http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Narkotyki: 200 mln ludzi na świecie potrzebuje pomocy, nie więzienia

Wojciech Moskal
2012-01-19, ostatnia aktualizacja 2012-01-19 16:45

29.04.2011 Kraków, Marsz Wyzwolenia Konopii
29.04.2011 Kraków, Marsz Wyzwolenia Konopii
Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gaze

Międzynarodowe porozumienia antynarkotykowe często uniemożliwiają podejmowanie nowoczesnych programów pomocy uzależnionym lub zmuszają organizatorów projektów do działania ponad prawem - piszą naukowcy w prestiżowym magazynie ''Lancet''. Mądrzej rozdawać czyste strzykawki niż pozwalać na rozprzestrzenianie HIV

SERWISY
SONDAŻ
Czy narkotyki powinny być legalne jak alkohol i papierosy?

tak - i te twarde i te miękkie
tak, ale tylko miękkie
nie
nie wiem

Najczęściej po nielegalne środki sięgają mieszkańcy krajów wysoko rozwiniętych. Ogółem, uważa się, że każdego roku jedna na 20 osób w wieku 15-64 lat zażywa narkotyki, a szkody, jakie powodują dla zdrowia, są porównywalne z piciem alkoholu, ale wyraźnie mniejsze niż te wywołane paleniem tytoniu.

Takie są główne wnioski raportu opublikowanego w jednym z ostatnich wydań "The Lancet", którego autorami są naukowcy z Uniwersytetu Nowej Południowej Walii, Instytutu Burneta i uniwersytetu w Queensland (wszystkie ośrodki znajdują się w Australii).

- Oczywiście przedstawione przez nas w raporcie dane mają charakter wybitnie szacunkowy - 200 mln to średnia, a rzeczywista liczba ludzi stosujących narkotyki może rozciągać się w przedziale 149-271 mln - piszą autorzy raportu. - Kłopoty z oszacowaniem rzeczywistej liczby osób, które sięgają po narkotyki, ile z nich jest trwale uzależnionych i jakie dokładnie szkody środki te powodują, to przede wszystkim skutek tego, że są one nielegalne.

Bogaci biorą więcej

Z badań Australijczyków wynika, że po marihuanę (lub inne produkty na bazie konopi) sięga regularnie 125-203 mln osób, po amfetaminę - 14-56 mln, kokainę - 14-21 mln, a po opioidy, w tym heroinę - 12-21 mln.

Ponadto poważny problem z narkotykami - w tym silne uzależnienie - ma 15-39 mln osób stosujących opioidy, pochodne amfetaminy lub kokainę.

Naukowcy w swoim raporcie posługują się również ostatnimi badaniami Biura ONZ ds. Narkotyków i Przestępczości (UNDOC). Według nich największym rynkiem dla marihuany i pochodnych konopi są: Ameryka Północna, Europa Zachodnia oraz Australia i Nowa Zelandia (procentowo wygrywa tu właśnie Oceania - konopie stosuje tam 15 proc. osób w wieku 15-64 lat). W przypadku opioidów, w tym heroiny i opium, jest to Azja i Bliski Wschód.

Pochodne amfetaminy, ale z wyłączeniem ecstasy, to domena mieszkańców Azji Południowo-Wschodniej. Jeżeli chodzi zaś o kokainę - pierwsze miejsce (1,9 proc. osób pomiędzy 15. a 64. rokiem życia) zajęła Ameryka Północna, czyli Stany Zjednoczone i Kanada.

Powiązane ryzyko

Jeżeli chodzi o szkodliwy wpływ na zdrowie, z narkotykami wiążą się cztery główne problemy: ostre skutki toksyczne tuż po zażyciu - włącznie z przedawkowaniem; nagłe skutki po zażyciu, takie jak np. wypadki, urazy czy uszkodzenia będące wynikiem przemocy; rozwój uzależnienia i na koniec - efekty zdrowotne związane z długotrwałym zażywaniem narkotyków, jak np. zaburzenia psychiczne.

Na świecie każdego roku z powodu zażywania narkotyków umiera 250 tys. ludzi. Dla porównania - z powodu chorób związanych z alkoholem - 2,25 mln, a z powodu schorzeń związanych z paleniem papierosów - ponad 5 mln.

