Do Triestu przyjechaliśmy z Wenecji po paru intensywnych, turystycznych dniach. Prawie dwie godziny pociąg mknął przez nieefektowne płaskie Veneto, przecinając ciągnące się po horyzont pola kukurydzy. Dopiero tuż przed Triestem krajobraz zmienił się diametralnie, pojawiły się pagórki i jary.
O ile w Wenecji czuliśmy się jak jedni z wielu tysięcy anonimowych turystów z całego świata, o tyle w Trieście już po paru godzinach mieliśmy wrażenie, że od dawna tu mieszkamy. Wenecja żyje rytmem tworzonym przez przyjezdnych i na ich potrzeby. Triest żyje swoim rytmem, a mimo to niepostrzeżenie przyjmuje gości do grona mieszkańców.
*** Z dworca kolejowego przy rozległym, eleganckim i pełnym zieleni Piazza della Libertá idzie się do centrum szeroką Corso Cavour. Ulica początkowo prowadzi między wysokimi XIX-wiecznymi budynkami użyteczności publicznej i ceglanymi magazynami portowymi. Infrastruktura portowa to piękny przykład architektury postindustrialnej czekającej na "kulturalne" wykorzystanie. Minąwszy z jednej strony wchodzący w głąb miasta Canale Grande, z drugiej widok na Adriatyk, wchodzimy na nadmorski bulwar Riva Tre Novembre. Przed nami najokazalszy w Trieście plac - Piazza Unitá d'Italia. Z trzech stron otaczają go pompatyczne gmachy o bogato zdobionych fasadach (nocą pięknie podświetlone), z czwartej otwarty jest na morze i zmienia nazwę na Riva di Mandracchio. Nad całą zatoką, nad którą leży Triest, dominują szarobiałe budowle o zaśniedziałych dachach. Szerokie, starannie utrzymane nadbrzeże wcina się kilkoma kamiennymi molami w głąb morza. Przy nich, a zwłaszcza przy Molo Fratelli Bandi, na którego końcu stoi latarnia morska, cumują żaglówki i eleganckie
jachty. Do niektórych przybijają statki towarowe (Molo IV), a przy Molo Audace przez cały dzień stał wielopiętrowy statek pasażerski.
Zwarte urbanistycznie centrum otaczają zalesione wzgórza. Na ich zboczach rozsiadły się malownicze dzielnice willowe, pojedyncze pałace i pałacyki. Nad wszystkim góruje masywnym zarysem warowny zamek Castello di San Giusto.
*** Centrum przebudowano w stylu neoklasycystycznym w czasach rządów cesarzowej Marii Teresy Austriackiej - na jej cześć nosi teraz nazwę Borgo Teresiano. Pozostawiono tu w nienaruszonym stanie budowle barokowe, a później wstawiono plomby w stylu secesyjnym i modernistycznym. Najbardziej charakterystyczny jest szeroki Canale Grande, który łączy się z morzem (po Wenecji pociętej kanałami we wszystkie strony wygląda jak architektoniczny żarcik). Przecina część miasta i kończy się pod neoklasycystycznym kościołem św. Antoniego Cudotwórcy. Jest schludnie utrzymany, a cumujące w nim łódki i małe żaglówki wyglądają niezwykle malowniczo. Tuż obok, na placu Verdiego wybudowano Teatro Verdi będący niemal kopią mediolańskiej La Scali.
Niedaleko Canale Grande przy Piazza San Antonio Nuovo wstąpiliśmy do serbsko-ortodoksyjnego kościoła św. Spirydiona. Masywna, szara bryła z naturalnymi "zaciekami" kamiennej elewacji, zwieńczona blaszanymi kopułami, góruje nad tą częścią miasta. Nad głównym wejściem widnieje mozaika przestawiająca anioła o rozpostartych skrzydłach, po obu jej stronach utrzymane w tym samym neobizantyjskim stylu dwie rzeźby nadnaturalnej wielkości świętych. Rozległe wnętrze z ogromnym ikonostasem jest mroczne i tonie w oparach dymu z kadzideł. Rozświetlają je chwiejne płomyki cieniutkich woskowych świec wetkniętych w piasek wypełniający misy wysokich złotych lichtarzy. Wyznawcom prawosławia służy też XVII-wieczny, skromniejszy kościół św. Mikołaja.
