Tak jest, nie ma dymu bez ognia, ponieważ podobne pytania stawiają też inni komentatorzy, a to dowodzi, że "z polską demokracją dzieje się coś niedobrego". Bo "gdyby nie wykluczenie, gdyby nie całkowita nierównowaga stron sporu politycznego, gdyby nie fakt wyrzucenia z mediów publicznych wszystkich niemal znaczących publicystów o prawicowych poglądach, takiej debaty by nie było". Częścią winy za ten stan rzeczy autor obarcza
PiS. Być może trapi go to, że kiedy partia ta przejęła władzę, nie wywaliła z mediów publicznych wszystkich niemal znaczących publicystów o nieprawicowych poglądach. "Przejęcie mediów publicznych przez PiS po wygranych przez tę partię wyborach było nieudaną i często niekonsekwentną próbą przywrócenie elementarnej równowagi.
To wtedy na krótko okazało się, że w mediach publicznych można bronić polskiego interesu, że tradycja narodowa nie służy do wyśmiewania, a zasoby dziejowej mądrości nie zostały zgromadzone na ulicy Czerskiej", czyli we wrażej "Gazecie Wyborczej".
Niestety PiS niedługo potem wybory przegrał i dlatego dzisiaj już się nie broni interesu polskiego, na masową skalę drwi się z tradycji narodowej i nikt nawet nie piśnie o kompromitującym braku zasobów przy Czerskiej. Nikt, oprócz autorów z drugiego obiegu, krzyczących wniebogłosy o tych sprawach na łamach swoich drugoobiegowych pism, które niezłomni kioskarze bez lęku kolportują potem wśród spragnionych prawdy.
Tak jest, istnieje i funkcjonuje drugi obieg. Potwierdza to inny autor "Uważam Rze", który precyzyjnie przedstawia scenę polityczną: "Lejtmotywem wystąpień naszych oficjeli jest to, że żyjemy w wolnym kraju. (...) Z drugiej strony pojawili się Wolni Polacy, którzy uważają, że nie żyją w wolnym kraju. To znaczy oni żyją w wolnym kraju, ale wtedy, kiedy są w drugim obiegu". W Polsce zaś trwa brudna robota, którą wykonują widzialni podwładni tych, "którzy tym sterują". Owi podwładni, ujawnia bezlitosny analityk, to: "prezydent, premier, ministrowie, posłowie, senatorowie, prokuratury, sądy, media... (...) A kto pociąga za sznurki? - pyta, a my bledniemy na myśl, jak straszne represje za te ciężkie słowa spadną na jego biedną mądrą głowę. - Mocarstwo jakoweś, masoneria czy ci, co zawsze?". Wydaje się, że najpewniej ci, co zawsze, bo oni nienawidzą Polski najmocniej.
Od niechcenia rzuca na łamach "Gazety Polskiej" szlachetne sformułowania Ziemkiewicz: "Nie znalazłbym zapewne powodu, by wspomnieć o poświęconym mnie i innym opozycyjnym dziennikarzom artykule..." albo "Tomasz Sakiewicz, by mieć za co wydawać opozycyjną gazetę...".
"Listy z podziemia" ogłasza w tym samym tygodniku bezskutecznie tropiony przez rzesze agentów podziemniak Wojciech Wencel. Stawia on sprawę jasno, określając III RP jako wrak państwa i formę tymczasową. "Jej upadek jest przesądzony, więc trzeba myśleć o tym, czym ją zastąpić". Na początek wieszcz przewiduje surowe kary sądowe dla polityków, którzy go zawiedli, radykalną wymianę elit, zastąpienie hierarchii kulturalnych nowymi. "Realizacja zaczęła się w drugim obiegu" - niestety pochopnie ujawnia ściśle tajne podziemne informacje, narażając tym samym całą siatkę.
Nie sposób nie wspomnieć o najodważniejszym spośród dzielnych, który poszedł jeszcze dalej i zdecydował się na samotną wojnę partyzancką. Swój dziennik walki, prowadzony w ziemiance i dostarczany z narażeniem życia bez kurierów do redakcji "Warszawskiej Gazety", ogłasza on pod tytułem "Zapiski polityczne człowieka lasu". Tu już taryfy ulgowej brak: "Tak, żyjemy w erze rządów pętaków.
Polska wciąż jednak czeka na ludzi, którym rosną skrzydła...". Tylko ptactwo nas wyzwoli!