http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kaczyński po partyzancku

Marcin Wojciechowski
2008-11-25, ostatnia aktualizacja 2008-11-25 00:00

To gorzej niż zbrodnia, to błąd - mawiał cyniczny geniusz francuskiej dyplomacji Talleyrand. Niedzielna wyprawa prezydenta Kaczyńskiego w gruzińskie góry była błędem. Polski prezydent zbiera gorzkie żniwo bezkrytycznego poparcia dla rządzącego Gruzją Micheila Saakaszwilego, którego trudno nazwać odpowiedzialnym politykiem.

Marcin Wojciechowski
.
Marcin Wojciechowski
Tak, sytuacja Gruzji jest dramatyczna, nie można zostawić jej na pastwę losu. Tak, Rosja nie wywiązuje się w pełni z rozejmu zawartego pod koniec sierpnia. Ale Gruzinom trzeba pomagać z głową, skutecznie, nie po partyzancku, narażając się na kpiny i nieufność partnerów z NATO i Unii Europejskiej.

Wojna w Gruzji nie jest bowiem tak czarno-biała, jak uważa prezydent Kaczyński. Choć Rosjanie prowokowali, to pierwszy w sierpniu za spust pociągnął Saakaszwili - potwierdza to raport OBWE. Lech Kaczyński tego nie widzi - jakby zauroczony Saakaszwilim. On zaś traktuje polskiego prezydenta jak człowieka, który przyjmie wszystko, co mu się powie.

Saakaszwili zawiózł Kaczyńskiego pod Achałgori, by pokazać światu, że Rosjanie nie wycofali się całkiem z Gruzji. Sprawa jest sporna, bo powiat Achałgori jest wprawdzie częścią Południowej Osetii, ale do sierpnia - czyli rosyjskiej interwencji - był pod kontrolą Gruzji. Świat uznaje, że Gruzja ma prawo do Achałgori, ale Rosjanie i Osetyjczycy mają to w nosie; upierają się, że to ziemie Osetii. O tym trzeba rozmawiać, naciskać na Rosję, wiercić jej dziurę w brzuchu.

Wczoraj pisałem, że eskapada obu prezydentów "była prowokacją mającą pokazać światu, że Moskwa nie realizuje planu pokojowego o wycofaniu swoich wojsk z Gruzji". Dziś widać, że była to demonstracja na użytek Zachodu i mediów.

Niestety, brawurowa akcja obu prezydentów okazała się nieskuteczna i nieodpowiedzialna. Zamiast współczucia dla Gruzji wywołała irytację, uśmiechy politowania, obawę: co ten Kaczyński znowu wyprawia. Pal licho Francuzów czy Niemców, którzy nie oczekują od Kaczyńskiego nic dobrego. Kaukaska eskapada prezydenta może jednak zrazić do Polski partnerów w naszym regionie. Są oni gotowi wspierać Gruzję - i dali na to dowody - ale nie za cenę konfliktu zbrojnego z Rosją.

Wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby dowódcy osetyjskiego posterunku pod Achałgori puściły nerwy i wydał rozkaz ostrzelania prezydenckiej kolumny. Wybuchłby gigantyczny kryzys między Polską, Rosją, Gruzją, UE, NATO. Co by mogło z tego wyniknąć? Ciarki przechodzą.

Prezydent Kaczyński ani jego doradcy tego nie widzą. A swoim krytykom ubliżają, nazywając ich "prorosyjskim lobby". Kto się z nami nie zgadza, musi być zdrajcą albo ruskim agentem.

Jadąc w sierpniu do Tbilisi po rosyjskiej napaści na Gruzję, Lech Kaczyński wykonał ważny gest; można się najwyżej czepiać jego zbytniej wojowniczości wobec Rosji. Kaczyński potrafił być wtedy prezydentem wolnego kraju. Wraz z innymi przywódcami regionu pokojowo manifestował na rzecz wolności, przeciwko mrzonkom o odbudowie imperium.

Niestety, niedzielna wyprawa była karykaturą sierpniowego wyjazdu. W gruncie rzeczy osłabia, a nie wzmacnia sympatię świata dla Gruzji.

Improwizując tę eskapadę, polski prezydent przyjął rolę, którą narzucił mu Saakaszwili. Nieobliczalny polityk, w gorącej wodzie kąpany.

Z taką opinią nie da się zbudować silnej pozycji Polski w świecie. Nie da się także realnie pomóc w Gruzji, co samo w sobie jest słuszne. Prezydent nie po raz pierwszy osiąga efekt odwrotny do zamierzonego.

  • 46 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':