*** Mieszkaliśmy w centrum na via San Nicolo zamkniętej dla ruchu kołowego. W eleganckich mieszczańskich kamienicach o ciekawych eklektycznych fasadach mieszczą się
luksusowe sklepy, kawiarnie i restauracje. Wieczorami ich ogródki zapełniają się gwarnym tłumem młodych ludzi. Ten śródziemnomorski nocny gwar, brzęk sztućców i kieliszków wcale nie jest denerwujący - przeciwnie, stwarza harmonijny, spokojny nastrój. Tuż obok naszej trzypiętrowej kamienicy, pod nr. 30 znajdował się antykwariat Libreria Antiguaria Umberto Saba. W okresie międzywojennym kierował nim jeden z najwybitniejszych pisarzy włoskich triesteńczyk Umberto Saba (1883-1957). Parę metrów od księgarni - czynnej nieprzerwanie od tego czasu - stoi pomnik pisarza. Zatrzymana w ruchu, odlana z brązu postać naturalnej wielkości w długim płaszczu, kaszkiecie, z nieodłączną laseczką, "idzie" w stronę swej księgarni. Okazało się też, że w "naszej" kamienicy na drugim piętrze mieszkał James Joyce, o czym informuje szklana tabliczka przy wejściu. Prawdopodobnie w mieszkaniu obok nas (autor "Ulissesa" spędził w Trieście w sumie 12 lat).
Triest jest pełen pomników dyskretnie wkomponowanych w naturalny rytm miasta. Umberto Saba zdąża do swej księgarni, natomiast James Joyce, też naturalnej wielkości, pod muszką i w kapeluszu przechodzi mostem nad Canale Grande, prawdopodobnie wraca do domu... Z kolei Italo Svevo (1861-1928), wielka postać literatury i poezji włoskiej, stoi zamyślony przy brzegu chodnika na Piazza Hortis, w cieniu drzew. Pogadać z tymi postaciami nie pogadasz, ale można razem postać i pomilczeć.
*** Początki Triestu datują się na czasy Cesarstwa Rzymskiego, czego świadectwem są liczne rzymskie budowle. W pobliżu Piazza Unitá d'Italia znajdziemy bardzo dobrze zachowany amfiteatr - Teatro Romano. Scenę otacza zbocze, w którym znajduje się amfiteatralna widownia. Z drugiej strony, jakby na zapleczu sceny, mamy ruchliwą ulicę. Ta nonszalancja w wymieszaniu starego z nowym i brak dystansu do szacownych zabytków, tak charakterystyczne dla miast włoskich, w Trieście znalazła wyraz wręcz symboliczny. Kamienna brama Arco di Riccardo na zboczu ponad amfiteatrem jest wpasowana jedną podporą we współczesną fasadę kamienicy, druga stoi po przeciwnej stronie biegnącej pod nią wąskiej ulicy.
Na szczycie wzniesienia góruje nad miastem warowny zamek San Giusto, którego budowa trwała od XV do lat 30. XVII w. Prowadzi doń niemal pionowa, zadrzewiona ulica. Na jej końcu poprzedzona niewielkim placykiem wyrasta masywna fasada późnoromańskiej katedry św. Justusa, z witrażem w rozecie. Obok głównego wejścia przyciąga uwagę naturalnej wielkości biała rzeźba wkomponowana w renesansowy portyk. Przedstawia kobietę z gałązką palmową w dłoniach. Kamienna postać uśmiecha się łagodnie z leciutką nutka pobłażania - dla tego uśmiechu warto wdrapać się na wzgórze katedralne. We wnętrzu zwróćmy uwagę na piękną mozaikę w stylu bizantyjskim przedstawiającą Madonnę z Dzieciątkiem z dwoma uskrzydlonymi aniołami po bokach; u jej stóp stoją w rzędzie wysmukłe postaci dwunastu apostołów.
W drodze na wzgórze lub z powrotem warto zwiedzić dwa kościoły położone tuż obok siebie przy via del Teatro: wczesnobarokowy Santa Maria Maggiore z radosną jasną fasadą z trójkątnym tympanonem wspartym na wysokich kolumnach i romański św. Sylwestra.
*** Triest to miasto zamożnych mieszczan, o czym świadczą solidne eklektyczne i secesyjne kamienice oraz późnobarokowe pałace. Ale nie mniej interesujące są budynki użyteczności publicznej z lat 30. XX w. Jednym z nich jest siedziba zakładu ubezpieczeniowego - Palazzo Della Assicurazione Generali przy Corso Italia. Jej modernistyczna, prosta forma nie zaburza porządku architektonicznego ani estetycznego secesyjnej ulicy. Podobnie jak kilkupiętrowa Casa Alta z czerwonej klinkierowej cegły. Według planów powstałych jeszcze za rządów Mussoliniego całe Corso Italia miało być przebudowane na wzór marmurowego budynku "Generali". Na szczęście tak się nie stało. Ocalał Piazza della Borsa z secesyjnym budynkiem Giełdy oraz cały ciąg uliczny. Fronty domów na Corso Italia, kształt okien, drzwi wejściowe, balkony i ich ornamentyka są artystycznymi przykładami secesji, z jej wyrafinowaną sztuką zdobniczą.
