http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Laboratorium DNA - klucz do współczesnego kryminału

Rozmawiała Małgorzata Załoga
2012-01-13, ostatnia aktualizacja 2012-01-13 08:49

Detektyw Mac Taylor (Gary Sinise) i Stella Bonasera (Melina Kanakaredes) - główni bohaterowie kultowego już serialu
Detektyw Mac Taylor (Gary Sinise) i Stella Bonasera (Melina Kanakaredes) - główni bohaterowie kultowego już serialu "CSI: Kryminalne zagadki Nowego Jorku. Tu, pobierają próbki na nowojorskiej wyspie Ellis (słynny pierwszy przystanek imigrantów przybywających z Europy do Ameryki). Pilnujący jednego z budynków nocny stróż został znaleziony martwy - wisiał na jednym z rusztowań. Początkowo sprawę uznano za samobójstwo jednak pracownicy biura kryminalistycznego dowiedli, że za śmierć mężczyzny odpowiada seryjny morderca
MATERIALY PRASOWE

We współczesnych kryminałach coraz większą rolę odgrywa nie geniusz policyjnych detektywów, lecz śledczych z laboratorium. Ich badania pozwalają wykryć najbardziej zmyślnych przestępców i postawić ich przed sądem. Czy badanie DNA pozwala rozwiązać każdą sprawę?- rozmowa z prof. Tadeusz Doboszem z Akademii Medycznej we Wrocławiu

PROF TADEUSZ DOBOSZ Z AKADEMI MEDYCZNEJ
Fot. Paweł Kozioł / Agencja Gazeta
PROF TADEUSZ DOBOSZ Z AKADEMI MEDYCZNEJ
Małgorzata Załoga: Co można zweryfikować badaniem DNA?

Prof. Tadeusz Dobosz: Najczęściej ojcostwo, ale to rzadko temat „kryminalny” (śmiech). I oczywiście dowody rzeczowe.

Czyli mówicie państwo: ten włos pochodzi od sprawcy?

- Tylko w naprawdę wyjątkowych sytuacjach, np. znalezienia zwłok ze śladami spermy, jesteśmy policji czy prokuraturze potrzebni do ustalenia całkiem anonimowego sprawcy. Wtedy przygotowujemy profile DNA, szukamy i typujemy podejrzanych, analizujemy bazy danych... Na ogół naszym zadaniem jest raczej weryfikacja podejrzanych. Powiedzmy: dwóch panów w karczmie obok parku spotkało się na piwie, a nazajutrz jednego z nich znaleziono zabitego w krzakach. Policja podejrzewa, że to robota jego współbiesiadnika. Przeszukuje więc mieszkanie, znajduje zakrwawioną marynarkę, banknoty z plamami krwi i te dowody przesyła do nas. Naszym zadaniem jest potwierdzić lub wykluczyć, że znaleziona krew należała do denata. Jeśli tak, to znaczy, że podejrzany co najmniej był na miejscu zbrodni, a być może i jest jej sprawcą.

Krew jest dość oczywista. Jakie inne "materiały" można badać?

- W przestępstwach seksualnych często jest to sperma, poza tym włosy, ślina, inne wydzieliny z ciała. Nawet mikroskopijne drobiny tkanki osadzone na pocisku podczas jego przelotu przez ciało czy rozbryzgi krwi pozostałe na broni po strzale z bliskiej odległości. Mimo dokładnego czyszczenia zawsze w szczelinkach udaje się coś znaleźć.

Ostatnio trafiła się nam sprawa, w której identyfikowaliśmy... drzewo. Policja znalazła pod dębem zwłoki. Denat w zaciśniętej pięści trzymał kilka dębowych liści. Prokurator chciał koniecznie ustalić, czy to liście z tego dębu, pod którym zwłoki znaleziono, czy też z zupełnie innego. I myśmy to ustalili. Akurat kilka dni wcześniej przeczytałem pracę, w której opisywano test do identyfikacji dębów. Badanie nie było tanie - ok. 4 tys. zł - ale pozwoliło jednoznacznie zidentyfikować drzewo "zamieszane" w zbrodnię.

