Wojciech Moskal: Dlaczego tak się objadamy w święta? Głodu raczej nikt z nas już nie cierpi, w adwencie też specjalnie się nie umartwiamy, ale gdy nadchodzą te trzy dni - Wigilia, pierwszy i drugi dzień świąt - rzucamy się na jedzenie, jak - nie przymierzając - po czterdziestodniowym poście?
Justyna Domanowska-Kaczmarek*, Agata Lewandowska*: W dużej mierze wynika to z tradycji, i to nawet nie tej dawnej, ale z minionych pięćdziesięciu lat. W ciągu roku w sklepach brakowało wszystkiego, więc każdy starał się chociaż na te kilka dni świąt zapewnić bliskim coś ekstra - pomarańcze, banany czy dobrą wędlinę. I dziś, mimo że wszystko to jest bez trudu dostępne, wciąż uważa się, że święta to czas „wyjątkowego" jedzenia, zarówno pod względem jakości, jak i ilości.
Poza tym święta Bożego Narodzenia mają swoją specyfikę. Wigilia to nie jest zwykłe przyjęcie, gdzie spotykamy się w jakimś celu i ewentualnie na boku jest szwedzki stół, z którego sobie coś nakładamy. Tu istotą przyjęcia jest właśnie ten stół, on jest w centrum uwagi, to tam wszyscy są skupieni. Podobnie wygląda to podczas następnych dwóch dni - również spotykamy się głównie przy stole.
Kolejna sprawa - gospodyni. Wiemy, że na pewno poświęciła wiele czasu, by starannie przygotować potrawy, czy to na wigilię, czy na świąteczne przyjęcie. I też chcemy ją w jakiś sposób uhonorować, podziękować. Wszystko to sprawia, że w okresie świąt pojawia się takie ogólne przyzwolenie dla obżarstwa.
Dla wielu to też chyba okazja do skosztowania potraw, które przygotowuje się rzadko, z reguły tylko na wigilię.
- Tak, i niektórzy uważają, że tej okazji nie wolno marnować i koniecznie trzeba się najeść na zapas - aż do przyszłorocznej wigilii.
Czy do świątecznego obżarstwa można się jakoś przygotować, tak, by po pierwsze, nie "umrzeć" z przejedzenia, a po drugie, nie dorobić się kilku dodatkowych kilogramów?
- Można. Powinny to oczywiście przede wszystkim zrobić osoby, które wiedzą, że już ważą za dużo. Ale też każdy, kto nie chce "wyjść" ze świąt z ekstra trzema czy czterema kilogramami.
Najlepiej jest umówić się ze samym sobą: "Jakie są moje oczekiwania wobec tych świąt"; "Czy będę próbować wszystkiego w małych porcjach, czy może skosztuję tylko ulubionych potraw". Warto cały czas sprawdzać - jak się czuję z tym, co zjadłem czy zjadłam.
Nasza uwaga podczas świątecznego posiłku z reguły skupiona jest na zewnątrz - na tym, co leży na stole, na tym, jak to wszystko pięknie wygląda i pachnie, a nie bardzo kontaktujemy się ze sobą. Często jesteśmy świadkami sytuacji, że ktoś siedzi przy stole, je, je, je, potem nagle wstaje i wtedy słyszymy: "AAAle się najadłem!". A to przecież można sprawdzać na bieżąco, pomyśleć: "A może to już dosyć, a może wystarczy".
Wiele osób robi sobie plany: "Przez te trzy dni pozwalam sobie na wszystko, niczego nie będę sobie żałował. Za to od pierwszego dnia po świętach - tylko chleb i woda".
- Takie podejście jest bez sensu; do niczego nie prowadzi, podobnie zresztą jak głodzenie się przed świętami a conto przyszłego obżarstwa. Musimy pamiętać, że te wszystkie dodatkowe i wcale nam niepotrzebne kalorie, które wchłoniemy podczas świąt, odłożą się w postaci tłuszczu. Nie spalimy go, głodząc się w następnych dniach. Organizmu nie da się oszukać w ten sposób. Poza tym on przecież potrzebuje też białka i węglowodanów. Jedząc w następnych dniach tylko ten przysłowiowy "chleb i wodę", nie dostarczymy ich w odpowiedniej ilości i organizm się na to "nie zgodzi". To naprawdę droga donikąd. Poza tym - bądźmy szczerzy - takie plany prawie nigdy się nie udają.
Sama wigilia to teoretycznie zdrowe, postne jedzenie - bez mięsa, głównie ryby i warzywa...
- No tak, tylko po pierwsze - potraw jest dwanaście, a nawet jeśli nie aż tyle, to na pewno o wiele więcej niż podczas zwykłego posiłku. Poza tym część z nich wcale nie jest taka zdrowa, np. potrawy mączne, jak choćby pierogi czy ryby smażone na głębokim tłuszczu.
Co więc robić - powiedzieć "nie, dziękuję" - ktoś się może obrazić, szczególnie jeżeli na wigilii jesteśmy gośćmi.
- Niekoniecznie. To naprawdę żaden wstyd powiedzieć bliskim, że mamy ostatnio kłopot z wagą i wolelibyśmy z pewnych potraw zrezygnować.
Obraza obrazą, ale tak naprawdę to ja chcę się najeść tej smażonej ryby czy pierogów z kapustą.
- Tu już trzeba samemu zadać sobie pytanie, co wybieram: chwilę przyjemności, jaką da mi ta dodatkowa porcja smażonej ryby i pierogów, czy zdrowy wygląd, dobre samopoczucie i satysfakcja ze szczupłej sylwetki.
Można przeprowadzić ze sobą szybki wewnętrzny dialog, np.: "Czy ja koniecznie muszę zjeść ten drugi czy trzeci kawałek ciasta? Zajmie mi to może ze dwie minuty i tyle będę się czuł fajnie. Ale potem czeka mnie ciężki wysiłek i dużo wyrzeczeń, żeby te ekstra porcje ciasta spalić. Czy naprawdę warto?
Źródło: Gazeta Wyborcza