http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Lozanna. Nad wodą wielką i czystą

Zenon Kraska
2008-07-14, ostatnia aktualizacja 2008-07-11 12:57

"Kolarze" w Parku Olimpijskim
Fot. Zenon Kraska

Miasto zawdzięcza sławę pielęgnowaniu idei olimpijskich, malowniczemu położeniu nad wodami Lemanu z Alpami w tle oraz słynnemu baletowi Béjarta

Katedra i średniowieczne schody, zwane targowymi
Fot. Zenon Kraska
Katedra i średniowieczne schody, zwane targowymi
Portal katedry
Fot. Zenon Kraska
Portal katedry
Osobliwy urok tego miejsca - gdzie dziś leży stolica kantonu Vaud i nieoficjalna stolica Riwiery Szwajcarskiej Lozanna - sięga odległych stuleci. Już w II wieku p.n.e. upodobali je sobie Helweci, starożytny lud celtycki. Jak podaje ich pogromca w roku 52 p.n.e. Juliusz Cezar w monografii "De bello Gallico", istniała tu wówczas osada Lousonium otoczona drewnianą palisadą. W czasach Imperium Rzymskiego przebiegał tędy ważny szlak handlowy z Italii do Galii.

Z upływem stuleci rola Lozanny rosła. Pod koniec VI w. ośrodek handlowy wzbogacił się o biskupstwo. Zamek biskupi Château St. Marie - masywna czworokątna budowla z cegły i piaskowca (1397-1427) - to obecnie siedziba władz kantonu Vaud, który przystąpił do Konfederacji Szwajcarskiej w 1803 r.

W 1839 r. Adam Mickiewicz, profesor lozańskiej akademii, wyznał Janowi Scovazziemu, nowo poznanemu przyjacielowi, włoskiemu emigrantowi: "Jak swobodnie oddycha się w tym mieście". Docenili Lozannę i inni twórcy światowej kultury. Mieszkali tu: Wiktor Hugo, Karol Dickens, Igor Strawiński, Aleksander Dumas, Jean Cocteau, Georges Simenon, Maurice Béjart...

Współczesny turysta też śmiało może podpisać się pod wyznaniem Mickiewicza. Jakkolwiek Lozanna wraz z przedmieściami liczy ćwierć miliona mieszkańców, sprawia wrażenie sielskiej prowincji. Nikt się nie spieszy, wszyscy uśmiechają się życzliwie.

***

Wędrówkę po mieście najlepiej zacząć od uzdrowiskowej, tonącej w zieleni dzielnicy Ouchy, dokąd dopłyniemy statkiem spacerowym z odległej o 40 km Genewy (ta zaś ma codzienne połączenie lotnicze z Warszawą). Z zamku-hotelu Château-d'Ouchy (pokoje w stylu Ludwika XIII) widać jezioro, Alpy i miasto pnące się ku górze zwieńczonej okazałą katedrą. Niechętnym wspinaczce można zaproponować metro łączące Ouchy ze Starym Miastem. Dodajmy, że od września ubiegłego roku linia została przedłużona i sięga odległych peryferii. Ale nie ma powodu zapuszczać się aż tak daleko. Wszystko, co godne uwagi, mieści się w obrębie dawnych murów, którymi otoczono Lozannę w III w., zabezpieczając ją przed najazdami barbarzyńców, czyli germańskiego plemienia Alemanów.

Wędrując z Ouchy ku centrum (różnica poziomów 150 m), dostrzegam na słupie ogłoszeniowym plakat słynnego BBL - Béjart Balet Lausanne. Maurice Béjart to twórca ponad 200 choreografii - o miłości, śmierci, podróży jako drogi przez życie - oraz baletowych biografii, m.in. Moliera, Mozarta, Chaplina i Felliniego. Ostatnia jego praca nosi tytuł "W 80 minut dookoła świata". W zespole Béjarta tańczyli też Polacy: Wojciech Wiesiołłowski (Woytek Lovski), Gerard Wilk, Katarzyna Gdaniec. Geniusz światowego baletu zmarł jesienią ubiegłego roku, lecz jego balet żyje. Plakat zapowiada program baletowy "L'Amour - La Danse". To stała pozycja repertuarowa, z którą - jak później się dowiem - zespół jedzie w lipcu do Barcelony, po powrocie z tournée po Japonii...

