Odwiedzałam ten kraj na wiele sposobów: śladami zabytków rzymskich i islamskich, wzdłuż wybrzeża i pustynnym szlakiem. Wyprawa łaziebna jest inna niż wszystkie - oczyszcza ciało i duszę. Tunezyjską specjalnością jest thalassoterapia, której działanie opiera się na morzu (z greckiego
thalasso - morze) i jego darach (sole, algi, błota). Kuracje z wykorzystaniem nowoczesnego sprzętu i kosmetyków, tudzież tradycyjne rytuały z użyciem naturalnych produktów, jak glinka, kwiaty, olejki czy zioła, mają odnowić organizm, dodać nam energii, zrelaksować i upiększyć. A wszystko to w niezwykłych wnętrzach nawiązujących architekturą i wystrojem do starożytnych łaźni i sułtańskich pałaców.
Więcej o kuracjach wodą morską w serwisie kobieta.gazeta.pl
>
*** Tunis. Za misternie rzeźbionymi drzwiami hotelu The Residence Tunis niczym za wrotami sezamu otwiera się bajkowy świat arabsko-andaluzyjskiego pałacu: ogromne lobby z palmami, strumieniem i fontanną, pastelowe mozaiki, kopuły, granitowe kolumny, antyczne meble, obrazy, kryształowe żyrandole, przeszklona ściana z widokiem na egzotyczny ogród... Wnętrza są skrapiane wodą perfumowaną, aromatyczną kawę serwuje się na srebrnej zastawie, z ciasteczkiem w ozdobnej szkatułce i z kryształową szklaneczką wody, a gości wożą limuzyny. Mijają mnie eleganckie Arabki w najnowszych kreacjach od francuskich projektantów. W lnianych spodniach i zwykłej koszulce zupełnie tu nie pasuję. Na szczęście w spa wszyscy wyglądamy podobnie - w szlafrokach i klapkach.
Thermes Marins de Carthage nie tylko nazwą nawiązuje do pobliskiej Kartaginy. Rzeźby, łuki, mozaikowe podłogi, marmurowe ściany i filary w kolorze ochry toną w półmroku. Słychać spokojną muzykę, a szmer wody i aromat olejków wprawiają w błogostan. Przed rozpoczęciem kuracji krótkie spotkanie z lekarzem: co mi dolega, jakie przyjmuję leki, jaki prowadzę tryb życia, z jakich usług chcę skorzystać. Możliwości jest wiele: 6-, 9-, 12-dniowe kuracje po 3-4 zabiegi dziennie, ale są i pojedyncze zabiegi a la carte. Niemal wszystkie propozycje w sam raz dla mnie: program odchudzający, antystresowy, upiększający, antycellulitowy, terapia na kręgosłup, ciężkie nogi.
Asystentka prowadzi mnie korytarzem wzdłuż ukwieconego patio do jednego z 30 gabinetów. Zaczynam od hydromasażu - woda morska z dodatkiem sproszkowanych alg. Leżę wygodnie, woda bulgocze, ze zmienną siłą uderzając różne części ciała, bąbelki unoszą mnie w górę. Do tego koloroterapia - oświetlenie zmienia się od niebieskiego przez turkus, fiolet po zieleń.
Między zabiegami zalecany jest odpoczynek, można rozłożyć się na wiklinowym leżaku albo przejść na taras ze stolikami i napić się herbaty, naparu ziołowego, wody mineralnej, skosztować daktyli czy popływać w basenie z wodą morską, podwodnymi masażami, kaskadami, jacuzzi i rowerkiem wodnym. Komnata z basenem wsparta jest na kolumnach. Sąsiaduje z nią restauracja (dania typu light, organiczne, dużo warzyw, sałatek, ryb, owoców morza), a za jej przeszkloną ścianą widać bujną zieleń ogrodu, lazur morza i białą piękną plażę, do której prowadzi drewniany deptak otoczony eukaliptusowym płotem. To, że spaceruję w szlafroku, nikogo nie dziwi, nawet chłopców wypożyczających wielbłądy i konie.
Wracam znad morza, by zanurzyć się w kwiatach. Masażystka pokazuje kilka buteleczek: stężony wyciąg z kwiatów pomarańczy wygładza skórę, nawilża, uelastycznia, ma właściwości uspokajające, z kolei olejek różany relaksuje, odmładza, leczy nadciśnienie, depresję i bezsenność. Ja wybieram jaśmin. To przecież narodowy kwiat, rośnie wszędzie, a Tunezyjczycy noszą za uchem jego kiście. W restauracjach gości skrapia się na odchodnym wodą jaśminową, dodaje się ją do tytoniu w fajce wodnej, a herbata jaśminowa jest równie popularna jak miętowa. Wyciąg jaśminowy w misternych flakonikach można kupić w perfumerii i na suku.
Kosmetyczka zaczyna od masażu rąk. Zapewnia, że olejek ma właściwości antyseptyczne, kojące, pomoże w przypadku przeziębienia, no i jest afrodyzjakiem. Wmasowuje go w skronie i kark. Czuję, że odpływam. Cicha
muzyka orientalna i intensywny zapach rozluźniają mnie tak, że zasypiam.
*** Yasmine to nazwa nowszej części kurortu Hammamet. Jest tu elegancka promenada wysadzana palmami, czterokilometrowa plaża, sklepiki, kawiarnie, kluby nocne, port jachtowy, kasyno, park rozrywki, dwa pola golfowe i
ekskluzywne hotele. Większość z nich ma świetne zaplecze spa z arabskim wystrojem, nowoczesnym sprzętem i wyspecjalizowaną kadrą szkoloną np. we Francji.