Narkotyki zwyciężają za to z alkoholem w innej kategorii. Chodzi o tzw. stracone lata życia. W przypadku narkotyków ich liczba wynosi 2,1 mln. W przypadku alkoholu jest to 1,5 mln. Jak wyjaśniają autorzy raportu, różnica ta spowodowana jest tym, iż zgony związane z narkotykami dotyczą z reguły ludzi młodych, a w każdym razie o wiele młodszych niż osób trwale uzależnionych od alkoholu, a więc i liczba straconych potencjalnych lat życia jest tu wyraźnie większa.

Zdaniem specjalistów najmniej szkodliwe są pochodne konopi. Ich stosowanie rzadko wiąże się ze śmiercią - raczej nie notuje się tu przedawkowań; nie dochodzi też do zakażeń groźnymi wirusami, jak to ma często miejsce podczas dożylnego podawania sobie narkotyków. - Palacze marihuany jednak również się uzależniają i z czasem może u nich dojść do pojawienia się problemów z psychiką - piszą autorzy raportu.

Bez wątpienia najgroźniejszym narkotykiem są opioidy, w tym heroina. - Tu bardzo łatwo można zauważyć wszystkie cztery wymienione wyżej zagrożenia dla zdrowia. Aż u jednej osoby z czterech, które kiedykolwiek zastosowały opioidy, rozwija się trwałe, ciężkie uzależnienie; najczęściej dochodzi tu do śmierci z powodu przedawkowania, jak również na skutek wypadków, samobójstw czy aktów przemocy. Śmiertelne żniwo wśród narkomanów uzależnionych od heroiny zbiera też wirus HIV i wirusy zapalenia wątroby (potocznie zwane żółtaczkami wszczepiennymi).

Zmiana podejścia

W tym samym numerze "Lanceta" ukazał się również artykuł, którego autorzy - prof. Robin Room z uniwersytetu w Melbourne i prof. Peter Router z uniwersytetu stanu Maryland (USA) - przekonują, że obecne międzynarodowe porozumienia odnośnie narkotyków często uniemożliwiają podejmowanie nowoczesnych programów pomocy osobom uzależnionym lub zmuszają organizatorów tych projektów do działania ponad prawem.

W ubiegłym stuleciu podpisano trzy międzynarodowe porozumienia poświęcone narkotykom - w 1961, 1971 i 1988 roku. Zdaniem Rooma i Routera podjęte wtedy zobowiązania bardzo "skryminalizowały" wszystkie aspekty problemu narkotyków, w tym również sposób traktowania osób je stosujących, które często są już silnie uzależnione. - Wszystko to spowodowało, że z narkotykami związała się przestępczość, przemoc czy epidemia zakażeń HIV wśród osób wstrzykujących sobie dożylnie np. heroinę. Dlatego też w wielu krajach tak trudno było wprowadzić programy pomocy dla narkomanów oparte na zasadzie "redukcji szkód" - piszą Room i Router.

Programy te akceptują fakt, że ktoś zażywa narkotyki, ale starają się zminimalizować szkody, jakie się z tym wiążą dla samego narkomana i jego bliskich. Robi się to np. poprzez rozdawanie czystych igieł i strzykawek (by zmniejszyć ryzyko zakażenia HIV) czy programy podawania metadonu (u uzależnionych od heroiny - metadon likwiduje objawy głodu narkotykowego, nie powodując przy tym "haju").

Przez długie lata największym oponentem podejścia "redukcji szkód" były Stany Zjednoczone wspierane przez Japonię i Rosję. Między innymi przez to metod tych nie wspierało również UNDOC. Ostatnio spowodowało to nawet pewien konflikt z władzami Australii, Kanady, Niemiec, Luksemburga, Holandii, Hiszpanii i Szwajcarii. Otóż państwa te, nie oglądając się na wciąż obowiązujące porozumienia z ubiegłego wieku, pootwierały ośrodki, w których nie tylko rozdaje się igły i strzykawki, ale również robi zastrzyki z narkotyku. Ma to zmniejszyć ryzyko zakażenia wirusem HIV czy zapalenia wątroby, ochronić narkomana przed przedawkowaniem oraz ułatwić mu kontakt z lekarzem i terapeutą.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 38 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':