Recenzja na raty Profesor Friszke zabrał się do
lektury "pierwszej części książki", przez co rozumie on jedynie osiem rozdziałów pracy, czyli niecałe 150 stron (książka liczy 751 stron). Uzasadnia to tym, że autorem "pierwszej części" jest Sławomir Cenckiewicz. Tymczasem we wstępie piszemy, że: "Przystępując do pisania książki, podzieliliśmy pracę nad częścią biograficzno-analityczną - okres do 1990 r. opracowany został przez Sławomira Cenckiewicza, po 1990 r. zaś - Piotra Gontarczyka. W toku prac i dyskusji nad monografią dokonywaliśmy wzajemnych uzupełnień, choć pewnych różnic stylu w obu częściach opracowania nie udało się uniknąć. Jednak za ostateczną treść całej publikacji ponosimy odpowiedzialność wspólnie" (s. 17). Dobrze byłoby uwzględnić fakt, że jest to nasza wspólna książka, pomimo odmiennych specjalizacji obu autorów. Pisanie zaś i publikowanie recenzji na raty nie mieści się w znanym kanonie kultury naukowej. Zresztą fakt omówienia przez profesora Friszkego tylko połowy książki jest dla niego także z innych względów bardzo użyteczny. Pozwala pominąć sprawę niszczenia przez Lecha Wałęsę już jako prezydenta licznych śladów swojej działalności w latach 70. Pomijając już charakter i znaczenie tych wydarzeń dla biografii samego Wałęsy, to - na gruncie zdrowego rozsądku - trudno jest traktować je inaczej, jak pośrednie przyznanie się do agenturalnej współpracy w pierwszej połowie lat 70.
Kłopoty ze źródłami Umiejętność czytania dokumentów archiwalnych i poruszania się po tzw. pomocach ewidencyjnych SB to podstawy warsztatu historyka zajmującego się działalnością komunistycznej policji. W przypadku recenzji Andrzeja Friszkego jednego i drugiego zabrakło. Pisze na przykład: „W zamieszczonym w wyborze dokumentów rejestrze czytamy, że Bolek - nazwiska tu nie ma - został zarejestrowany 29 grudnia 1970 r., a wyrejestrowany 15 czerwca 1976 r. i otrzymał numer archiwalny I 14713”. W tekście historyka zdumiewają przede wszystkim słowa „nazwiska tu nie ma”. Tymczasem w dziennikach rejestracyjnych z zasady nie podawano nazwisk pozyskanych do współpracy agentów. Tu umieszczano tylko część ewidencyjnej informacji, której reszta znajdowała się w kartotece ogólnoinformacyjnej (z której kartę w książce zamieszczamy na str. 295-297 i 579) oraz dzienniku archiwalnym. Elementarne informacje na ten temat można znaleźć w licznych pracach metodycznych, wydanych przez Instytut Pamięci Narodowej, dostępnych na rynku od kilku już lat. Warto wymienić w tym miejscu książkę „Wokół teczek bezpieki - zagadnienia metodologiczno-źródłoznawcze” pod redakcją Filipa Musiała (Kraków 2006).
Czytelnikom naszej książki dość szczegółowo tłumaczymy tajniki ewidencji SB i krok po kroku dokonujemy identyfikacji TW ps. „Bolek”. Dlatego wyrażona w cytowanym wcześniej zdaniu sugestia, jakoby najważniejszym bądź wręcz jedynym dowodem w tej kwestii był dokument funkcjonariusza SB Marka Aftyki z 1978 r., w którym napisał on, że Lech Wałęsa „do współpracy z organami bezpieczeństwa pozyskany został w dniu 29 XII 1970 r. jako TW ps. »BOLEK « na zasadzie dobrowolności przez st. insp. Wydz[iału] II KW MO w Olsztynie kpt. E[dwarda] Graczyka”, jest po prostu nieprawdziwa. Friszke pominął istnienie chociażby karty ewidencyjnej Wałęsy. Wprawdzie jej oryginał „wyprowadził” z archiwum UOP na początku lat 90. sam prezydent Wałęsa, jednak dysponujemy jej kopią, doskonale znaną pracownikom Wydziału Studiów MSW z 1992 r. Nadto jej autentyczność została potwierdzona stosownymi zapisami z dzienników korespondencyjnych byłej SB w Gdańsku. Oprócz wspomnianych dokumentów na temat Wałęsy istnieją dwa rekordy w Zintegrowanym Systemie Kartotek Operacyjnych MSW (ZSKO). W obu zapisach ZSKO z 1988 i 1990 r. dotyczących Wałęsy napisano wprost: „TAJNY WSPÓŁPRACOWNIK”.