Ale oto i katedra, jedna z najwspanialszych budowli gotyckich w Europie. Wchodzę do środka przez piękny portal zdobiony figuralnymi rzeźbami z lat 1515-1536. Budowę świątyni rozpoczęto w roku 1173 i kontynuowano przez 102 lata. Poświęcił ją osobiście w 1275 r. papież Grzegorz X, a uroczystość zaszczycił cesarz Rudolf Habsburg. Kiedy w 300 lat później dotarła tu reformacja, katedra przeszła we władanie nowych wyznawców. I tak zostało do dziś.

Nawa główna ciągnie się bez końca - liczy prawie sto metrów. Akurat trwają przygotowania do próby kameralnej orkiestry symfonicznej. Akustyka doskonała. Parokrotnie koncertował tu Ignacy Paderewski, po raz ostatni w 1938 r. Zwracają uwagę późnogotyckie malowidła ścienne, ogromne okno rozetowe w południowym transepcie z witrażami z połowy XIII w. oraz barokowa ambona przykryta ażurowym, dekoracyjnym baldachimem.

By wejść na katedralną wieżę, trzeba pokonać 232 stopnie. Nie będę liczył. Prawda jest taka, że nie ma w Lozannie lepszego miejsca, aby rozejrzeć się po okolicy. Vis-á-vis, po drugiej stronie jeziora, leży słynne francuskie uzdrowisko Evian. Jeszcze dalej zamykają horyzont ośnieżone szczyty alpejskie: legendarny masyw Mont Blanc, słynny Aiguille du Midi, mniej znane Mt d'Arbois i M. Dolent oraz dziesiątki innych.

***

Opuściwszy katedrę, wędruję w dół pamiętającymi średniowiecze szerokimi, zadaszonymi schodami zwanymi targowymi (Escaliers du Marché). Wymusiło je ukształtowanie terenu - miasto leży na stromym zboczu, a różnica poziomów między dzielnicami sięga setek metrów.

Ale oto i targowy plac de la Palud. Właśnie odbywa się - jak w każdą sobotę - kiermasz produktów rolnych zwożonych przez okolicznych farmerów (niektórzy przyjeżdżają zgrabnymi, małymi chłodniami). Można kupić kiełbasy z orzechami i ziołami, domowe chleby z grubego przemiału, owcze sery, miody. Wszystkie wyroby mają etykiety identyfikujące producentów.

Z bazarem sąsiaduje Fontanna Sprawiedliwości, przy której młodzi umawiają się na randki. Na placu de la Palud stoi też renesansowy ratusz. To tu 10 kwietnia 1915 r. podpisano dokumenty sankcjonujące formalnie przeniesienie z Paryża do Lozanny Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego i ustanowienie dlań przyszłego zaplecza archiwalnego. Pomysłodawcą utworzenia komitetu był francuski baron Pierre de Coubertin, pedagog, działacz społeczny i sportowy. A kiedy zaczęła się pierwsza wojna światowa, postanowił ulokować komitet w neutralnym kraju. To jego inicjatywie i wysiłkom świat zawdzięcza wskrzeszenie igrzysk olimpijskich w roku 1896, po piętnastu wiekach przerwy (przypomnijmy, że zlikwidował je - traktując jako relikt pogański ku czci Zeusa - dekret cesarza Teodozjusza w 393 r.).