Budynki modernistyczne znajdziemy też w okolicy Piazza Oberdan. Monumentalne
gimnazjum z kolumnową fasadą - Liceo-Ginnasio Dante Alighieri z lat 1935-36 oraz Casa del Lavoro z wysoką prostokątną wieżą. Najciekawszy jest Mercato Rionale Coperto na via Carducci zaprojektowany przez Camillo Jona (mieści się w nim targ owocowy i rybny). Kształtem nawiązuje do tzw. Wieży Tatlina, najsławniejszej konstruktywistycznej budowli porewolucyjnej Rosji. Jej spiralnie zwijająca się ku górze forma była symbolem i wizytówką tego nowego stylu w sztuce. Z tego samego okresu pochodzi siedziba Deutsche Banku, przykład architektury narodowo-socjalistycznej. Po obu stronach głównego wejścia do ponurego, masywnego budynku stoją dwie nadnaturalnej wielkości rzeźby: robotnika z młotem w dłoniach i obnażonej do pasa kobiety (podobne można oglądać na frontonach Pałacu Kultury w Warszawie i w arkadach MDM-u).
*** Znana jest powszechnie miłość triesteńczyków do kawy. Na Piazza Unitá d'Italia i w pobliskich uliczkach znajdziemy kilka kawiarni istniejących w tym samym miejscu i w nienaruszonym kształcie od prawie stu lat. Najstarsza - Caffé Tommaseo, otwarta w 1825 r. - kusi aromatem świeżo parzonej kawy i wnętrzem pamiętającym czasy Habsburgów. Podobnie jak Caffé degli Specchi o solidnym mieszczańskim wystroju, Bar Ex Urbanis, Tergesteo i Stella Polare. Bar Torinese na Corso Italia działa od 1919 r., za sprawą drewnianej boazerii przypomina elegancki statek pasażerski. To w ich przytulnych wnętrzach zbierała się intelektualna, kosmopolityczna śmietanka Triestu: Włosi, Austriacy, Słoweńcy, Niemcy i Żydzi, prowadząc dysputy polityczne, naukowe i literackie, w pełnej symbiozie, przy wspólnych stolikach.
Warto wybrać się do willowej dzielnicy Opicina położonej na 350-metrowym krasowym wzgórzu. Miejski tramwaj wyrusza z Piazza Oberdan, tam samo jak w 1902 r., kiedy go zainstalowano. Początkowo jedzie przez miasto, potem zaczyna się wpinać po coraz bardziej stromych zboczach, a w pewnym momencie zamienia się w kolejkę górską. We wspinaczce pomaga mu dziwnie wyglądająca lokomotywka. Nachylenie stoku wynosi w niektórych miejscach ok. 25 stopni. Jak na dłoni widać wypełniające dolinę centrum miasta i morze.
Polecam też wycieczkę do zamku Miramare, 7 km od Triestu, nad samym morzem. Już z daleka widać bryłę z jasnego kamienia odcinającą się nieskazitelna bielą od błękitnego nieba, które łączy się niepostrzeżenie z błękitem morza. Romantyczna jest historia jego powstania. Fundator i budowniczy zamku Maksymilian Habsburg wzniósł go, by uczcić ukochaną żonę Charlottę Belgijską. Niestety, nie doczekał się zakończenia budowy - zginał z rąk meksykańskich powstańców republikanów w 1867 r. (z nadania Napoleona III Maksymilian był bardzo krótko cesarzem Meksyku). Nieszczęśliwa Charlotta po śmierci męża postradała zmysły. Zamek nie zachwyca swą architekturą. Jak wiele XIX-wiecznych budowli jest przykładem pomieszania stylów, złego gustu, nadmiernego przepychu. Ale to jeden z symboli Triestu, więc trzeba przyjąć to z pokorą. Przepiękny jest natomiast otaczający go park w stylu francuskim, z geometrycznie skomponowanymi klombami, kwietnikami, żywopłotami i żwirowymi alejkami.
Warto wiedzieć Triest leży nad Adriatykiem na półwyspie Istria w prowincji Friuli-Wenecja Julijska. W 178 r. p.n.e. zdobyli go Rzymianie, nazwali Tergeste i włączyli do Imperium. Rozkwit miasta przypadł na czasy rządów Trajana i trwał również w burzliwym okresie wprowadzenia chrześcijaństwa, czyli przez cały II w. n.e. Unikając politycznych i handlowych wpływów Państwa Weneckiego, pod koniec XIV w. Triest przechodzi pod opiekę cesarza Leopolda III Habsburga. Od XVIII w. funkcjonuje jako Wolne Terytorium Triestu, jedyny port monarchii austriacko-węgierskiej. Dynamicznie rozwija się pod panowaniem cesarzowej Marii Teresy, która zniosła cło na towary, co przyciągnęło kupców. W latach 1918-43 powrócił do Włoch. W czasie II wojny światowej, a potem aż do 1957 r., znalazł się pod Alianckim Zarządem Wojskowym. Definitywnie powrócił do Włoch w 1975 r. kosztem utraty dużej części półwyspu Istria.
W sieci www.triestecultura.it www.triestetourism.it