Profesor Friszke podważa także przywołane przez nas dokumenty dowodzące, że TW ps. "Bolek" był wynagradzany finansowo. Notatka Aftyki z 1978 r. jest w tej kwestii zupełnie jasna: "za przekazane informacje był on wynagradzany i w sumie otrzymał 13 100 zł; wynagrodzenie brał bardzo chętnie". Mimo to Friszke pisze, że "dowody są słabe". Kłopot polega na tym, że nie zdezawuował wspomnianej informacji żadnym argumentem. Nadto napisał nieprawdę, twierdząc, że notatka Aftyki jest w tej sprawie dokumentem jedynym. Jako inny dowód przywołaliśmy też treść uwag oficera prowadzącego TW ps. "Bolek" (str. 324-325 i 590), które znalazły w jego doniesieniu z 17 kwietnia 1971 r. (sygnowane podpisem odręcznym oficera SB).
Sprawa Karola Hajdugi Profesor Friszke zarzucił nam, że analiza materiałów ewidencyjnych i doniesień pochłonęła nas na tyle, że zapomnieliśmy w naszej książce pokazać szerszy kontekst "grudniowych wydarzeń". Jest to zarzut nieprawdziwy. W rozdziale czwartym i piątym staraliśmy się nakreślić działalność TW ps. "Bolek" w szerszym kontekście, biorąc pod uwagę klimat Trójmiasta po Grudniu '70, jak i pewną specyfikę działań i represji ze strony SB. Warto przypomnieć, że jako pierwsi w dotychczasowej historiografii podaliśmy wszystkie nazwiska osób wchodzących w skład Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej im. Lenina; w kontekście wypadków z 15 grudnia 1970 r., w których brał udział Wałęsa, opisaliśmy wydarzenia z ulicy Świerczewskiego z dokładnością niemal co do minuty; opisaliśmy skalę i metody represji pogrudniowych, ukazaliśmy sposób wyłaniania reprezentacji pracowniczej do rozmów z dyrekcją zakładu oraz na spotkanie z Edwardem Gierkiem w styczniu 1971 r. Wykorzystaliśmy nawet ówczesną prasę, w której opisywano "odpowiedzialną" postawę Wałęsy po Grudniu '70. Tego wszystkiego dotąd w literaturze "grudniowej" zabrakło, o czym Friszke również nie wspomniał. Jego koronnym argumentem ma być dokument, którego rzekomo nie uwzględniliśmy - chodzi o rozmowę oficera SB z zastępcą dyrektora stoczni Karolem Hajdugą z 17 grudnia 1971 r. Ten fragment "pierwszej naukowej recenzji" pióra profesora Friszkego świadczy o nieuważnej lekturze naszej pracy, bowiem notatkę tę przywołujemy w książce (str. 57). Friszke zapomniał też dodać, że jeden z nas - Cenckiewicz, opublikował ten dokument już w 2003 r. na łamach naukowego pisma IPN "Pamięć i Sprawiedliwość" (nr 3, str. 287-288). Warto w tym miejscu nadmienić, że Hajduga był ofiarą donosów TW ps. "Bolek", o czym wspominamy w naszej książce (str. 176, 179 i 481).