W czerwcu minęło 15 lat, odkąd muzeum znalazło się w nowym gmachu przy biegnącej tuż nad jeziorem promenadzie quai d'Ouchy (pierwotnie mieściło się w ciasnym pałacyku Mon Repos, w którym dożył ostatnich dni baron de Coubertin). To lokalizacja tak piękna, że trudno byłoby wymarzyć lepszą. Nawet stojąca na postumencie "Dziewczyna z piłką" wydaje się urzeczona, spoglądając na jezioro i Alpy na horyzoncie.

Wśród rzeźb w okalającym muzeum Parku Olimpijskim, przylegającym do bulwaru biegnącego wzdłuż Jeziora Genewskiego (inaczej Leman), zwraca uwagę muskularny tors "Citius, altius, fortius", czyli "szybciej , wyżej, silniej". To słynna dewiza olimpijska wymyślona przez de Coubertina. Są też m.in. "Kolarze", "Futboliści", armata z lufą zawiązaną na supeł "Non Violence" (precz z przemocą), płonący znicz oraz pomnik legendarnego piłkarza chorwackiego Drazena Petrovicia. Nie ma pomnika Ireny Szewińskiej, ale później ujrzę jej zdjęcie i biogram w muzeum (od 1998 r. jest ona członkiem MKOl).

Za 15 franków szwajcarskich (dzieci do lat 6 gratis) wraz z biletem otrzymuję miniprzewodnik-rozkładankę oraz okulary do kina trójwymiarowego. Muzeum mieści się w nowoczesnym gmachu i zupełnie nie czuje się, że są tu aż cztery kondygnacje. Najwyżej ulokowała się restauracja z tarasem widokowym. Podziemia mieszczą bibliotekę, wideobibliotekę i kino. Parter składa hołd starożytnym Grekom, którzy wymyślili igrzyska, i baronowi de Coubertin; na pamiątkowym murze spisano nazwiska darczyńców muzeum. Na pierwszym piętrze oddzielnie prezentowane są igrzyska letnie, oddzielnie zimowe, a także paraolimpiady. Jest bogaty dział olimpijskiej numizmatyki i filatelistyki, błyszczą medale podarowane przez zwycięzców. Pokazy audiowizualne prezentują "Ducha igrzysk" i "Magię igrzysk". Ciekawe, jak zostanie upamiętniona olimpiada w Pekinie?

***

Pod nazwą Beaulieu Lausanne (dojazd linią 2 z Ouchy lub 3 z dworca) kryje się cały kompleks: pałacyk Château Beaulieu z 1774 r., współczesne centrum kongresowe i wystawiennicze oraz teatr Beaulieu (występy baletu Béjarta). Pałacyk przygarnął w 1971 r. unikatową kolekcję l'Art Brut stworzoną przez malarza i teoretyka sztuki Jeana Dubuffeta. Choć był Francuzem, bogate zbiory wolał podarować Szwajcarom. Twierdził, że lepiej odnieśli się do jego pomysłu utworzenia kolekcji sztuki - jak ją nazwał - nieokrzesanej. Dubuffet gromadził eksponaty od roku 1945, wizytując... więzienia i zakłady psychiatryczne. Uważał, że tylko wśród chorych psychicznie oraz niezrównoważonych emocjonalnie przestępców można spotkać artystów prawdziwie oryginalnych, nieskażonych żadnymi wpływami. Lozanna przyjęła dar z wdzięcznością. W kolekcji znalazły się też prace artysty samouka, chorego na schizofrenię Edmunda Monsiela z Wożuczyna na Zamojszczyźnie; reprodukcjami jego rycin zilustrował swoją pracę o schizofrenii prof. Antoni Kępiński.

Do 20 lipca na wystawie "Sztuka surowa kraju wschodzącego słońca" po raz pierwszy w Europie można oglądać prace 12 artystów prymitywistów z Japonii (malarstwo, rysunek, rzeźba). Wstęp do Collection de l'Art Brut 10 franków, dzieci do lat 16 gratis, w pierwszą sobotę miesiąca drzwi otwarte dla wszystkich.

Źródło: Gazeta Podróże
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':