Zła przeszłość i psy gończe, czyli odpieprzcie się od Wałęsy

Adam Michnik
05.07.2008 , aktualizacja: 05.07.2008 19:06
A A A Drukuj
Lech Wałęsa doczeka się jeszcze niejednej uczciwej biografii. Będzie ona zawierać całą prawdę o jego dokonaniach i o jego potknięciach; o tym, jak dobrze zasłużył się Polsce. Na zdjęciu Wałęsa podczas strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 r. Na ramionach niosą go Waldemar Stawicki (z lewej) i Jerzy Borowczak

Lech Wałęsa doczeka się jeszcze niejednej uczciwej biografii. Będzie ona zawierać całą prawdę o jego dokonaniach i o jego potknięciach; o tym, jak dobrze zasłużył się Polsce. Na zdjęciu Wałęsa podczas strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 r. Na... (Fot. Jean Louis Atlan J.L. Atlan/Sygma/CORBIS)

Lech doczekał się od świata należnych mu laurów. Teraz nastał dlań czas poniżenia od rodaków. Wieńce laurowe może unieść wiaterek; wieńców cierniowych nie zerwie nawet huragan
Motto:

Jeżeli ujrzysz wybitnego człowieka w sferze dla ciebie wrogiej lub wstrętnej, nie śmiej się w kułak i nie myśl: Ej co za porządny człowiek ze mnie; mam siłę nie być tam, gdzie tamten, a on jej nie ma! Pomyśl sobie raczej: On ma siłę istnieć w atmosferze, która by mnie zgniotła!

Fryderyk Hebbel (tłum. Karol Irzykowski)

W końcu czerwca otrzymałem sporo listów podobnej treści. W jednym z nich przeczytałem:

„List ten piszę w poczuciu rozpaczy i bezsilności. Milcząca większość przygląda się medialnej nagonce na Wałęsę, opluskwianego przywódcę » Solidarności «. Dlaczego odczuwam bezradność i rozpacz? Ano dlatego, że muszę być świadkiem kolejnej nagonki w polskiej historii, kolejnego krzyżowania człowieka, który działał wtedy, gdy odwaga drogo kosztowała. Ogarnia mnie rozpacz na myśl o tym, że historia tak brzydko się powtarza. Proszę Pana dziś, teraz, by Pan zabrał głos w sprawie Lecha Wałęsy”.

I.

Zabieram głos pełen wątpliwości. Organizatorów nagonek nie przekonam - ich nikt i nic nie przekona. Oni uparcie - wbrew logice, wbrew faktom - będą powtarzać swoje oskarżenia, pomówienia, insynuacje. Znam ten typ ludzi, znam ich mentalność i język. To język psów gończych, które ścigają ofiarę, by ją rozszarpać na strzępy. Pamiętam, co psy gończe mówiły i pisały o Lechu Wałęsie w latach stanu wojennego.

Książka dwóch autorów z Instytutu Pamięci Narodowej o kontaktach Wałęsy z SB sprawia na mnie wrażenie prokuratorskiego aktu oskarżenia, a nie pracy naukowej. Prokurator nie musi być obiektywny i sprawiedliwy. Prokurator ma przedstawić wywód, który uzasadnia winę oskarżonego. Ale akt oskarżenia nie może być traktowany jako wyrok. Autorzy są marnymi prokuratorami i nieporadnymi historykami. Są - moim zdaniem - nierzetelni; nie rozumieją epoki, o której piszą; nie próbują zrozumieć niekonwencjonalnej osobowości Lecha Wałęsy ani też osobowości funkcjonariuszy SB.

Jednak przeczytałem tę książkę uważnie i z zainteresowaniem. Mój wniosek z lektury jest następujący: Lech Wałęsa jako młody robotnik mógł popełnić błąd, ale jako działacz wolnych związków zawodowych, współpracownik Komitetu Obrony Robotników, lider strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 r., przewodniczący legalnej NSZZ "Solidarność" w latach 1980-81, więzień stanu wojennego od 13 grudnia 1981 r. do listopada 1982 r., przywódca oporu "Solidarności" w latach 1982-89, laureat Pokojowej Nagrody Nobla 1983, prezydent RP w latach 1990-95 - nie był agentem Służby Bezpieczeństwa.

II.

Oficerowie SB pragnęli po wprowadzeniu stanu wojennego, by ludzie z "S" myśleli inaczej. Sporządzili fałszywkę ubecką, ulotkę, która - symulując głos podziemia solidarnościowego - informowała, "kim był Lech Wałęsa". Czytamy w fałszywce:

"Kto to jest Lech WAŁĘSA? To jest agent UB BOLEK!!!

Faryzeusz i łobuz nad łobuzami! Już w czasie tragedii Grudnia 1970 r. i wydarzeń po nim następujących sprzedawał bezpiece swoich kolegów. Za jego sprawą wiele było branych na przesłuchania do UB i zwalnianych z pracy. Po powstaniu Wolnych Związków Zawodowych w Gdańsku przeniknął do nich, aby szpiclować takich działaczy, jak Ania Walentynowicz, Alina Pińkowska, Florian Wiśniewski czy Tadeusz Stanny.

Przy pomocy swoich szefów z UB sprytnie stanął na czele strajku w 1980, a później zawładnął powstającą » Solidarnością «. I tu się zaczyna szczyt jego zdradzieckiej kreciej roboty. Wyciszył konflikt wokół Bydgoszczy. Oczyścił MKZ w Gdańsku z ludzi pryncypialnych i zasłużonych dla » Solidarności «. (...) Potajemnie pertraktował z rządem i wykonywał jego instrukcje. Majstersztykiem jego manewru z » Solidarnością «było przygotowanie gruntu do wprowadzenia stanu wojny. Zagranie na nosie w Radomiu było niczym innym jak uzgodnionym wcześniej hasłem. Ponieważ znał termin wprowadzenia stanu wojny, przekładał dwukrotnie termin Komisji Krajowej NSZZ » Solidarność «po to, aby umożliwić wojsku i bezpiece aresztowanie członków Komisji Krajowej w Gdańsku i w drodze do domu. Specjalnie odsłonił regiony, pozbawiając ich przywódców. (...) Lech Wałęsa to zdrajca » Solidarności «, rutynowany agent bezpieki i pachołek junty”.

Taką wersję wmawiali ludziom podziemnej "S" oficerowie SB. Pogardzali oni nami, ludźmi "S", pogardzali Wałęsą i go lekceważyli, ale za tym kryła się nienawiść.

Powiadali między sobą, że Wałęsa to "bufon i człowiek ograniczony"; że to "mały człowiek, żulik, lis, chytry człowiek, który chce oszukać partnera" - że "bez doradców jest analfabetą politycznym".

Tak mówiąc między sobą, dostarczali uwięzionej Annie Walentynowicz fałszywki mające dokumentować agenturalność uwięzionego Wałęsy. Ambasadzie norweskiej dostarczano inne fałszywki, które miały zablokować przywódcy "Solidarności" drogę do Pokojowej Nagrody Nobla, którą jednak ten "żulik" i "polityczny analfabeta" otrzymał rok później.

Żadna policja na świecie nie postępuje tak wobec swojego agenta.

III.

Podobnego zdania - że Lech Wałęsa nie był agentem SB - jest Lech Kaczyński. Opowiadał on:

ZOBACZ TAKŻE