Dziurawa lektura - chybione zarzuty Bodaj najdziwniejszym fragmentem „pierwszej naukowej recenzji” są wywody profesora Friszkego na temat tego, co powinno się napisać o działalności L. Wałęsy w latach 1976-80. Przypomnijmy zatem w tym miejscu, że recenzent pisał wcześniej biogram Wałęsy (Słowniku biograficznym Europy Środkowo-Wschodniej XX wieku, Warszawa 2004), ale wówczas pominął w nim szereg wątków, których opisania obecnie się od nas domaga. Problem w tym, że postulowane przez niego wątki, dotyczące okoliczności zwolnienia Wałęsy ze stoczni, jego pracy w ZREMB-ie i Elektromontażu, zaangażowania w działalność w Wolnych Związkach Zawodowych Wybrzeża i represji, jakie go spotkały ze strony przełożonych w pracy oraz SB, zostały przez nas dość szczegółowo opisane (cały rozdział ósmy książki), jak na książkę, która przecież nie jest biografią Wałęsy. Warto nadmienić, że byliśmy pierwszymi historykami, którzy dotarli m.in. do akt pracowniczych Wałęsy w ZREMB-ie. Jak chybione są wnioski i zarzuty profesora Friszkego po lekturze naszej książki, świadczy też fragment odnoszący się do analizy sprawy operacyjnego rozpracowania kryptonim „Bolek”, sporządzonej przez por. Adama Żaczka z Departamentu V MSW na potrzeby ewentualnego procesu karnego Wałęsy w kwietniu 1982 r. Friszke pisze kategorycznie: „Jest zdumiewające, że tak ważnego dokumentu, niezbędnego do wyrobienia sobie opinii o zakresie zainteresowania przez SB osobą Wałęsy, autorzy w aneksie nie zamieszczają”. Niestety w tym miejscu A. Friszke po raz kolejny pisze nieprawdę. Dokument ten został przez nas zarówno omówiony, jak i opublikowany w całości w aneksie źródłowym nr 55 (str. 457-468). Podobny charakter ma inny fragment tekstu na temat kalendarium spotkań agenta „Bolka” z oficerami Służby Bezpieczeństwa: „kontakty »Bolka « z SB niemal wygasły w listopadzie 1972 r. W roku następnym spotkał się tylko dwa razy - w listopadzie i grudniu, kolejny i ostatni raz w listopadzie 1974 r.”. Otóż w książce wskazujemy jasno, że ze względu na zniszczenia akt nie dysponujemy pełnią wiedzy na temat ilości i częstotliwości spotkań „Bolka” z SB. Zacytowane wyżej twierdzenia A. Friszkego to niczym nieuprawnione spekulacje.
Gdzie jest zobowiązanie? Zdaniem profesora Friszkego „dokumentem potwierdzającym pozyskanie kogoś do współpracy z SB powinno być sporządzone odręcznie oraz podpisane imieniem i nazwiskiem »zobowiązanie «, w którym delikwent przyjmował pseudonim i deklarował zachowanie w tajemnicy kontaktów z SB”. W tym miejscu należy podkreślić - niejako na marginesie - że zasada ta nie zawsze była traktowana w SB jako obowiązkowa, lecz raczej stanowiła pewien ideał. To wiedza elementarna dla kogoś, kto pracuje na materiałach SB. Wracając zaś do sprawy Wałęsy, to autor recenzji ukrył przed czytelnikami fakt, o którym w kilku miejscach piszemy w naszej książce, że teczka personalna i teczka robocza TW ps. „Bolek” została wyprowadzona z archiwów MSW na przełomie 1989/90 r. W tym kontekście warto przytoczyć fragment notatki oficera UOP z rozmowy przeprowadzonej z gen. Gromosławem Czempińskim na temat zaginięcia dokumentów SB dotyczących L. Wałęsy. W 1996 r. funkcjonariusz UOP zacytował znamienne słowa tego byłego funkcjonariusza SB: „Prawdziwe dokumenty zniknęły w 1989 r. i ma je człowiek z SLD” (str. s. 40). Losy tych dokumentów są kwestią o znaczeniu fundamentalnym dla dyskusji i pytań dotyczących własnoręcznego zobowiązania do współpracy z SB L. Wałęsy. Było bowiem tak, że zobowiązanie do współpracy z SB archiwizowano jedynie w teczce personalnej agenta, ale o tym profesor Friszke nie napisał. Wiele jednak świadczy o tym, że takie zobowiązanie istniało, bowiem taka była praktyka działania SB w okresie i po Grudniu '70 w Trójmieście. W jednym z dokumentów UOP wspomina się, że wśród dokumentów skradzionych w Kancelarii Prezydenta była m.in. „notatka odręczna prawdopodobnie rekonstruująca treść zobowiązania do współpracy TW »Bolek « z SB”. W tej sprawie pojawia się także wątek rosyjski. Wedle raportu szefa kontrwywiadu UOP Konstantego Miodowicza z 1992 r., podległe mu służby miały uzyskać informację, jakoby Rosjanie dysponowali dokumentami sporządzonymi przez L. Wałęsę jako TW ps. „Bolek” (str. 167). Według przywołanej w książce notatki „grafolodzy nie mieliby trudności z potwierdzeniem ich autentyczności”.
