http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Przeszczep twarzy - życie doścignęło film

Wojciech Moskal
2012-01-09, ostatnia aktualizacja 2012-01-09 14:34

Amerykańscy lekarze po raz pierwszy dokładnie opisali całą serię wykonanych przez siebie transplantacji twarzy. W tym samym czasie władze USA ogłosiły, że chcą zwiększyć dostępność tego typu zabiegów

Mitch Hunter
Brigham and Women's Hospital
Mitch Hunter
Życie doścignęło film. Temat przeszczepu twarzy długo bowiem stanowił pożywkę dla X muzy (choćby w "Bez twarzy" z Johnem Travoltą i Nicolasem Cage'em). Po raz pierwszy taką operację wykonano naprawdę w 2005 r. - w Amiens we Francji nową twarz otrzymała oszpecona przez psa Isabelle Dinoire. Od tego czasu na całym świecie wykonano w sumie 18 zabiegów, za każdym razem coraz bardziej rozległych. W USA pierwszego przeszczepu twarzy dokonała pracująca w Cleveland Clinic Polka dr Maria Siemionow.

W najnowszym wydaniu "New England Journal of Medicine" naukowcy jednego z najlepszych amerykańskich szpitali - należącego do Uniwersytetu Harvarda Brigham & Women's Hospital w Bostonie - opisują po raz pierwszy całą potrójną serię transplantacji, które przeprowadzili w zeszłym roku. Dwóch pacjentów to 25- i 30-letni mężczyźni, ofiary ciężkiego poparzenia prądem. Trzeci, który swojego czasu wzbudził też największe zainteresowanie mediów, to kobieta - 57-letnia Charla Nash, która twarz straciła w wyniku ataku szympansa. W "NEJM" oprócz szczegółowego opisu procedur, jakim poddano całą trójkę, opublikowano również ich zdjęcia - przed zabiegiem, tuż po nim i kilka miesięcy później.

Co wynika z artykułu i zamieszczonych w nim fotografii?

Doba na stole operacyjnym

Przede wszystkim definitywnie między bajki trzeba włożyć teorie o tym, że dzięki przeszczepowi twarzy można jedną osobę upodobnić do drugiej (w "Bez twarzy" grający agenta FBI John Travolta "wkłada" skórę terrorysty - Nicolasa Cage'a - by dowiedzieć się, gdzie ten ukrył bombę). "Zarówno kształt kości czaszki, jak i jej inne cechy sprawiają, że po przeszczepie twarz się zmienia i nie przypomina dawcy" - pisze dr Bohdan Pomahac kierujący zespołem z Bostonu. Jego opinię potwierdziły rodziny dwóch dawców twarzy.

W kwalifikowaniu osób do przeszczepu kluczową rolę odgrywają kwestie psychiczne - pacjenci przechodzą bardzo dokładne testy, w których muszą dowieść, że będą w stanie znieść wyzwania, które niesie ze sobą tak ciężki zabieg i posiadanie nowej twarzy.

Według autorów pracy w "NEJM" każdy przeszczep jest operacją niepowtarzalną.

Z reguły trwa blisko 20 godzin. - Najtrudniejsze jest prawidłowe pozyskanie twarzy dawcy - mówi dr Pomahac. Ta część operacji odbywa się jednocześnie z działaniami drugiego zespołu chirurgów, który przygotowuje w tym czasie twarz biorcy - usuwa z niej wszystkie uszkodzone i niefunkcjonujące już tkanki. Potem następuje połączenie naczyń krwionośnych, nerwów, mięśni i struktur kostnych.

Początkowo nowa twarz jest bardzo silnie obrzęknięta i prawie nieruchoma. "Obrzęki w większości ustępują w ciągu sześciu tygodni. W tym samym czasie, a niekiedy nawet szybciej, chorzy odzyskują zdolności mimiczne" - wyjaśniają lekarze z Bostonu. Z reguły w ciągu kilku dni pacjenci są też w stanie samodzielnie jeść i pić.

