Bogdan Sokołowski, pełnomocnik prezydenta Wiktora Juszczenki ds. bezpieczeństwa energetycznego. - Delegacja Naftohazu miała instrukcje, uzgodnione już dawno przez prezydenta oraz rząd Ukrainy, i była upoważniona do podpisania dokumentów - podkreślił Sokołowski.
Gazprom zakręcił kurek, ignorując kompromis proponowany przez Kijów. Tuż po północy Juszczenko i premier Ukrainy Julia Tymoszenko razem zwrócili się do Rosjan, by nie kręcili kurkiem z gazem i jak najszybciej zakończyli negocjacje nowego kontraktu.
Kilkanaście godzin po ogłoszeniu apelu ukraińskich liderów, także Gazprom wezwał Kijów do wznowienia negocjacji.
- Przywódcy Ukrainy apelują do rosyjskich partnerów, aby wypełniali wspólne zobowiązania Ukrainy i Federacji Rosyjskiej w sprawie wielkości tranzytu gazu dla europejskich odbiorców i zabezpieczenia dostaw gazu dla ukraińskich odbiorców - napisali Juszczenko i Tymoszenko w piśmie opublikowanym przez agencję "Interfax Ukraina". Przywódcy Ukrainy proponowali, by do podpisania nowych kontraktów utrzymać dotychczasowe ceny gazu i stawki za jego tranzyt. Po podpisaniu nowych kontraktów rachunki zostały skorygowane.
W swoim piśmie Juszczenko i Tymoszenko zagwarantowali też "rzetelny i stabilny" tranzyt gazu przez Ukrainę do odbiorców w Europie, a także utrzymanie pełnych dostaw surowca dla ukraińskich odbiorców. Kijów może to zrobić, bo ma w magazynach dość surowca co najmniej do marca.
- Naftohaz zapewnia pełny tranzyt gazu do Europy zgodnie z zaleceniami Gazpromu, chociaż rosyjska strona obniżyła ciśnienie w gazociągach - zapewniał wczoraj rzecznik ukraińskiej firmy Walentin Ziemlianski.
Jeszcze w środę wieczorem Julia Tymoszenko zapewniła w telefonicznej rozmowie przewodniczącego KE Jose Barroso, że Ukraina nie będzie ograniczać tranzytu gazu. W środę wieczorem Barroso rozmawiał o gazowym konflikcie także z premierem Rosji Władimirem Putinem. Wczoraj ukraińskie MSZ skierowało oficjalną notę do Rosji, proponując włączenie UE do negocjacji nowego gazowego kontraktu.
Juszczenko i Tymoszenko przypomnieli, że Ukraina spełniła żądania Rosji. Gazprom przez kilka miesięcy zapowiadał, że nie podpisze kontraktu na bezpośrednie dostawy gazu na Ukrainę od 2009 r., dopóki Kijów nie rozliczy się za gaz kupiony w tym roku od pośrednika - szwajcarskiej spółki RosUkrEnergo (w połowie należy do Gazpromu, a w połowie do ukraińskich przedsiębiorców). Jeszcze we wtorek Naftohaz zapłacił RUE ok. 1,5 mld dol. za gaz dostarczony w listopadzie i - awansem - także za grudzień. To zaskoczyło Gazprom, którego rzecznik jeszcze kilka dni temu twierdził: - Jest jasne, że Ukraina nie zdobędzie pieniędzy, aby zapłacić za dostawy w listopadzie i grudniu.
Z nieznanych powodów, już w grudniu Gazprom nazywał długiem zapłatę za gaz dopiero dostarczany w tym miesiącu Ukrainie.
W arbitrażu Kijów chce rozstrzygnać zapłatę 450 mln dol. kar, których domagało się RUE, zarzucając Naftohazowi opóźnienia w rozliczeniach.
Dlaczego nie podpisano nowego kontraktu? Gazprom proponował, że w 2009 r. policzy Ukrainie 250 dol. za 1 tys. m sześc. swojego surowca, o 40 proc. drożej niż w tym roku. - To superulgowa propozycja - twierdził szef Gazpromu Aleksiej Miller. A premier Rosji Władimir Putin tłumaczył: - Złożyliśmy tę propozycję ze względów humanitarnych, bo zdaniem wielu ekspertów Ukraina jest na progu bankructwa.
Ale zdaniem Kijowa Gazprom chciał za dużo. Rosyjski koncern już zapowiadał, że w tym roku cena jego surowca dla Europy Zachodniej spadnie nawet do 260 dol. za 1000 m sześc. Cena proponowana przez Gazprom Ukrainie nie była więc ulgowa, lecz "europejska". Tymczasem w październiku Putin uzgodnił z Tymoszenko, że do "europejskiej" zapłaty za gaz Ukraina będzie dochodzić przez trzy lata. Kijów ocenił, że w przyszłym roku za 1 tys. m sześc. rosyjskiego surowca może płacić 201 dol., ponad 20 proc. więcej niż dotąd.
Domagając się podwyżki cen surowca, Gazprom chciał jednocześnie, aby Kijów zamrozić stawkę opłat za transport gazu, która wynosi obecnie 1,7 dol. za przesył 1 tys m sześc. surowca na odległość 100 km. - To stawka ponad dwa razy niższa od średniej w Europie. Tak niska stawka nie pozwala utrzymać naszego systemu gazociągów w odpowiednim stanie technicznym - replikowali Juszczenko z Tymoszenko, żądając podwyżki opłat do 2 dol.
Do ostatnich godzin 2008 r. Gazprom negocjował także nowe ceny gazu dla Białorusi. Ich wysokości Rosjanie jednak nie ujawnili. - Średnia roczna cena gazu będzie taka, jak w 2008 r. - powiedział w środę prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka. W tym roku Mińsk płacił ulgową cenę 128 dol. za 1 tys. m sześc. rosyjskiego surowca.