http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Uzbekistan. W gościnie u Gulandon i Gajrata

Maika Kosińska
2008-05-19, ostatnia aktualizacja 2008-05-16 14:50

U Gulandon i Gajrata
U Gulandon i Gajrata
Fot. Maika Kosińska

W 40-stopniowe upały nie dało się wędrować po górach, choć pasterze bez trudu przemierzali je ze swymi stadami

Uliczka w Baysun
Fot. Maika Kosińska
Uliczka w Baysun
Pasterze, w oddali ich stada
Fot. Maika Kosińska
Pasterze, w oddali ich stada
Uroczystość obrzezania
Fot. Maika Kosińska
Uroczystość obrzezania
ZOBACZ TAKŻE
"Jesteście szalone! W najgorsze upały tylko we dwie wybieracie się do Uzbekistanu, życie wam niemiłe?" Przepowiadano udar słoneczny, cholerę z malarią, rabunek, a nawet uprowadzenie do haremu... Tak żegnane, 12 lipca wyleciałyśmy z Warszawy Aerofłotem via Moskwa do Taszkentu. Wyprawa miała trwać miesiąc, i trwała.

***

Taszkent przywitał nas ponad 40-stopniowym upałem, ale z tym się liczyłyśmy. Miałyśmy nadzieję, że w Surchandarii, gdzie leży Baysun, będzie chłodniej, bo to przecież wysokie góry, przedgórze Pamiru. Nic bardziej mylnego! Tylko pustynia Kyzył-Kum jest gorętsza od okręgu surchandaryjskiego. Słońce rzeczywiście mocno ograniczyło nasze wędrowanie, mimo to atrakcji nie brakowało.

Wielu mieszkańców Taszkentu, których pytałyśmy, jak dojechać do Baysun, nie słyszało o tym mieście. W końcu udało się nam ustalić, że musimy dotrzeć na dworzec autobusowy Awtogara Taszkent przy ostatnim, północnym przystanku czerwonej linii metra (Sobir Rachimow). Najlepiej jednak dojechać taksówką - choć sporo drożej, to unika się spotkania z milicją, zakończonego zwykle przeszukaniem plecaków.

Autobus relacji Taszkent - Termez wyrusza o godz. 20, nie jedzie jednak przez Baysun. Trzeba kupić bilet do Szerabad, ale i tak kierowca poradzi, by wysiąść wcześniej, na przełęczy, gdzie na podróżnych czekają taksówki. Stąd do Baysun jest ok. 30 km. Jechaliśmy całą noc. Kiedy o świcie ocknęłam się z drzemki, zobaczyłam zaróżowione przez wschodzące słońce niewysokie na oko góry (naprawdę wysokie, 3-4-tysięczniki, leżą na północnym skraju rejonu). W dolinach było jeszcze mroczno. Obłe szczyty pokrywała wypalona słońcem roślinność. Śladu wody. Rzadko mijaliśmy wioski z domami z gliny. Na płaskich dachach leżała słoma, chrust albo siano. Dopiero później dotarło do mnie, że tam, gdzie są wioski, musi być woda. Wskazywały też na to maleńkie poletka i czasem kępy drzew lub krzewów wokół domostw. W końcu dostrzegłam jedną prawie wyschniętą rzekę.

***

Do Baysun dowiozła nas taksówka i zostawiła przed jedyną w mieście gostinicą. Nie wyglądała zachęcająco, przypominała postsowiecki hotel robotniczy, ale miała być łazienka, basen, osobno WC, klimatyzacja i liczne zabezpieczenia antywłamaniowe. Za jedyny wolny apartament zażądano od nas natychmiastowej zapłaty, najlepiej za kilka noclegów z góry. Wiedzione intuicją zapłaciłyśmy za jedną noc, dopłacając tysiąc sumów za używanie łazienki. Drzwi naszego apartamentu pomogli nam sforsować sąsiedzi zza ściany. Krótkie obrzynki klamek u drzwi wejściowych kaleczyły dłonie, spaczonych okien nie dało się zamknąć (komary!), obskurna łazienka była na końcu zagraconego podwórza, a basen z wodą wielokrotnego użytku był chyba przeciwpożarowy. WC w innym zakamarku podwórza było całe w bielusieńkich kafelkach, ale brakowało drzwi i ścian (po co ściany, gdy się kucnie, zza niewysokich przegród widać tylko głowę).