Ale mimo tylu istotnych dowodów recenzent próbuje podważyć nasz wywód, argumentując to brakiem zobowiązania do współpracy. Opinia to bardzo ciekawa, zwłaszcza że w innych przypadkach, gdzie również nie ma zachowanego zobowiązania do współpracy, profesor Friszke wypowiadał dość jednoznaczne sądy. Ale wtedy rzecz dotyczyła osób, których chyba zwyczajnie nie lubi, jak agenta "Delegata" (str. 278).
"Fałszywe" dokumenty czy fałszywe zarzuty? Kulminacją recenzji profesora Friszkego ma być sprawa związana z prowokacją Biura Studiów SB MSW, której celem było uniemożliwienie przyznania Wałęsie Nagrody Nobla w 1982 i 1983 r. Już na wstępie tego fragmentu recenzent próbuje się z nami rozprawić, cytując "złożony do druku w jednym z czasopism IPN" artykuł Tomasza Chincińskiego na temat prowokacji zrealizowanej przez bydgoską SB w 1982 r., która polegała na podrzuceniu do
mieszkania Marka Mądrzejewskiego doniesienia TW ps. "Bolek". Nie wiedzieć dlaczego Friszke rozlicza nas z niewykorzystania artykułu Chincińskiego, który został "złożony do druku w jednym z czasopism IPN". Pragniemy zapewnić autora recenzji, że znamy artykuł Chincińskiego w maszynopisie i niezależnie od tego autora dotarliśmy do wszystkich dokumentów (wykorzystaliśmy je w książce) cytowanych przez niego w artykule. Ponieważ tekst Chincińskiego dotąd nie ukazał się drukiem i miał charakter roboczy, nie został on przez nas przywołany w bibliografii, w odróżnieniu od innych jego publikacji, które sobie cenimy.
Koronnym argumentem profesora Friszkego ma być jednak sprawa operacji realizowanej w latach 1982-83 przez Biuro Studiów SB MSW. Jednak autor recenzji już wcześniej dał się poznać jako historyk popełniający w tej kwestii poważne błędy. W jednej ze swoich fundamentalnych prac dotyczącej podziemnej "Solidarności" napisał, że SB przekazała materiały kompromitujące Lecha Wałęsę Komitetowi Nagrody Nobla w ramach operacji o kryptonimie "Tęcza". Jednak operacja "Tęcza" nie dotyczyła tej sprawy, lecz była związana z działalnością kontrolowanej przez SB Międzyregionalnej Komisji Obrony "Solidarności".
W artykule w "Gazecie Wyborczej" autor recenzji napisał, że jednym z kluczowych dokumentów w sprawie działań SB wobec Wałęsy w latach 80. jest oświadczenie mjr Adama Stylińskiego z 1985 r. Zostało ono złożone w związku z ucieczką za granicę Eligiusza Naszkowskiego - w latach 1980-1981 lidera "Solidarności" pilskiej, od lutego 1981 r. TW ps. "Grażyna", a po wprowadzeniu stanu wojennego kadrowego funkcjonariusza SB, zaangażowanego w przedsięwzięcia skierowane przeciwko Wałęsie. Zdaniem Andrzeja Friszkego, który podaje wiele argumentów na rzecz nie tylko autentyczności tego dokumentu, ale i jego wyjątkowości, oświadczenie Stylińskiego zostało przez nas "zlekceważone". To kolejna nieprawdziwa opinia. Dokument ten jest kilkakrotnie przywoływany w naszej książce, analizowany i poddawany weryfikacji źródłowej (w rozdziałach 8 i 17 oraz aneksie źródłowym), a nawet publikujemy go w całości w aneksie źródłowym nr 35.
