Książkę "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk dedykują "niezłomnym bohaterom Grudnia '70 w Trójmieście". Dedykacja piękna, ale jasno dająca do zrozumienia, kto takim bohaterem nie jest. Pierwsze 40 stron to wyrazista publicystyka, w której przywoływane są takie autorytety, jak Piotr Semka i Bronisław Wildstein, czemu towarzyszy krytyka "Gazety", "Polityki" czy ministra Radka Sikorskiego. Czytelnik wie zatem od razu, że bierze do ręki książkę zaangażowaną, a jej autorzy mają jednoznaczne poglądy.
Teza obecna jest od pierwszych stron: Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie "Bolek". Liczący prawie 300 stron wywód autorów oraz 400 stron wybranych dokumentów mają to udowodnić.
Skąd wziął się Bolek? Swoją tezę Cenckiewicz i Gontarczyk opierają przede wszystkim na dokonanej przez SB rejestracji. W zamieszczonym w wyborze dokumentów rejestrze czytamy, że "Bolek" - nazwiska tu nie ma - został zarejestrowany 29 grudnia 1970 r., a wyrejestrowany 15 czerwca 1976 r. i otrzymał numer archiwalny I 14713.
Jak dokonywano takiej rejestracji? Oficer SB wnosił o zarejestrowanie danej osoby w oparciu o przekonanie, że pozyskał ją do współpracy. Na podstawie tej ewidencji nie sposób wnioskować więcej niż to, że określonego dnia ktoś został zarejestrowany z odpowiednim numerem i pseudonimem.
Dokumentem potwierdzającym pozyskanie do współpracy z SB powinno być sporządzone odręcznie oraz podpisane imieniem i nazwiskiem "zobowiązanie", w którym delikwent przyjmował pseudonim i deklarował zachowanie w tajemnicy kontaktów z SB. W przypadku TW "Bolka" takiego zobowiązania takiego nie ma. Nie figuruje ono także w wykazach dokumentów, które istniały w 1992 r., a następnie zaginęły.
Dowodem, na podstawie którego Gontarczyk i Cenckiewicz identyfikują „Bolka”, jest notatka z przeglądu „akt archiwalnych nr I 14713 dot. ob. Wałęsa Lecha” sporządzona w 1978 r. przez st. szer. Marka Aftykę, gdzie zapisano, że w latach „1970-72 wymieniony już jako tw. ps. »Bolek « przekazywał nam szereg cennych informacji dotyczących destrukcyjnej działalności niektórych pracowników”. Potwierdzeniem jest arkusz ewidencyjny z 1980 r. odnoszący się do Wałęsy, który miał zostać internowany (gdzie powyższą informację powtórzono), a także notatki SB z 1978 r. Esbecy notowali wtedy, że niegdyś Wałęsa „był wykorzystywany operacyjnie przez Służbę Bezpieczeństwa”.
Zachowało się kilka informacji i "doniesień" dotyczących pracowników wydziału Stoczni Gdańskiej, na którym pracował Wałęsa, określonych jako "źródło Bolek" lub "Informacja z odbytego spotkania z tw. Bolek". W żadnym z nich nie ma śladu rękopisu "Bolka" lub jego podpisu. Najwyraźniej są to informacje sporządzone przez oficera po spotkaniach. Z pewnością jednak nie są to informacje niewinne, przynajmniej kilka osób było następnie rozpracowywanych przez SB, a Józef Szyler musiał opuścić Gdańsk.
Cenckiewicz i Gontarczyk twierdzą, że "Bolek" za swoją działalność był wynagradzany finansowo, ale dowody potwierdzające tą tezę są słabe. Sugerują również, że przydzielenie rodzinie Wałęsów w 1972 r.
mieszkania pozostawało w związku z nawiązaniem współpracy z SB. Dowodów na to nie ma jednak żadnych.
Do tych poszlakowych, choć niepozbawionych podstaw wnioskowań Cenckiewicz i Gontarczyk dodają wyniki własnych poszukiwań w aktach UOP-ABW na dokumentacji tajnej, stworzonej przez służby po 1990 r. i niedostępnej innym badaczom. Jest to wykaz dokumentów sporządzony w 1991 r. przez por. Krzysztofa Bollina.
Pierwszy z tych dokumentów zawierał kserokopię notatki z przesłuchania Wałęsy zatrzymanego 19 grudnia 1970 r. przez SB pod zarzutem udziału w "zajściach" grudniowych. Wśród pozostałych dokumentów spisanych przez por. Bollina 15 nosiło tytuł "doniesienie agenturalne" tw. Bolek lub "informacja od tw. Bolek". Pierwszy z nich miał pochodzić z 12 stycznia 1971 r., ostatni z 15 listopada 1974 r.