Nazajutrz zmieniłyśmy lokum i zamieszkałyśmy u Gulandon i Gajrata. Spałyśmy w osobnym pokoju na podłodze wysłanej dywanami jak wszyscy mieszkańcy domu. Kibelek i bania - obydwa z ubitej gliny - były w ogrodzie. Zostałyśmy przyjęte jak najmilsi goście. W wolnych chwilach gospodarze przychodzili na nasz górny tapczan (podest, gdzie siedzi się na materacykach, zwanych kurpaczami) i prowadziliśmy długie rozmowy. Gospodyni urodziła się w Tadżykistanie, koło Duszanbe, jej mąż jest rodowitym Uzbekiem. W 1980 r. Gajrat przez 100 dni był na froncie podczas wojny radziecko-afgańskiej. Jednostkę, w której służył, zawieźli tam nocą - nikt nie wiedział, dokąd jadą. Nie poinformowano także rodziny, żona odchodziła od zmysłów, nie wiedząc, co dzieje się z mężem. Trzej bracia Gulandon zginęli w wojnie domowej w Tadżykistanie w latach 90. XX w.

Jest w Baysun miejsce zwane Czinor (czinar - po uzbecku platan). Tu pod ogromnymi platanami pod koniec lat 20. XX w. przebywał Amir Alim Chan i jego basmacze, którzy prowadzili partyzanckie walki z bolszewikami, a potem uszli do Afganistanu.

W rozmowach starałyśmy się nie poruszać tematów politycznych, ale i tak szybko wyszło na jaw, że w Uzbekistanie dużą popularnością cieszy się postać Stalina. Wielokrotnie z dumą mówiono o jego wielkości i sile - na niewiele się zdały nasze protesty. Pytano nawet, czy wiemy, kto to był Hitler... Obecny rząd Islama Karimowa oceniany jest różnie: jedni uważają, że jego zasługą jest spokój w kraju, pokojowe odłączanie się od Rosji i brak granicznych konfliktów zbrojnych, inni mają mu za złe biedę i bezrobocie.

Były też rozmowy na lżejsze tematy, np. mody. Dowiedziałyśmy się np. że wielkim nietaktem byłoby pójście na uroczystość bez sztani - długich cienkich spodni zakładanych pod suknię, najlepiej z tego samego materiału. Rozmowy dotyczyły także rodziny, kuchni, życia, różnych bied i bolączek (opłacił się przymus nauki języka rosyjskiego!).

Po każdym posiłku licznie zgromadzona rodzina (Gulandon i Gajrat mają obecnie dziewięcioro dorosłych dzieci, dwoje zmarło) dziękowała Allahowi za spożyte dary, wykonując na koniec gest podobny do chwytania w dłonie lecącej wody i obmywania twarzy. My robiłyśmy znak krzyża. Bardzo się to spodobało i potem pilnowano nas, żebyśmy nie zapomniały przeżegnać się po posiłku.

***

W Baysun od blisko dwóch lat działa muzeum sztuki ludowej i rzemiosła artystycznego. Budowę, która wciąż trwa, rozpoczęto w 2005 r., sponsoruje ją UNESCO oraz fundacja rządu Japonii. Oprócz dużej sali wystawowej, w której na razie jest niewiele eksponatów, znajduje się tu szereg pracowni, rozlokowanych wokół wewnętrznego patio. A więc kilka salek tkackich, hafciarnia, farbiarnia, w której wykorzystuje się tylko naturalne barwniki. Z wełny, jedwabiu i bawełny robi się tkaniny identyczne jak przed wiekami. Dotyczy to technologii, niezwykle żywej kolorystyki i urozmaiconego wzornictwa. Charakterystycznym bajsuńskim motywem hafciarskim jest bogom gupi - stylizowany migdał. Różnorodność tkanin i haftów, na które są dziesiątki określeń, przyprawia o zawrót głowy. Pisze się o nich prace, dokumentuje oraz inwentaryzuje.

Muzeum, którego pracownicy są opłacani przez UNESCO, nawiązało kontakt z odległymi kiszłakami (wsiami), w których kobiety tkają, haftują, szyją, a ich wyroby trafiają albo na wystawę, albo do przymuzealnego sklepiku pełnego cudowności dalekich od cepeliowskiej tandety. Ceny są znacznie niższe niż w miastach turystycznych, a wyroby wysmakowane i w najlepszym gatunku (kupiłam piękną tkaną torbę za ok. 30 zł).