Historycy esbecy Recenzent ma pretensje, że słowa Stylińskiego o „ »przedłużeniu działalności « TW ps. »Bolek «, tj. L[echa] Wałęsy, o minimum 10 lat (ostatnie doniesienie »Bolka « pochodziło z 1970 r.)” interpretujemy na niekorzyść Wałęsy. Chodzi o nasze stwierdzenie: „informację o tym, że ostatnie autentyczne »doniesienie »Bolka « pochodziło z 1970 r. « uznać należy za zwykły błąd wynikający z pomyłki lub braku pamięci oficera w czasie sporządzania przez niego oświadczenia (minęły wówczas ponad trzy lata od czasu zainicjowania tych działań)”. W związku z tym profesor Friszke stawia naszą pracę na równi z działalnością SB. Pisze on: „dzisiejsi oskarżyciele Wałęsy wykonują więc to, do czego podziemną »Solidarność « chciało sprowokować Biuro Studiów SB MSW”.
Pomijając poziom argumentacji, należy przypomnieć, że w naszej książce szczegółowo wykładamy swój pogląd na temat prowadzonych w latach 80. działań SB. Napisaliśmy, że z dokumentów MSW wynika, że teczkę pracy i teczkę personalną TW ps. „Bolek”, a więc wszystkie dokumenty agenturalne z lat 1970-76, już w 1982 r. przechowywano najpierw w Wydziale III, a później w Wydziale II Biura Studiów SB MSW. Wszystko wskazuje więc na to, że w działaniach specjalnych prowadzonych przez MSW wobec L. Wałęsy w 1982 r. w celu skompromitowania go współpracą z SB (operacje o kryptonimie „OKO” i „Sąd”) korzystano z autentycznych dokumentów archiwalnych TW ps. „Bolek”. Pośrednio potwierdza to także notatka st. chor. Tadeusza Maraszkiewicza. W notatce służbowej z 1985 r. napisał on, że w działaniach Biura Studiów wobec L. Wałęsy chodziło m.in. o „kontynuację przerwanej uprzednio współpracy z resortem”. Logicznie rzecz ujmując, nie można kontynuować czegoś, co w przeszłości nigdy nie zaistniało. A skoro tak, to konieczne było wykorzystanie do tych działań materiałów archiwalnych TW ps. „Bolek”. Ponadto, jak wynika z oświadczenia mjr. Stylińskiego, w jednej z operacji Biura Studiów (o kryptonimie „Ambasador”) posłużono się oryginałami doniesień TW ps. „Bolek”: „Ambasadorowi Norwegii doręczono natomiast list razem z oryginalnym doniesieniem z prośbą o wykonanie ekspertyzy pisma”. „Oryginalne doniesienie” TW ps. „Bolek” mogło pochodzić jedynie z okresu współpracy z Wydziałem III KW MO w Gdańsku (1970-76). A. Styliński twierdzi także, iż w MSW powstał „plan sporządzenia odpowiedniego pisma do członków jury Nagrody Nobla”, a do listu „postanowiono załączyć doniesienie TW ps. »Bolek « wraz z pokwitowaniem odbioru kilkuset złotych (ksero)”. A skoro tak, to prawdopodobnie chodzi o kserokopie znanych nam dokumentów - doniesienia TW ps. „Bolek” z 12 stycznia 1971 r. oraz dwóch pokwitowań odbioru przez niego pieniędzy (z 18 stycznia 1971 r. i 29 czerwca 1974 r.). Podsumowując, należy podkreślić, że działania te były obliczone na skompromitowanie Wałęsy w opiniach podziemia i Zachodu, stąd SB kolportowała te dokumenty na zewnątrz. Nigdy jednak nie wprowadzała „fałszywek” do wewnętrznego obiegu kancelaryjnego SB. O tym jednak Andrzej Friszke także nie napisał.