W sporządzonym w 1991 r. wykazie dokumentów nie było zobowiązania do współpracy, a zatem także aktu nadania pseudonimu "Bolek". Por. Bollin, tworząc ten wykaz dokumentów, nie notował ich treści. Dokumentacja ta, w ramach operacji lustracyjnej min. Macierewicza w 1992 r., została przewieziona do Warszawy. Dokumenty te nie zachowały się (ich zaginięcie lub zniszczenie jest osobną częścią badań i hipotez dwu autorów).
Warto jednak zauważyć, że kontakty "Bolka" z SB niemal wygasły w listopadzie 1972 r. W roku następnym spotkał się tylko dwa razy - w listopadzie i grudniu, kolejny i ostatni raz w listopadzie 1974.
Wałęsa: tak, rozmawiałem Co zatem możemy powiedzieć z pewnością? To, że Wałęsa był zatrzymany 19 grudnia 1970 r. i przesłuchiwany dość długo, że następnie - o ile rzeczywiście Wałęsa był "Bolkiem" - został zarejestrowany jako tajny współpracownik. W jakich się to odbyło okolicznościach, nie wiemy.
Zanurzeni w analizę materiałów ewidencyjnych i doniesień autorzy nie starali się ukazać sytuacji w Trójmieście po grudniowych wydarzeniach, skali szykan i represji, która tworzyła atmosferę terroru. Nie zauważyli, że 17 grudnia - tego samego dnia, kiedy w Gdyni lała się krew - SB przeprowadziła rozmowę z inż. Karolem Hajdugą z dyrekcji stoczni, który opowiedział o Radzie Delegatów Strajku Okupacyjnego, a na pytanie oficera o nazwiska jej członków "odpowiedział, że zapamiętał tylko jedno, tj. pracownika wydziału W-4 Wałęsy. (...) Była propozycja, aby jego wybrać na przewodniczącego Rady". Dodał też, że "głos Wałęsy przypomina mu głos stoczniowca, który przemawiał przez mikrofon z radiowęzła ukradzionego sprzed KW PZPR". (IPN Gd 003/16, t. 5).
Jest to dokument w sprawie bardzo ważny. Wałęsa został zatrzymany dwa dni potem jako uczestnik ruchu, którego rolę przywódczą SB miała wstępnie zdefiniowaną. Zatrzymano go 19 grudnia, a więc jeszcze w czasie trwania rewolty grudniowej, przed zmianą na szczytach władzy, w czasie nadal trwającego terroru. W cytowanej przez autorów notatce Aftyki znajduje się zdanie wskazujące zapewne na formułowany wobec Wałęsy w chwili aresztowania kolejny zarzut: "Nie uczynił jednak nic, gdy tłum stoczniowców maltretował milicjantów w okolicach drugiej bramy". Ani data zatrzymania i towarzyszące jej okoliczności, ani zacytowane zdanie o milicjantach nie posłużyły autorom książki za punkt wyjścia do szerszej oceny sytuacji Wałęsy w momencie aresztowania. Zapewne zagrożono mu więzieniem, poddano brutalnemu przesłuchaniu, z którego mógł nie wyjść całkiem "czysty".
Nieraz w podobnych sytuacjach esbecy przedstawiali alternatywę - odpowiedzialność karna lub zgoda na współpracę. Do współpracy potrafili kusić w formie zgody na spotkania i utrzymywanie ich w tajemnicy. O skali tych wymuszeń, którym zwykle towarzyszyło podsuwanie do podpisu deklaracji (prawie nikt z robotników nie orientował się wówczas w ich prawdziwym znaczeniu), świadczy liczba zarejestrowanych wówczas przez SB tajnych współpracowników. Jak wynika z zapisu rejestrowego, 29 grudnia wpisano do rejestru aż 22 osoby, w tym "Bolka". Według innego dokumentu cytowanego przez autorów przed wystąpieniami grudniowymi było w stoczni 16 TW, a dwa miesiące potem, w lutym 1971 r., już 73. Jeśli zatem przesłuchania, rozmowy, kuszenie i szantażowanie dawały jakąś nadzieję na "złamanie" człowieka, rejestrowano go.
Sam Wałęsa tak wspomina te przesłuchania: „Prawdą jest, że rozmowy były. (...) I prawdą jest też, że z tego starcia nie wyszedłem zupełnie czysty. Postawili warunek: podpis. I wtedy podpisałem. (...) Taki papier, podpisany przez wychodzącego na wolność, nazywano »lojalką «” (Lech Wałęsa, „Droga nadziei”, 1989). W rozmowie z „Gazetą" (23 lutego 2005 r.) Wałęsa wspominał, że po wizycie Edwarda Gierka w stoczni tych, co nie krzyczeli „Pomożemy!”, esbecy ściągali do dyrekcji i przeprowadzali z nimi rozmowy. „Oni mówią: - Gierek, odnowa, otwarcie na Zachód. To będzie pan przeszkadzał, burzył, czy raczej wspierał?”. Wałęsa mówi, że odpowiadał: „Będę pomagał we wszystkim tym, z czym będę się zgadzał. Oni sobie z tych rozmów robili zapiski i tak się zaczęła tworzyć ta słynna teczka”.