Według legendy św. Klemens, czwarty biskup Rzymu i patron filcarzy (żył w I w. n.e.), wyruszając na misje, włożył do sandała trochę wełny, która po jakimś czasie sfilcowała się... Jednak wiele źródeł wskazuje, że historia tego materiału jest o wiele starsza - sięga nawet tysiąca lat p.n.e.
Filc fascynował mnie od dawna. Toteż gdy w radiowej "Dwójce" usłyszałam wywiad z filcującymi dziewczynami, od razu postanowiłam zapisać się na warsztaty, do których zachęcały.
I tak na początku sierpnia 2007 r. znalazłam się wraz z przyjaciółką cudzoziemką w Liciążnej, malowniczej wsi w gminie Inowłódz (90 km od Warszawy, ok. 30 km od Rawy Mazowieckiej). Agnieszka Jackowiak, z wykształcenia kulturoznawca, zafascynowana sztuką ludową wynajęła tu nieczynną od lat szkołę podstawową z dużym podwórkiem. Na pięterku skromne pokoje, łazienka i kuchnia, na parterze - duża świetlica.
Już zza płotu widać było, że filc to tu. Na tle zielonej trawy przykuwały wzrok kolorowe kapcie, mufki, torebki, czapki, szale, kamizelki, a nawet kocyki. To Agnieszka - na zachętę - pokazywała swój dorobek przybyłym wcześniej dziewczynom. Na werandzie piętrzyły się na stole śliczne warkocze - nie w postaci splotów do robótek ręcznych, lecz mięciutkich, delikatnych kosmyków w długich pasmach z wełny czesankowej. To z nich powstanie filc. W ciągu trzech dni przekonam się, że można zeń zrobić prawdziwe cuda.
*** Na początek mini wykład. - Technika filcowania wywodzi się z tradycji azjatyckich nomadów, przede wszystkim turkmeńskich szczepów żyjących w Azji Centralnej - wyjaśnia Agnieszka, pasjonatka rękodzieła, która z filcem zetknęła się na Węgrzech parę lat temu, a potem zaczęła zgłębiać jego tajniki (na co dzień zajmuje się organizacją i promocją spektakli teatralnych i koncertów, współtworzyła teatr Pieśń Kozła, gdzie zaczęła się jej przygoda z tradycją, sztuką ludową i muzyką etniczną). Inspiracje czerpie z wzorów mongolskich, kazachskich, kirgiskich, turkmeńskich czy dagestańskich, tworząc jednak "filcaki" współczesne, użytkowe.
Filc powstaje poprzez tarcie i ugniatanie wełny (najczęściej owczej) z wodą i mydłem. Włókna łączą się tak mocno, że po pewnym czasie tworzą zwarty materiał. Im dłużej jest on spilśniany, tym lepszy - mocniejszy i gładszy. Można go formować w dowolne kształty i ciąć. To materiał naturalny, zdrowy, ciepły i trwały, a nawet wodoodporny.
Jest ciepłe popołudnie, więc postanawiamy zostać na podwórku. Zaczynamy od kuleczek. Z warkocza wełny trzeba delikatnie uskubać siedem małych kosmyków i namoczyć je w wodzie z mydłem. Z pierwszego robimy kulkę i nawijamy na nią kolejne warstwy. Potem długo turlamy ją w dłoniach - jest gotowa, kiedy nie odstaje żaden włosek. Teraz trzeba kulkę solidnie wypłukać i odcisnąć.
Mała torebka, a właściwie etui, to już wyższy stopień wtajemniczenia. Trzy warstwy kosmyków układamy dachówkowo (jedną warstwę wzdłuż, drugą w poprzek, trzecią wzdłuż) na formie wyciętej z bąbelkowej folii. Polewamy wodą z mydłem i trzemy, trzemy w nieskończoność. Zawijamy w ręcznik, odciskamy, wałkujemy niczym ciasto i znów trzemy. Jak się wkrótce przekonamy, filc wymaga cierpliwości: im więcej czasu się mu poświęci, tym jest lepszy, gładszy. Kiedy wydaje mi się, że mój kawałek jest gotowy, Agnieszka śmieje się, że jestem dopiero w połowie drogi.
Wieczorem długo siedzimy przy kolacji, rozmowom nie ma końca. Wśród dziesięciu kobiet znalazła się m.in. ekonomistka, właścicielka galerii, programistka komputerowa, nauczycielka, etnograf... Każda pasjonuje się sztuką, rzemiosłem czy choćby robótkami ręcznymi - co za ciekawe towarzystwo!
*** Nazajutrz przenosimy się do świetlicy. Pada, a poza tym są tam duże stoły, każda ma dość miejsca by filcować i rolować (powstający filc zwija się i ugniata na bąbelkowej folii i na bambusowej macie). Powstaje mnóstwo piany, całe wanny mydlin. Robimy dziś cienkie, delikatne kawałki materiału, z trzech warstw kosmyków. Wkrótce stworzymy z nich... kwiaty, a jutro staną się elementem dywaników.
Za chwilę najtrudniejsze zadanie: kapelusze, czapki i berety. Z mnóstwa nakryć głowy autorstwa Agnieszki każda wybiera coś dla siebie. Ich modelowanie zajmie nam wiele godzin. Ja pokusiłam się o odlotową pilotkę w mongolskim stylu.
Późnym popołudniem mamy dość filcowania - bolą ręce i kark, nogi odmawiają posłuszeństwa (pracujemy cały czas na stojąco) i wyruszamy na spacer po wsi, i dalej, nad malowniczy brzeg Pilicy okolony lasami. Wokół rozciąga się Spalski Park Krajobrazowy.
Po kolacji zgłębiamy materiały źródłowe (niestety głównie po niemiecku, polskie wydania są nieliczne i bardzo stare). Oglądamy też albumy z wycinankami rawskimi, z których słyną te okolice - z inspiracji nimi powstaną jutro dywaniki.
*** Dywanik to rzeczywiście wyzwanie. Dzielimy się na dwie grupy, każda projektuje własny wzór, dobiera kolory tła. Efekt przynosi wiele niespodzianek. Jakich - przekonajcie się sami, próbując filcowania.
Plenerowe warsztaty filcowania, 20-22 czerwca, Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży w Mikuszewie koło Miłosławia, ok. 50 km od Poznania. 400 zł/os., w tym zakwaterowanie (pokoje dwu-trzyosobowe z łazienkami), wyżywienie i materiały potrzebne do warsztatów. Wykonane prace - z wyjątkiem obrazu/dywanu - można zabrać ze sobą. Trzeba mieć wygodny strój do pracy, małe, ostre nożyczki, ściereczkę i ręczniczek. Informacje: Agnieszka Jackowiak, Pracownia Artystyczna „Samograj”,
agajacko@wp.pl . Zapisy do 30 maja przez stronę
www.kreatywnie.com .
Kolejny kurs 4-6 lipca w Liciążnej na Mazowszu. W Warszawie bywają organizowane warsztaty w Akademii Wolnego Czasu, najbliższy termin: 6-7 czerwca (
www.awc.pl ). W Poznaniu zaplanowano pokazy-warsztaty podczas Jarmarku Świętojańskiego w jurcie na Starym Rynku, 9-12 czerwca, godz. 16