http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Trekking w Chinach. W Wąwozie Skaczącego Tygrysa

Alina Wachowska
2008-06-16, ostatnia aktualizacja 2008-06-13 18:50

Wąwóz Skaczącego Tygrysa
Wąwóz Skaczącego Tygrysa
Fot. Alina Wachowska

Pniemy się Drogą 28 Zakrętów. Przed nami Śnieżna Góra Nefrytowego Smoka, a w dole rzeka Jangcy

Half Way Guesthouse
Fot. Alina Wachowska
Half Way Guesthouse
Przełom Jangcy
Fot. Alina Wachowska
Przełom Jangcy
Wąwóz Skaczącego Tygrysa leży w prowincji Yunnan, w południowo-zachodnich Chinach. To wąska dolina między Śnieżną Górą Nefrytowego Smoka (5596 m n.p.m.) a górą Haba (5400 m). Różnica poziomów od dna doliny do najwyższych szczytów wynosi prawie 3900 m, dnem wąwozu płynie Jangcy.

***

Można pójść tzw. dolną drogą - dla turystów zmotoryzowanych i grup. Trasa biegnie przy rzece do najwęższego miejsca wąwozu o szerokości zaledwie 30 m, gdzie według legendy uciekający przed myśliwymi tygrys przeskoczył Jangcy. Wycieczka zajmuje blisko pół dnia.

Można też przejść wąwóz tzw. górną drogą, czyli ścieżkami na zboczach, kilkaset metrów powyżej poziomu rzeki. Na całą trasę wystarczą dwa dni, z noclegiem i wyżywieniem na szlaku nie ma problemu.

Najłatwiej tu dotrzeć z często odwiedzanego przez turystów miasta Lijiang, od 1997 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. To chiński odpowiednik naszego Zakopanego, z zachowaną starą zabudową mniejszości etnicznej - ludu Naxi, regionalną kuchnią i strojami, licznymi kramami z pamiątkami oraz tłumami turystów, zwłaszcza na głównym placu. W bardziej odległych od centrum starych uliczkach komercji prawie nie widać, a wieczorem oświetlone zaułki wyglądają naprawdę malowniczo.

Autobus do Qiaotou odjeżdża o godz. 13.30 z dworca w nowej części miasta. Po blisko dwóch godzinach jesteśmy na miejscu. Przy bramce pobierane są opłaty: bilet normalny 50 juanów, studenci 25 (1 juan = 0,31 zł; w Chinach wstęp do ciekawszych miejsc jest drogi, szczególnie w porównaniu z cenami noclegów czy jedzenia).

Zatrzymujemy się kilkadziesiąt metrów dalej, w Jane's Guesthouse (15 juanów od osoby w czwórce). Na miejscu jest knajpka z niedrogim i smacznym jedzeniem. Z jej okien rozpościera się przepiękny widok na góry. Pogoda dopisuje, choć jesteśmy tu w sierpniu, kiedy to - statystycznie - dużo pada.

***

Rano ruszamy do Wąwozu Skaczącego Tygrysa. Wyraźną ścieżką dochodzimy do budynku szkoły z boiskiem sportowym, a potem nabieramy wysokości. Chyba zbyt gorliwie, bo w pewnym momencie szlak się urywa: na polanie pełno jest rozwidlających się ścieżek, wydeptanych przez pasterzy i ich trzódki. Co robić? Cofnąć się w poszukiwaniu właściwej drogi czy przedzierać się przez chaszcze, brnąc do przodu? Robimy krótki postój i rozwiązanie problemu nadchodzi samo, w postaci grupki chińskich turystów na koniach prowadzonych przez lokalnych przewodników. Jadą do Naxi Family Guesthouse, który jest także etapem naszej wędrówki - podążamy więc za nimi. Docieramy tam opłotkami po trzech godzinach, podczas gdy - jak się później okazuje - wiedzie doń wyraźna, szeroka droga. Posilamy się i ruszamy dalej, już bez mylenia szlaku. Pniemy się w górę licznymi zakosami zwanymi Drogą 28 Zakrętów. Wędrujemy powoli, podziwiając krajobraz i robiąc zdjęcia.

Wreszcie najwyższy punkt trasy - 2670 m. Widoki fantastyczne! Sięgające 5500 m szczyty Śnieżnej Góry Nefrytowego Smoka, a w dole wąwozu rzeka Jangcy. Około 18.30 Half Way Guesthouse - tu zatrzymujemy się na noc (20 juanów w czwórce). Jak się okaże nazajutrz, w pobliżu noclegi oferują jeszcze Forest GH i Five Finger GH, chyba bardziej kameralne. Wieczór spędzamy na pogawędce i wymianie wrażeń ze spotkanymi wcześniej studentami z Polski, siedząc na tarasie ze wspaniałym widokiem na góry.