Choć byłyśmy w Baysun niecały tydzień, miałyśmy okazję wziąć udział w uroczystości z okazji 40. dnia urodzin dziecka, która odbywała się przy mazarze (muzułmańska kaplica z grobowcem świętego człowieka). Obserwowałyśmy szamana wróżącego ze studziennego żwiru. Byłyśmy także na hucznej zabawie w wigilię obrzędu obrzezania (sunnat tuj). W Uzbekistanie chłopcy poddawani są temu zabiegowi w pierwszym, trzecim, piątym lub siódmym roku życia, nie jak w judaizmie, gdzie ma on miejsce ósmego dnia po narodzinach.

W regionie Baysun na terenie krasowym znajduje się sławny kurort w Omonchona (miejsce trzeba wykupić wiele miesięcy wcześniej). Ze skalnych ścian sączy się tu lecznicza woda, na dole jest źródło. Kuracjusze leżą na materacach na kamiennych półkach pod skalnymi nawisami. Śpią, popijają wodę, grają w szachy. Jeśli wnęka jest głębsza i wyższa, można wstawić tachtę (drewniany podest na nóżkach z trzech stron otoczony balustradką), na której zmieści się cała rodzina. Na stosunkowo niewielkiej powierzchni wypoczywało i zażywało sanatoryjnych rozkoszy kilkaset osób w różnym wieku.

***

Mało piszę o przyrodzie, o dziwnych górach i spływających po ich zboczach potokach białych otoczaków, gdyż o tej porze roku nie ma w nich wody. O malowniczych wąwozach, o czerwonej, górskiej glebie, o białych, zielonych czy niebieskawych skałach. Nic nie piszę o ciekawej roślinności przystosowanej do panujących tu warunków (choć jestem przyrodnikiem) ani o zwierzętach. Upały były zbyt męczące, by szukać udokumentowanych śladów dinozaurów albo człowieka pierwotnego, który pozostawił na ścianach pieczar swe rysunki. Nie było mowy, aby swobodnie wędrować po górach, choć pasterze bez trudu przemierzali je ze swymi stadami. Mówiono nam: "Przyjedźcie wiosną, gdy w górach zakwitną tulipany". Od powrotu zastanawiam się, jak to zrobić.

Region Baysun

Wchodzi w obręb najbardziej na południe wysuniętej części okręgu surchandaryjskiego Uzbekistanu. Leży w południowo zachodnim paśmie Gór Hisarskich (Pamiro-Ałtaj). Powierzchnia - 3713 tys. km kw. W 71 kiszłakach i 28 machałłach (kilka kiszłaków) mieszka 86 tys. ludzi, Uzbecy stanowią 60 proc., Tadżycy - 40. Centrum regionu - 27-tysięczne miasto Baysun - leży 145 km na północ od granicy z Afganistanem.

Trochę cen

•  Wiza uzbecka turystyczna na 30 dni - 520 zł

•  Samolot Warszawa - Taszkent (z przesiadką w Moskwie) -1820 zł

•  Nocleg w hotelu typu B&B w Taszkencie - 25 dol.

•  Ceny w sumach (lipiec-sierpień 2007, 1 dol. = ok. 1300 sumów): bilet autobusowy miejski - 200-300; metro - 250; autobus Taszkent - Termez (do Szerabad) - 7250; taksówka Derawad - Baysun - 4 tys.; hotel w Baysun - 12 tys. +1000; kafejka internetowa (działają fatalnie) - 1 godz. 1000; woda (zależnie od pojemności) - 600-1800; pieczywo (lepioszka średnia) - 500; ser krowi 1 kg - 2 tys.; ser kozi - 3 tys.; pomidory, winogrona - 1 tys.; melon - 500-1600; piwo - 4500. Ceny podaję bez przekonania, bo inflacja jest zawrotna. Gdy przyleciałyśmy do Taszkentu, przejazd metrem kosztował 200 sumów, miesiąc później - 250, zdrożała mąka, a ceny mięsa, które podskoczyły o ponad 50 proc., wywołały zamieszki w Andidżanie.

Źródło: Gazeta Podróże
  • 24 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':