Atak na Silvia Berlusconiego podczas wiecu wyborczego w Mediolanie był dziełem człowieka od lat leczonego psychiatrycznie i gigantycznym blamażem licznej przecież ochrony włoskiego premiera. A jednak ma wymiar szerszy. Gdyby włoscy publicyści znali lepiej historię Polski, przytoczyliby być może przykład Eligiusza Niewiadomskiego, zabójcy Gabriela Narutowicza. Polski prezydentobójca popełnił również czyn szaleńczy, ale - gdyby włoscy publicyści znali również polską poezję - pewnie zacytowaliby oskarżający podżegaczy do tej zbrodni wiersz Tuwima:
Wy, w chichocie zastygli, bladzi, przestraszeni,
Chodźcie, głupcy, do okien - i patrzcie, i patrzcie!
Trzeba oczywiście zachować proporcję. Massimo Tartaglii na szczęście nie udało się uczynić premierowi większej krzywdy. Kampania nienawiści wobec Polski Piłsudskiego rozpętana przez środowiska narodowe była nieporównywalna w skali do antyberlusconiańskiej kampanii włoskiej lewicy. A jednak dzisiaj we Włoszech wszyscy mają moralnego kaca. Za wzrastające napięcie pomiędzy dwoma zwalczającymi się blokami - zwolennikami Berlusconiego i jego przeciwnikami odpowiadają obie strony. Silvio Berlusconi umiejętnie demonizował przeciwnika, konsekwentnie nazywając przedstawicieli lewicy komunistami i przypisując im intencje godne Stalina. Ale i włoska lewica, bezsilna wobec fenomenu miliardera-populisty, używa coraz bardziej niebezpiecznych chwytów retorycznych. Powstał przecież już film fabularny "Zabić Berlusconiego", powstała grupa "Zabić Berlusconiego" na Facebooku. Z przyzwolenia na rosnącą słowną agresję do agresji rzeczywistej już niedaleko. We Włoszech, które mają swoją krwawą historię terroryzmu, zamach na premiera zabrzmiał jak dzwonek alarmowy.
Nie dziwi więc, że "La Repubblica" - potężny lewicowy dziennik, od lat atakujący Berlusconiego, dziś piórem swego naczelnego Ezia Maura pisze: "Jeśli nawet czyn z Placu Katedralnego jest tylko aktem szaleństwa, gra toczy się o wolność. Wolność Berlusconiego do przedstawiania własnych idei i własnej polityki zbiega się z naszą wolnością krytykowania go. Ten obszar wolności nazywa się demokracją - brońmy jej".