http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Państwo na gapę

Jacek Żakowski
2011-09-05, ostatnia aktualizacja 2011-09-05 17:22

Jak pomóc młodzieży, dla której umowy śmieciowe są głównym problemem wchodzenia na rynek pracy zapytała Katarzyna Kolenda-Zaleska uczestników wyborczej debaty w TVN24. Odpowiedzi były żenujące

Jacek Żakowski
fot.
Jacek Żakowski
ZOBACZ TAKŻE
Lepiej uczyć w szkołach. Podnieść płacę minimalną. Zwiększyć pomoc dla biednych. Nikt nie zdobył się na wysiłek, żeby odpowiedzieć, skąd się wzięła erupcja umów śmieciowych. A odpowiedź jest prosta.

Umowy śmieciowe, czyli zatrudnianie na krótko, na zlecenie, na umowę o dzieło albo na umowę cywilną, nie są wymysłem krwiożerczych kapitalistów ani fanaberią cwanych pracowników. Są produktem polityki państwa wierzącego, że takie "uelastycznienie rynku pracy" ożywi gospodarkę i zmniejszy bezrobocie. Fałszywość tej wiary wykazał Christopher Pissarides, który dostał Nobla za ekonomię pracy. Kraje "elastyczne" mają często większe bezrobocie niż państwa o "sztywnym rynku pracy". Polscy politycy wciąż jednak w fetysz "elastyczności" wierzą i promują ją, jak umieją.

System podatków (PIT) i składek (zdrowotnych i emerytalnych) jest tak zbudowany, że wybierający umowy śmieciowe są zwolnieni z większości ciężarów. Składek nie płacą wcale lub płacą je w minimalnym wymiarze. Podatki (PIT) płacą od połowy (dzieło) lub 80 proc. (zlecenie) wypłaty, albo wedle 19-procentowej stopy (samozatrudnienie) z możliwością odpisania licznych "kosztów uzyskania". Przy tak potężnych zachętach trzeba być wariatem, frajerem albo patriotycznym czy socjalnym świrem, żeby podpisywać umowę o pracę.

Państwowa Inspekcja Pracy faktycznie zaniechała egzekwowania przepisów kodeksu pracy, który mówi, że większość osób zatrudnianych na umowach śmieciowych powinna być zatrudniona na umowach o pracę. Samo państwo zresztą coraz częściej ucieka w szarą strefę pracy.

Na umowach śmieciowych pracują m.in. pielęgniarki, sanitariusze, salowe, lekarze w publicznej służbie zdrowia, pracownicy mediów publicznych, rosnąca część urzędników i bardzo wiele grup zawodowych, których praca jest "outsorsowana", czyli kupowana przez państwo jako usługa zewnętrzna. Nawet ministerstwa ogłaszające przetargi na usługi (ochrona, catering, sprzątanie) nie interesują się tym, czy osoby, które je wykonują, są zatrudniane zgodnie z kodeksem. Wiadomo, że zwykle nie są, dzięki czemu usługi outsorsowane są tańsze. Tańsze są dla pojedynczego urzędu. Dla państwa jako całości są droższe. To, co przedsiębiorca wygrywający kontrakt zaoszczędzi na niezapłaconych podatkach i składkach, w dużej części trafia do jego kieszeni, a tylko częściowo obniża cenę kontraktową.

W ten sposób polskie państwo samo się okrada i oszukuje, powodując przy tym katastrofę społeczną w postaci "pokolenia umów śmieciowych" i finansową w postaci deficytu budżetu i ubezpieczeń społecznych. A kiedy państwo się samo okrada i oszukuje, trudno dziwić się prywatnym przedsiębiorcom, że coraz powszechniej idą jego śladem.

Można powiedzieć, że państwo ma prawo samookradać się i samooszukiwać. Ale cenę za to płacą pracownicy. Jedni (mający śmieciowe umowy) tracą prawa, które są oczywiste w cywilizowanych krajach. Drudzy (mający umowy o pracę) płacą większe podatki i składki, by z konieczności wyrównać to, czego nie zapłacili "pracodawcy na gapę" (w tym państwo) oraz ich pracownicy.

Dalej tak się to kręcić nie może. To widać nie tylko, gdy się patrzy na los młodego pokolenia. Proszę więc bardzo polityków, żeby nam już nie wciskali tych głodnych kawałków, że trzeba lepiej uczyć i pomagać biednym. To oczywiste. Proszę mi powiedzieć, kiedy wreszcie praca w Polsce będzie jednakowo opodatkowana i oskładkowana niezależnie od tego, jak się nazywa umowa, na podstawie której jest wykonywana. I kiedy PIP zacznie egzekwować uczciwe warunki pracy. Żadnej większej filozofii nie trzeba, by nowa polska plaga, nad którą tylu polityków, publicystów i ekonomistów się z troską pochyla, znikła z roku na rok.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3
  • 2
  • 1
  • 6
  • 2
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    31 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':