Naczelny „Rzeczpospolitej”, bezlitośnie nękany doniesieniami o przypadkach pedofilii, odniósł z tego wszystkiego wrażenie. „W ogóle odnoszę wrażenie, że wkrótce każdy, kto będzie myślał » pedofil «, od razu skojarzy to z księdzem katolickim”. Dlaczego? To wina niektórych mediów, które tylko udają, że o pedofilach kościelnych piszą z troski o dzieci. Tak naprawdę Kościół katolicki udatnie konkuruje z mediami o władzę nad świadomością ludzi. I dlatego tak zaciekle jest przez nie niszczony.
Jeszcze poważniej podchodzi do zagadnienia „Nasz Dziennik”: „Hasła powielane we wszystkich mediach liberalnych nie są wołaniem o sprawiedliwość i zadośćuczynienie krzywd, lecz mają na celu odebranie Kościołowi dobrego imienia i zaufania wiernych”. W mediach codziennie „pojawiają się dziesiątki informacji o » grzechach kapłanów «”, a jednocześnie wcale „nie wspomina się o szerzącym się we współczesnym świecie permisywizmie moralnym i niesłychanej erotyzacji przestrzeni publicznej”. A przecież ta naerotyzowana do granic wytrzymałości przestrzeń może mieć zgubne działanie także na księży i coś z nią należy zrobić.
Tym, którzy lekarstwa dla opętanych seksem księży upatrują w zniesieniu celibatu, z właściwym sobie wdziękiem odpowiada w "Gazecie Polskiej" Tomasz Terlikowski. "Odczepcie się od celibatu" - radzi ze słodyczą. Zniesienie celibatu byłoby kolosalnym błędem, którego nawet Terlikowski nie zdołałby potem naprawić. Po pierwsze, ksiądz "seksoholik, pedofil czy homoseksualista", nawet jeśli dla żartu będzie miał żonę, nie powstrzyma się od ulubionych praktyk. Po drugie, "w Kościele katolickim nie ma sensownego pomysłu na obecność żony księdza i jej zaangażowanie" i taka baba będzie się tylko snuć po plebanii i marudzić. Po trzecie, wreszcie zniesienie celibatu pogorszy jeszcze sprawę, bo "do skandali homoseksualnych i pedofilskich trzeba by bowiem dodać rozwody, zdrady małżeńskie duchownych, które także byłyby źródłem zgorszenia". Tu trzeba autorowi przyznać rację. Kapłan homoseksualista, który zdradza żonę, a potem się rozwodzi? To mogłoby przerastać wyobraźnię parafian.
Inny autor "Naszego Dziennika" nie owija pedofilii w bawełnę i wprost pyta: "Walka z pedofilią czy z Kościołem?", a potem dzielnie sam sobie na to łatwe pytanie odpowiada. Wychodzi mu słusznie, że mamy do czynienia z walką z Kościołem i to z udziałem Kościoła: "Także w Polsce tolerujemy głośne lekceważenie moralnego nauczania Kościoła przez niektórych duchownych i katolickich publicystów". Zaś w przypadku zarzutów o przestępstwa seksualne "należne są zawsze: delikatność, dyskrecja oraz domniemanie niewinności". Oczywiście, bez dwóch zdań, dyskrecja jest najważniejsza. Ale przede wszystkim trzeba się uważnie przyjrzeć tym, którzy bez cienia wstydu plotą, że w przeszłości byli przez swoich pasterzy traktowani jako dzieci ich specjalnej troski. Co ci oszczercy chcą osiągnąć? "A może chodzi o gratyfikację finansową? Czyżby o nią się nade wszystko rozchodziło?". Otóż to, wróg właśnie tak kombinuje: wyssać z Kościoła szmal. Kościół bez pieniędzy to jak Warmia bez Mazur.