http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Chcę nowego, lepszego męża/ żonę!

Irena Cieślińska, Piotr Cieśliński
2012-01-04, ostatnia aktualizacja 2012-01-04 09:58

tabela badań
tabela badań
.

Sylwester i Nowy Rok to tradycyjnie czas kiedy, podejmujemy postanowienia na nadchodzące dwanaście miesięcy. Wiele z nich dotyczy naszego zdrowia

Chcę mieć nowego, lepszego męża!

Jeśli wierzyć statystykom, w zeszłym roku pod choinką takie życzenie wypowiedziało blisko 25 tysięcy Polek. Aż czterech na stu Polaków złożyło sobie postanowienie noworoczne "rozwiodę się" . To absolutny ewenement w skali świata. Mieszkańcy innych krajów składali takie deklaracje co najmniej cztery razy rzadziej.

Oczywiście, postanowienia to jedno, a ich realizacja to inna sprawa. Dla przykładu Amerykanie co rok obiecują sobie, że schudną, i co z tego? My z kolei przy każdej okazji życzymy sobie "dużo zdrowia" lub "abyśmy zdrowi byli". Pytanie, czy robimy cokolwiek, co pozwala się do tego celu przybliżyć? Obywatele zza oceanu marzą o zrzuceniu zbędnych kilogramów, wcinając spokojnie popcorn przed telewizorem, a my poprzestajemy na niezdrowym trybie życia, licząc, że życzenie "zdrowia" spełni się samo.

A oba marzenia - i te o zdrowiu, i o lepszym mężu - można przy niewielkim wysiłku połączyć w jedno. I nie trzeba się do tego rozwodzić. Wystarczy choć trochę zainwestować w już posiadanego mężczyznę.

Przede wszystkim - trzeba zatroszczyć się o przegląd okresowy. W końcu mężczyzna mojego życia dwa razy do roku wymienia opony w moim aucie i regularnie zawozi samochód na badania techniczne. Swoje ciało traktuje jednak z dużo większym lekceważeniem, bo nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz zafundował sobie gruntowny przegląd. To dotyczy zdecydowanej większości panów.

Warto namówić ich do sprawdzenia słuchu, także wzroku, nawet jeśli są głęboko przekonani (a zwykle są), że nic im nie dolega. Zazwyczaj przyzwyczajamy się do swoich ograniczeń i wydaje nam się, że z naszymi zmysłami wszystko jest po staremu, mimo że słuch już nie ten sam, a i nie od rzeczy byłoby sięgnąć po okulary, zamiast męczyć wzrok.

To tak jak w anegdocie o mężczyźnie, który niepokoił się tym, że jego żona niedosłyszy. Aby sprawdzić jej słuch, stanął w drugim końcu pokoju i podniesionym głosem zapytał: słyszysz mnie? Nie usłyszał odpowiedzi. Wtedy stanął pośrodku pokoju i powtórzył pytanie. Znowu nic. Wtedy podszedł do żony i prawie do jej ucha krzyknął: trzeci raz cię pytam, czy mnie słyszysz! No właśnie - usłyszał w końcu głos żony - a ja trzeci raz ci odpowiadam, że tak!

Do wykrycia najbardziej powszechnych chorób nie trzeba wcale wymyślnych i kosztownych metod - tomografii pozytronowej, rezonansu magnetycznego, tajemniczego holtera czy nawet ultrasonografii. Często wystarczy sama analiza krwi i moczu, pomiar ciśnienia czy choćby... obwodu w pasie. Jeśli ktoś nie ma możliwości wykonania badań bezpłatnie (często można dostać skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu), warto zainwestować we własne zdrowie. To kosztuje, ale nie tak dużo, jak zazwyczaj sądzimy. Rzut oka na załączoną tabelkę pozwala stwierdzić, że gruntowny przegląd partnera to wydatek ok. 300 zł rocznie. Zawsze łatwiej i taniej jest zapobiegać chorobie, niż ją leczyć, kiedy się rozwinie.

Niestety, badań profilaktycznych często unikamy wcale nie ze względów finansowych! Podświadomie odwlekamy wyrok. Wydaje nam się, że dopóki nie pójdziemy do lekarza, to cukrzyca czy nadciśnienie nas oszczędzą. To bardzo naiwne podejście. Nie wolno traktować profilaktyki jak pułapki zastawianej przez lekarzy chcących zdrowym ludziom przypisać tę czy inną dolegliwość. Lepiej jest myśleć o nich jako o teście, który pozwoli utwierdzić się w przekonaniu, że jesteśmy zdrowi.