***

Drugiego dnia nieliczne chmury zalegają nisko w wąwozie, szczyty oświetla słońce, na szlaku jest zupełnie pusto - wymarzone warunki do wędrówki. W Tina's Guesthouse jemy śniadanie i zostawiamy na przechowanie plecaki. "Na lekko" schodzimy ścieżką do środkowych przełomów Jangcy (wstęp 10 juanów, naprawdę warto!). W wąskim, głębokim wąwozie rzeka kotłuje się, tworzy wiry, rozbryzguje o skały.

Przed godz. 14 ruszamy w dalszą drogę, do wsi Daju na przeciwległym brzegu Jangcy. Trasa wiedzie asfaltową szosą, ruch znikomy. Do nowego promu przez rzekę ma być dwie i pół godziny marszu, potem przeprawa i jeszcze dwie godziny do Daju.

Idziemy i idziemy, żar leje się z nieba, a droga zdaje się nie mieć końca. W pewnym miejscu od szosy odchodzi w dół wąska ścieżka - może to tu? Zatrzymujemy przejeżdżający samochód, pokazuję w słowniczku słowo "prom" (po chińsku) i wspieram je słowem "Daju". Kierowca pokazuje ręką szosę...

Potem zaczepiamy robotników ładujących na poboczu kamienie na traktorek z przyczepką. Na hasło "Daju" i piktogram "prom" - znowu gest wskazujący drogę przed nami, mogący oznaczać równie dobrze kilometr, pięć, a może piętnaście... Kierowca gestami wyraża gotowość podwiezienia nas do promu za 10 juanów od osoby. I tak na miejscu kamieni na przyczepce lądują nasze plecaki, a my tuż obok.

Jedziemy szosą (miejscami w budowie), potem skręcamy do wsi i dalej wyboistą dróżką wśród pól kukurydzy. Pola się kończą, nasz pojazd się zatrzymuje - koniec jazdy. Kierowca wskazuje w stronę rzeki, więc schodzimy stromo opadającą ścieżką w nadziei, że prom tam naprawdę jest. Nadzieja zmienia się w pewność, gdy mija nas kilku Chińczyków. Idziemy za nimi i dzięki temu wiemy, która z przybrzeżnych skał pełni funkcję przystani promowej. Z drugiego brzegu odbija stara krypa i po chwili jesteśmy na pokładzie (cena dla turystów nader wygórowana - 15 juanów, miejscowi płacą grosze, nie przy nas, lecz już na miejscu).

Na wysokim brzegu stoi minibus właściciela hoteliku Daju Inn - jeśli zatrzymamy się u niego, dowóz do miejscowości będzie gratis. Jedziemy obejrzeć pokój, po drodze wypytując o prom, którego bezskutecznie wypatrywaliśmy. Okazuje się, że nie działa z uwagi na poziom wody, a ten, którym się przeprawiliśmy, to tzw. stary prom, jedyny w okolicy.

Pokój w Daju Inn jest duży i czysty, a jego cena - 10 juanów - bardzo przystępna. Wewnątrz ogrodzonego murem obejścia znajduje się śliczny ogródek pełen zieleni i kwiatów. Można tu coś zjeść, jest też prysznic z ciepłą wodą. Autobus do Lijiang odjeżdża następnego dnia rano spod guesthouse'u.

***

Wstajemy wcześnie, zjadamy Naxi Baba (rodzaj naleśnika) i o 7 ruszamy autobusem z powrotem do Lijiang (30 juanów). Mijamy Daju obserwując z okien życie wsi, m.in. ćwiartowanie świniaka na stole ustawionym tuż przy drodze. Potem wjeżdżamy w wysokie góry. Robi się bardzo chłodno. Podziwiamy lodowce na zboczach Śnieżnej Góry Nefrytowego Smoka, jej wierzchołki pozostają jednak ukryte w chmurach. Zjazd serpentynami w dół i dalej, już nowoczesną drogą, do Lijiang. Po trzech godzinach jesteśmy na miejscu i znowu otacza nas miejski gwar...

W sieci

www.travelchinaguide.com

www.chinabackpacker.com

Źródło: Gazeta Podróże
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':