http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dzieci - "dobro luksusowe"

Adam Leszczyński
2010-02-01, ostatnia aktualizacja 2010-02-01 10:02

Politycy, porzućcie marzenia, że receptą na niski przyrost naturalny w Polsce jest zbudowanie konserwatywnej utopii, w której kobiety - koniecznie po ślubie kościelnym - będą się zajmowały dziećmi, domem i mężem. To jak zawracanie Wisły kijem - poniedziałkowy przegląd prasy

Adam Leszczyński
fot. Piotr Bernaś/AG
Adam Leszczyński
"Dzieci rodzą się dziś wtedy, kiedy sami uznamy, że nas na ich wychowanie stać" - mówi demograf prof. Krystyna Iglicka w fascynującym wywiadzie dla "Polska The Times". Jeżeli ktoś jeszcze ma złudzenia - które zdaje się podzielać znaczna wielu naszych prawicowych publicystów - że Polacy są "z natury" przywiązanymi do tradycji, religijnymi konserwatystami, powinien go przeczytać. Nic bardziej dobitnie nie pokazuje zmiany społecznej w Polsce w ostatnim dwudziestoleciu niż sposób, w jaki Polki i Polacy myślą dziś o zakładaniu rodziny.

Iglicka: "W okresie PRL normą było, że na rodzinę zarabiał mąż, a domem i dziećmi opiekowała się kobieta. W nowej Polsce sytuacja się zmieniła. Kobiety częściej studiowały, łatwiej dostawały dobrą pracę, zmienił się system wartości. To wszystko spowodowało, że coraz więcej kobiet decydowało się zaledwie na jedno dziecko. I to nie zmienia się w zasadzie od lat ( ) W ostatnich latach współczynnik scholaryzacji wzrósł kilkakrotnie. Kobiety znacznie częściej studiują, potem idą do pracy. A na dziecko decydują się dopiero po trzydziestce. ( ) Większych różnic między wsią a miastem pod tym względem w zasadzie już nie ma. Są media, jest internet, tak samo dużo osób wyjeżdża za granicę ze wsi, jak i z miasta. I tak samo większość kobiet woli iść do pracy niż wychowywać gromadę dzieci."

Każda społeczna zmiana ma oczywiście dobre i złe strony. Plusem jest wolność: Polacy mają dziś dzieci co raz częściej nie dlatego "że tak wypada" - tylko decydują się na nie świadomie. Coraz więcej dzieci (w miastach prawie co czwarte!) rodzi się też w związkach pozamałżeńskich. Powody są - jak sądzi demograf - przede wszystkim ekonomiczne: "Kiedyś kobiety wychodziły za mąż między innymi dlatego, że mąż dawał im bezpieczeństwo ekonomiczne. Dziś kobieta jest w stanie sama na siebie zarobić i dlatego częściej decyduje się na dziecko, będąc w niesformalizowanym związku".

Skoro decyzja o założeniu rodziny - i tym, jak ona ma funkcjonować - ma zawsze także ekonomiczny wymiar, to w polskich realiach oznacza także tyle, że dziecko stało się - jak mówi prof. Iglicka - "dobrem luksusowym". Najwięcej dzieci rodzi się dziś w najbogatszych regionach kraju. Iglicka: "Decyzja o kolejnym dziecku wiąże się zazwyczaj z koniecznością odsunięcia kobiet na jakiś czas od pracy zawodowej. Tylko nieliczne rodziny mogą sobie na to pozwolić. I ta sytuacja nie zmieni się dopóki prywatne przedszkola będą kosztowały ponad tysiąc złotych ( )".

Jaki z tego morał dla naszych polityków? Porzućcie marzenia, że receptą na niski przyrost naturalny w Polsce jest zbudowanie konserwatywnej utopii, w której kobiety - koniecznie po ślubie kościelnym - będą się zajmowały dziećmi, domem i mężem. To jak zawracanie Wisły kijem. Te czasy nie wrócą. Polacy mogą deklarować przywiązanie do religii i konserwatywnych wartości, ale w codziennym życiu coraz częściej zachowują się tak jak przedstawiciele innych narodów nowoczesnej Europy - czy wam się to podoba, czy nie.

Żeby Polki chciały mieć więcej dzieci, trzeba więc odwołać się do sposobów z powodzeniem stosowanych na Zachodzie - m.in. we Francji (dziś Francuzki - i to bynajmniej nie imigrantki z krajów arabskich - mają dużo więcej dzieci niż Polki). Potrzeba więc aktywnej, przemyślanej polityki społecznej: osłon socjalnych dla kobiet w ciąży i rodziców wychowujących dzieci (zwłaszcza samotnych rodziców, których będzie coraz więcej), w tym dodatków rodzinnych na dzieci w wysokości godnej cywilizowanego kraju oraz bezpieczeństwa zatrudnienia. Potrzeba dostępnych żłobków i przedszkoli oraz dobrych publicznych szkół, którym można bezpiecznie powierzyć edukację dziecka. Kiedy rodziny będą miały zapewnione to elementarne bezpieczeństwo ekonomiczne, dzieci będzie więcej.

Nie, becikowe nie wystarczy. Apelowanie do religii i patriotyzmu też nie.

A teraz na co czekacie, panie i panowie politycy? Do roboty! Że co? Że to kosztuje? Że budżet nie wytrzyma? Ale dzieci kosztują - mam czteroletniego syna i dobrze o tym wiem! Rytualne zawodzenie nad wiszącą nad Polską demograficzną katastrofą sprawy nie załatwi. Albo znajdziemy te pieniądze, albo dzieci będzie mało - za mało, żeby zarabiać na nasze emerytury.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 18 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    56 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':