Zobaczyłem je na bazarze w ujgurskiej oazie Turfan, słynącej z winogron i rodzynek (leży w kotlinie na głębokości 156 m, jest to druga depresja na świecie). W pierwszej chwili pomyślałem, że to fajki (każdy, komu je pokazuję, tak właśnie myśli). Owszem, są to przedmioty codziennego użytku, bardzo powszechne, ale służą do czegoś innego...
Sprzedawane są na wielu stoiskach - zawsze tej samej wielkości, ale mogą być ozdobione ornamentami i, w zależności od wykonania, zmienia się ich cena (moje kosztowały tyle co paczka papierosów). Jedne są "żeńskie", drugie "męskie". Ten ponad siedmiomilionowy naród powszechnie stosuje je do dziś.
Ponieważ wyleciała mi z głowy właściwa nazwa, którą wyjawił nam znajomy Ujgur, nazwałem je "ujgurskimi pampersami" - zakłada się je bowiem niemowlakom, by nie zamoczyły łóżeczka. Dolny, długi koniec przepycha się przez materacyk i dziecko sika do nocniczka umieszczonego pod spodem. Zresztą łóżeczko ma specjalną półkę na nocnik, więc przenosząc mebel w inne miejsce, przenosi się razem z nim owo instrumentarium.
Każdy z nas, podróżników, ma w domu kącik osobliwości. W moim znalazły się także ujgurskie "pampersy", które nieodmiennie intrygują wszystkich gości.
Źródło: Gazeta Podróże