http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

List z Serbii. Guca łączy i... trąbi

Michał Maziarz
2008-07-21, ostatnia aktualizacja 2008-07-17 18:34

Fot. Michał Maziarz

Przez kilka sierpniowych dni środkowa Serbia rozbrzmiewa echem kilkuset trąb, przy których bawi się prawie pół miliona ludzi


Fot. Michał Maziarz
Fot. Michał Maziarz
ZOBACZ TAKŻE
Guca to tygiel, a właściwie kocioł paradoksów, w którym muzyka, tańczący tłum, tłuste jedzenie i alkohol mieszają się z bałkańskim polotem, straganowym kiczem, echem serbskiego nacjonalizmu i nostalgią za przeszłością. Typowy bałkański miszmasz.

***

Większość restauracji i punktów gastronomicznych jest otwarta tylko w czasie festiwalu. Przez resztę roku kilkutysięczna Guca to zwykłe prowincjonalne miasteczko. Czarodziejski dźwięk trąb przemienia urbanistycznego kopciuszka - na pięć dni staje się stolicą Serbii, a może i całych Bałkanów. Miasteczko opanowuje kilkadziesiąt orkiestr dętych. Grają w nich najczęściej Romowie, których Serbowie, zwykle bez cienia dyskryminacji, nazywają Cyganami i niezwykle cenią jako muzyków. Orkiestry cygańskie to nieodłączny element serbskich wesel. Kompozytor Goran Bregović wspominał kiedyś, że dobra orkiestra potrafi grać nawet trzy dni i sprawić, że weselnicy będą tańczyć na stołach dopóty, dopóki ich nogi nie wbiją się w ziemię. A jeśli już o Bregoviciu mowa, podejście Serbów do jego osoby jest różne. Choć to właściwie on objawił światu fenomen bałkańskiej muzyki, w ojczyźnie wypomina mu się czasem, że zbił majątek na tradycji serbskiego narodu. Mimo wszystko w 2007 r. zagrał w Gucy koncert.

Zgodnie z porzekadłem, że tylko ptaki śpiewają za darmo, muzykanci oczekują zapłaty. Orkiestra otacza stolik wianuszkiem i gra dla upatrzonego sponsora, podczas gdy dookoła bawi się tłum. Serbowie nie żałują pieniędzy na muzykę - orkiestra nie przerywa gry, gdy publika przylepia banknoty na czołach muzyków lub pakuje pieniądze do trąb.

***

Tradycja muzyki dętej przyszła do Serbii wraz z monarchią austrowęgierską. Rekrutów budził co rano dźwięk wojskowej trąbki, towarzyszył im także na polu walki. Szybko instrument ten zyskał sympatię bałkańskiej części c.k. armii. Po pewnym czasie trąbka stała się narodowym instrumentem Serbii; festiwal w Gucy odbędzie się w tym roku już po raz 48.

Podobno odwiedzający kiedyś Gucę Miles Davis nie krył szoku, jakim była dla niego muzyka bałkańska: - Nie miałem pojęcia, że można w ten sposób grać na trąbce! Większość muzyków nie zna nut. Tłumaczył to jeden z legendarnych serbskich trębaczy Fejat Sejdić: - Ta muzyka nie znosi nut. Jeśli grasz z nut, po co ci dusza?

Od lat na festiwal pielgrzymują niczym hipisi do Woodstock mieszkańcy byłych jugosłowiańskich republik: Bośniacy, Macedończycy, a ostatnio (szczególnie tłumnie) również Słoweńcy, uważani przez Serbów za najbardziej "grzeczny" z bałkańskich narodów, który w Serbii szuka nieposkromionej i impulsywnej zabawy w prawdziwym bałkańskim rytmie. Widniejące na koszulkach hasło "Guca - connecting people" ("Guca łączy ludzi") na tle konturu granic dawnej Jugosławii wymownie świadczy o specyficznym poczuciu jedności mimo konfliktów dawnych i obecnych. Popularne T-shirty z logo Federacyjnej Republiki Jugosławii to zmaterializowana przez komercję tęsknota za ojczyzną od Belgradu po Dubrownik pod rządami towarzysza Tito. Mówiąc krótko - jugonostalgia.

Także rozkochani w bałkańskiej muzyce i filmach Emira Kusturicy Francuzi coraz liczniej odwiedzają rodzinne strony i obszar inspiracji obu artystów. Podobno podczas festiwalu działa bezpośrednie połączenie autobusowe Paryż - Guca.

***

Na festiwalu skorzystać chce wielu, więc kontrahentów szukają tu sprzedawcy produktów wszelkiej maści. Jedzenie i pamiątki to program obowiązkowy, ale miejscowi idą jeszcze dalej - podczas festiwalu w Gucy można kupić m.in. nowy samochód, okna i artykuły żelazne - łańcuchy, zawiasy, śruby. W morzu pamiątek na eksponowanych miejscach można zobaczyć portrety Radovana Karadżicia i generała Ratko Mladicia. Choć obu z nich społeczność międzynarodowa uznała za zbrodniarzy wojennych i ściga listami gończymi, dla części społeczeństwa wciąż pozostają bohaterami narodowymi. Mimo tego dość szokującego wyrazu nacjonalizmu w pijanej muzyką i hektolitrami alkoholu Gucy zaskakuje przede wszystkim brak jakiejkolwiek agresji. Mimo że nieustannie powiewają serbskie flagi, a przechodnie paradują w tradycyjnych wojskowych czapkach - šajkaeach (nosili je m.in. serbscy czetnicy podczas II wojny światowej), agresja czy przejawy przemocy praktycznie nie mają miejsca. A stali bywalcy festiwalu mówią, że pojawienie się agresji będzie początkiem końca Gucy.

Przetrwanie całego festiwalu w ogłuszającej muzyce, tłumie, potokach rakii i piwa zdaje się prawie niemożliwe. Do Gucy można wpaść na dwa-trzy dni, zgodnie z zasadą, że imprezę najlepiej opuścić w najlepszym momencie, a po powrocie do domu przypomnieć sobie rozbrajająco szczere hasło z T-shirtów: "P... kraj, który Gucy nie ma". I przyznać mu rację.

Tegoroczny festiwal odbędzie się 6-10 sierpnia. Guca leży w pobliżu miasta Cacak w środkowej Serbii, ok. 170 km na południe od Belgradu; dojazd autobusem lub pociągiem do Cacka, dalej autobusem. Więcej informacji, rezerwacja noclegów:

www.guca.co.yu

Źródło: Gazeta Podróże
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':