Po przeglądzie okresowym mężczyzny powinniśmy otrzymać egzemplarz zdrowszy, silniejszy, pogodniejszy i bardziej zadowolony z życia niż materiał wyjściowy. Osobną kwestią jest to, czy zadowolenie z życia obejmie też zadowolenie z małżonki, która zaordynowała całoroczną kontrolę zdrowia, czy też mężczyzna odnowiony nie obieca sobie pod lampkę szampana: w przyszłym roku na pewno się rozwiodę.

Chcę mieć nową, lepszą żonę!

Jeśli wierzyć statystykom, po 40. roku życia 65 proc. panów dopada tzw. kryzys wieku średniego, a jednym z jego objawów jest podobno desperacka chęć wymiany żony na nowy, młodszy model.

Po co jednak wymieniać, skoro gwarancja straciła już ważność (zresztą, nie ukrywajmy, w czasie ślubu nikt niczego nam nie gwarantował), a nikt nam nie da pewności, że nowa żona będzie lepsza. Wiadomo, lepszy wróbel w garści etc. Sednem noworocznego postanowienia powinno być więc ulepszenie żony, a nie wymiana. Tylko jak?

Wiem, że statystycznie będzie żyła dłużej ode mnie i o swoje zdrowie sama najlepiej zadba. Moje rady są tu raczej zbędne, zresztą widzieliście gdzieś w internecie stronę pod tytułem "jak zadbać o zdrowie swojej kobiety?". Nie ma takich, bo najwyraźniej ich nie potrzeba. Jak w anegdocie o młodym autorze, który namawiał wydawnictwo na druk swego dzieła, argumentując, że nie ma takiego na rynku. Wydawca mu odpowiedział: a zastanawiał się pan, dlaczego nie ma? Kobiety myślą o swoim zdrowiu więcej niż faceci i nie trzeba ich do tego aż tak bardzo zachęcać. To jest jedna z przyczyn, dla których one żyją dłużej od nas.

O co więc mogę się postarać? Kluczem jest stara prawda, że nie tyle ważna jest długość, ale jakość. Życia, oczywiście. Bo tak naprawdę chodzi nam - facetom - o to, by mieć u boku kobietę, która jest zadowolona. Z siebie oczywiście.

Przede wszystkim trzeba zacząć im towarzyszyć w ich nieustannym zapale dbania o własne zdrowie, fitness i kondycję, czy próbowaniu różnorakich diet. My, ich mężczyźni, musimy być ich pierwszą i najbliższą grupą wsparcia. Wielkim błędem jest powstrzymywanie ich przed kolejną dietą "ostatniej szansy" zapewnieniami "ależ świetnie wyglądasz, kochanie, a ta odrobina tłuszczu tylko dodaje ci uroku". To tylko je rozjuszy. Zaciśnij zęby i dzielnie przystąp do diety razem z nią. Razem na pewno dacie radę i przy okazji może też trochę zredukujesz własny piwny brzuszek.

Jeszcze lepiej jednak, jeśli ją chytrze przekonasz, że to samo co dieta, a nawet więcej, jest w stanie dać aktywność fizyczna, która za jednym zamachem poprawia zdrowie, aparycję i kondycję. Nasi przodkowie z paleolitu jedli dużo więcej niż my, i to prawie samo mięso, a byli żylaści i chudzi - dlatego że się dużo więcej ruszali, przemierzali co najmniej 30 km dziennie piechotą.

Uwaga, często popełnianym błędem jest zachęcanie kobiety do typowo męskich czy bardzo kolektywnych sportów - "idę z kolegami pograć w kosza, może się z nami poruszasz?". Tu chodzi o takie zajęcia, które robicie we dwójkę, a nie z całymi koszarami. Na przykład wspólne bieganie czy biegówki na śniegu. Prawdziwą przyjemność sprawisz jednak żonie wtedy, kiedy razem z nią zapiszesz się na kurs tańca towarzyskiego (półtorej godziny rock and rolla, samby, czy jive'a potrafi bardziej zmęczyć niż turniej piłki halowej) albo zaczniecie uprawiać jeździectwo. One kochają konie! Z jakiegoś tajemniczego powodu w stajniach jest przytłaczająca przewaga dziewczyn i kobiet nad facetami. Jazda konna świetnie robi na kręgosłup, no i daje nam dodatkowe godziny spędzone wspólnie na świeżym powietrzu i słońcu.

Bardzo ważne: to musi być twoja inicjatywa. Żona nie może mieć poczucia, że robisz to z musu. W ten sposób już po roku starań dostaniesz egzemplarz odnowiony, mający lepsze samopoczucie, zadowolony z życia, z siebie i - na koniec - także z ciebie.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':