Zdaniem lekarzy bardzo ważna rzecz to doświadczenie - uważają, że każda kolejna operacja szła im lepiej.

Nie oznacza to oczywiście, że były one łatwe czy pozbawione ryzyka. Wręcz przeciwnie, dramatycznych chwil nie brakowało. Wszyscy trzej pacjenci przeszli np. po zabiegu infekcje bakteryjne (u jednego rozwinął się nawet wstrząs septyczny), które na szczęście udało się zwalczyć. U dwójki doszło do jeszcze groźniejszego powikłania - w początkowej fazie rekonwalescencji ich organizm próbował gwałtownie odrzucić przeszczep. Lekarze zapobiegli temu dzięki odpowiednim dawkom leków immunosupresyjnych, które osłabiają działanie układu odpornościowego i są podawane rutynowo wszystkim osobom, którym przeszczepia się nowe narządy.

Teraz penis i macica?

Publikacja w "NEJM" zbiegła się z dość nieoczekiwaną decyzją władz USA, by przeszczepy twarzy oraz rąk i nóg podlegały takim samym regulacjom jak transplantacje serca czy nerek. Health Resources Services Administration - agencja rządowa regulująca kwestie związane z przeszczepami - chce, by zostały stworzone ogólnonarodowe listy oczekujących i system pobierania twarzy, rąk i nóg od zmarłych dawców. Obecnie istnieją one tylko lokalnie, na poziomie konkretnych stanów.

W praktyce oznacza to, że takie operacje staną się w USA coraz bardziej powszechne.

Jak się uważa, Amerykanom chodzi głównie o ich żołnierzy. Według szacunków ponad tysiąc weteranów wojen w Iraku i Afganistanie straciło tam rękę lub nogę, a blisko dwustu odniosło tak ciężkie obrażenia twarzy, że pomóc im może tylko przeszczep. To dlatego Departament Obrony USA mocno finansuje prace lekarzy z Bostonu i Cleveland.

Autorzy projektu chcą, by oprócz twarzy, całego ramienia czy nogi na rozszerzonej liście znalazły się także: stopa, staw skokowy, palce rąk, tchawica, struny głosowe, przednia ściana brzucha, a nawet macica i penis. Innymi słowy, narządy, które przynajmniej raz próbowano - i to nie tylko w USA - z powodzeniem przeszczepić.

- Doszliśmy do punktu, w którym w ludzkim ciele prawie nie ma już narządu, którego nie moglibyśmy przeszczepić drugiemu człowiekowi - komentuje w wywiadzie dla agencji AP dr Pomahac.

Czy decyzja władz USA zakończy spory i dyskusje wokół przeszczepów twarzy? Już od pierwszych zabiegów spora grupa naukowców, lekarzy i etyków wyrażała wobec nich swój sprzeciw. Przede wszystkim chodziło im o to, że ta bardzo ryzykowna operacja - związana z koniecznością przyjmowania do końca życia leków immunosupresyjnych, które mogą zwiększyć ryzyko groźnych infekcji i rozwoju pewnych chorób nowotworowych - jest stosowana nie do ratowania życia, tylko do polepszenia jego jakości.

Sprzeciwy przygasły, gdy zdecydowana większość zabiegów zakończyła się sukcesem. Jak podaje AP, były tylko dwa przypadki zgonów. Jeden w Chinach, o którym wiadomo bardzo mało - pacjent nie dostał bądź odmówił przyjmowania leków zapobiegających odrzuceniu przeszczepu. A drugi we Francji - mężczyzna, któremu przeszczepiano twarz i obie ręce, zmarł podczas zabiegu na zawał serca.

Natomiast ludzie, którzy dostali nową twarz i - jak sami dziś mówią - nowe życie, są gorącymi zwolennikami takich przeszczepów.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':