W trakcie dyskusji o nowej doktrynie obronnej Sojuszu w natowskim slangu wielką karierę robi określenie comprehensive approach - kompleksowe podejście. Zgodnie z tą doktryną Sojusz w przyszłości miałby się zajmować nie tylko obroną własnych członków, do czego został powołany w 1949 r. Ma m.in. monitorować sytuację ekonomiczną i ewentualne konflikty o surowce, walczyć z cyberprzestępczością, śledzić skutki globalnego ocieplenia, prowadzić operacje humanitarne, zajmować się bezpieczeństwem energetycznym.
W zasadzie część tych zadań już wykonuje. Trzy lata temu prowadził operację humanitarną podczas wojny w Darfurze. Misja w Afganistanie jest pierwszym przypadkiem w historii, gdzie Sojusz nie tylko wystąpił zbrojnie (uczynił to już w 1999 r., rozpoczynając naloty na Jugosławię), ale rozpoczął akcję daleko poza obszarem północnego Atlantyku, który zgodnie z doktryną jest obszarem jego działalności.
Zapewne zupełnie przypadkowo obchody 11. rocznicy wstąpienia Polski do NATO zbiegają się ze zwiększeniem naszego zaangażowania w Afganistanie. VII zmiana polskiego kontyngentu, która zostanie wysłana do Kabulu na wiosnę, ma liczyć 2600 żołnierzy, o 600 więcej niż poprzednia. Ponadto w kraju ma pozostać 200 żołnierzy gotowych do natychmiastowego przerzutu.
Paradoksalnie, operacja afgańska jest zarazem wielkim testem przyszłej doktryny w mikroskali. Gen. Egon Ramms, dowódca operacyjny NATO, tłumaczył to tak: - Jeśli chcemy odciąć talibów do pieniędzy, musimy zwalczać handel narkotykami, jeśli chcemy zwalczać handel narkotykami, musimy rolnikom w Afganistanie zapewnić możliwość uprawy czegoś innego niż mak na opium. Jeśli chcemy, by mogli pracować, musimy im zapewnić bezpieczeństwo. Naszym pierwszym celem jest zwalczenie talibów, ale drugim - powstrzymanie napływu narkotyków do Europy (80 proc. opiatów w Europie pochodzi z Afganistanu). Wojskowi muszą więc nie tylko strzelać, ale prowadzić misje policyjne i znać się np. na uprawie cytrusów.
Z punktu widzenia Polski istotne jest, aby w przyszłej doktrynie Sojuszu niezmienny pozostał artykuł 5 gwarantujący kolektywną obronę. Tyle że Afganistan jest również świetnym przykładem działania w myśl tego artykułu.
Mało kto pamięta, że po zamachu na World Trade Center NATO zadeklarowało, iż traktuje atak na Amerykę jako atak na Sojusz. Rozpoczęta w październiku 2001 r. interwencja w Afganistanie miała poparcie całego NATO (w odróżnieniu od wojny w Iraku, którą
USA prowadziły wraz z "koalicją chętnych" przy niechęci, a nawet sprzeciwie części krajów Sojuszu). W 2002 r., Polska wysłała do Afganistanu 120 żołnierzy - głównie saperów i logistyków.
W kontekście powiększenia polskiego kontyngentu w Afganistanie pojawiło się pytanie, czy ta operacja nie kosztuje nas zbyt dużo (sformułował je m.in. były wiceminister obrony z SLD Janusz Zemke). Pytanie jest jednak inne: Czy przegrana w Afganistanie nie będzie kosztowała nas więcej?
Zapewne będziemy musieli się w przyszłości przyzwyczaić, że NATO będzie organizacją od wszystkiego i jeśli Polska chce mieć wpływ na bieg świata, będzie musiała w tych operacjach uczestniczyć. Trudno powiedzieć, czy takiej roli podoła, ale innej, równie sprawnej organizacji na naszym globie nie ma.