I to był ten dąb?

- Tego nie mogę zdradzić, bo sprawa jest jeszcze w toku.

Są sprawy tajemnicze, jak choćby zabójstwo generała Papały, które od lat nie doczekały się wyjaśnienia. Czy genetyka sądowa mogłaby tu pomóc?

- Nie wiemy. Ślady biologiczne, takie jak np. niedopałki zebrane na miejscu zdarzenia, pozostają w gestii policji. Nas o ich przebadanie nie proszono. To zresztą jest kolejny problem. W wielu specjalnościach kryminalistycznych nie ma niezależnego laboratorium, które wykonywałoby ekspertyzy w sprawach, w których policja jest stroną.

Wróćmy na bezpieczny teren technologii... Jak duża musi być próbka, żeby dało się ją w sposób bezsporny zidentyfikować?

- Dziś wielkość praktycznie nie ma znaczenia. Kiedy 20 lat temu zaczynaliśmy naszą kryminalistyczną przygodę, do wyodrębnienia DNA potrzebowałem plamy krwi wielkości talerzyka. Współczesne metody są o wiele czulsze. Gdybyśmy dysponowali takimi w czasach tragedii w kopalni Wujek, nie byłoby problemu z ustaleniem, kto do kogo strzelał i z jakim skutkiem. Wystarczyłoby sprawdzić, jaką broń komu wydano, a następnie zbadać pociski (pod kątem balistycznym, ale także pod kątem biologicznych śladów, jakie na nich zostały po przejściu przez ciało ofiary), by ustalić, który policjant postrzelił którego górnika.

W którymś z odcinków CSI mimo braku możliwych do identyfikacji odcisków palców śledczym udało się zidentyfikować sprawcę na podstawie indywidualnej flory bakteryjnej pozostawionej na miejscu zbrodni. Czy to rzeczywiście możliwe?

- Tu już wkraczamy w sferę filmowego science fiction. Teoretycznie taka identyfikacja jest możliwa, tyle że... nie zostałaby dopuszczona w sądzie, bo jest metodą jeszcze zbyt mało rutynową.

To znaczy, że nie ma wartości dowodowej? Jak to właściwie jest z tą wartością dowodową analiz kryminalistycznych, w tym i tych DNA?

- Cóż, metoda jest dobra, ale zależy, w czyich rękach. To trochę tak jak z naprawą samochodu - w jednym warsztacie zrobią na tip-top, a w drugim spaprzą robotę. Tym ważniejsze są doświadczenie, rutyna i regularna atestacja laboratorium, zwłaszcza w przypadku próbek mieszanych. W dowodach rzeczowych można znaleźć całe bakteryjne zoo, trafia się też DNA zwierzęce jako domieszka.

Druga rzecz to kwestia interpretacji wyniku. Są tacy, którzy mówią: ważna jest tylko pełna zgodność! Profil DNA w jednej i drugiej badanej próbce ma być taki sam, to znaczy w obu porównywanych próbkach znajdujemy dokładnie to samo. To tak, jakbyśmy porównywali dwa różne zdjęcia tej samej osoby. Ale to sytuacja idealna, rzadko spotykana. W praktyce często wystarcza, jeśli w próbce dowodowej jest cały profil, z którym ją porównujemy, wszystkie sprawdzane cechy. Nieważne, że jest tam "coś jeszcze", czasem nawet bardzo dużo "czegoś". Taki wynik można porównać do wyłuskiwania poszukiwanego z tłumu widocznego na zbiorowej fotografii.

Ale to znaczy, że jeśli "dowodowe zoo" jest wyjątkowo bogate, to można je omyłkowo dopasować do więcej niż jednej osoby?

- To możliwe, choć mało prawdopodobne. Do eliminacji fałszywie pozytywnych wyników służą metody biostatystyczne porównujące m.in. prawdopodobieństwo tego, że znaleziony profil należy do jednej osoby, z tym że można go "złożyć" z cech wielu różnych, przypadkowych osób. Jeśli pierwsza sytuacja jest np. 16 razy bardziej prawdopodobna od drugiej, to prawie na pewno mamy sprawcę.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':