Tak jest w Hasdrubal Thalassa & Spa, który przypomina pałac z baśni 1000 i jednej nocy. Przekonuję się o tym, oglądając jego chlubę - największy na świecie apartament prezydencki o powierzchni 1540 m kw. (rekord potwierdzony wpisem do księgi Guinnessa), z niezależnym wejściem, własnym skrawkiem plaży, basenem, spa i garażem.
W samym hotelu przestronne pokoje z marmurowymi łazienkami (krany z 24-karatowego złota), a wystrój restauracji, korytarzy i sal bankietowych przyprawia o zawrót głowy. Ale jest na to rada: odprężający masaż w ogromnym centrum thalassoterapii (5500 m kw.). Rzadko odwiedza się to miejsce jak ja, z ulicy, zazwyczaj korzystają zeń hotelowi goście, którzy poddają się kilkudniowym terapiom. Wybór jest ogromny: od okładów błotem morskim i algami po inhalacje, krioterapię i masaże.
Przemiła asystentka Aisha oprowadza mnie po tej orientalnej świątyni wellness: kopuły, kolumny, arabeski, pastelowe kolory, woń olejków eterycznych, sterylna wręcz czystość, wygodne kanapy, szmer strumienia, fontanny, wodotrysków basenowych i delikatna muzyka działają uspokajająco. Nawet papużki w wielkiej białej klatce wcale nie krzyczą. W powietrzu unosi się różany aromat - płatki róż rozsypano we wszystkich pomieszczeniach, misternie ułożono przy wannach, w czarkach z wodą, przy świecznikach, rzeźbach i fontannie, a nawet w sali gimnastycznej i na siłowni. Wrażenie robi kryty szklanym dachem basen z wodą morską przypominający antyczne termy, połączony z basenem zewnętrznym. Moją uwagę zwracają kosmetyczki niosące naręcza pięknych kwiatów i misę z owocami. - To do prywatnego salonu spa - wyjaśnia Aisha. - Za chwilę rozgości się tam szwajcarska para nowożeńców.
Pani młoda skorzysta jeszcze z zabiegu alf layla wa layla opartego na starych recepturach arabskich i tradycyjnych zabiegach stosowanych w Tunezji przed nocą poślubną (sauna, okłady z alg i z rozmarynu, henna na włosy, zdobienie rąk henną, tradycyjny masaż rozluźniający, kąpiel w kwiatach, depilacja za pomocą cukru, miodu i soku cytrynowego, kosmetyka twarzy z użyciem wyciągu z daktyli i nauka tańca brzucha).
Przed wejściem do hammanu (sauna parowa) owijam się kolorowym wełnianym suknem przypominającym chodnik łowicki i siadam na cieplutkim marmurowym podeście, przyzwyczajając się do pary (ok. 45 stopni C) z mgiełką rozpylonej wody morskiej. Gdy już wyszły ze mnie siódme poty, do akcji wkracza Sonia, specjalistka od
gommage, czyli głębokiego peelingu rękawicą. Mam wrażenie, że zaraz obedrze mnie ze skóry, dla ukojenia polewając od czasu do czasu kubełkiem wody. Spokojnie, to tylko zdzieranie zrogowaciałego naskórka. Po takim szorowaniu jestem jak nowo narodzona. Na gładką skórę Sonia nakłada maź miodową i każe mi położyć się na rozłożonym suknie. Miodowa sauna jest ratunkiem dla wysuszonej i zmęczonej twarzy, nawilża ciało.
Prysznic i przechodzę do sali wypoczynkowej. Tu skok do niecki z zimną wodą, a potem obowiązkowy wypoczynek na leżaku z miękkim materacem, obok woda mineralna i gazety. To rytuał (do hammamu nie można wpaść i wypaść na chwilę; jeśli chcesz z niego naprawdę korzystać, odłóż inne sprawy, zostaw w szatni telefon i zegarek). Na koniec na moje rozgrzane ciało dziewczyna kładzie zimny okład z alg. Gdy tak leżę cała przykryta algami, w tumanie pary, Sonia śpiewa mi arabskie kołysanki.
*** Zarzis to wysunięte najdalej na południe nadmorskie miasto Tunezji, nieco senny kurort między morzem a pustynią, z szeroką plażą i rozległym gajem palmowym. W jego cieniu kryją się białe budynki Odyssee Resort z ośrodkiem thalasso, których architektura nawiązuje do surowych wnętrz berberyjskich (są jak pożegnanie z Afryką i powitanie z Morzem Śródziemnym). Gabinety zabiegowe przypominające jaskinie sąsiadują z basenem z wodą morską, wodotryskami i fontanną. Palmowa aleja prowadzi z wykutych w skale kabin kosmetycznych do białej plaży.
Rozkładam się w sali relaksacyjnej na materacu przykrytym kocem w berberyjskie wzory. W niszach palą się kadzidełka, mam pod ręką misę z daktylami i figami, a tuż obok talerzyk pełen oliwek. Ktoś przykrywa mnie pledem. Wspominam wędrówkę po pustynnych bezdrożach, ksary, wąwozy, wspaniałą medynę w Tozeur, słone jezioro Chott el-Jerid, targ w Douz