http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Okolice Szczecina na rowerze. Pętla z Jasienicą

Michał Rembas
2008-07-28, ostatnia aktualizacja 2008-07-24 16:45

XVII-wieczny ratusz na rynku w Nowym Warpnie
XVII-wieczny ratusz na rynku w Nowym Warpnie
Fot. Michał Rembas

Wieś goni wieś. W nich kościoły w kratę, średniowieczne ruiny, a dookoła Puszcza Wkrzańska. Na rowerze w jeden dzień zwiedzimy okolice Szczecina

Gotycki kościół w Jasienicy
Fot. Michał Rembas
Gotycki kościół w Jasienicy
Rybacka chata w Uniemyślu
Fot. Michał Rembas
Rybacka chata w Uniemyślu
Port w Trzebieży
Fot. Michał Rembas
Port w Trzebieży
Tym razem nie wyruszyłem na rowerze z samego Szczecina, lecz - dla oszczędności czasu - załadowałem go na samochód (bagażnik na dachu to zdecydowanie dobra rzecz!) i podjechałem do odległej o 20 km Jasienicy. Cel? Dotrzeć na dwóch kółkach do Nowego Warpna i z powrotem. Jasienica, jedna z najstarszych w okolicy wsi, od 35 lat jest dzielnicą Polic (od centrum miasta dzielą ją rozległe tereny zakładów chemicznych).

Auto zostawiłem koło mostu na rzeczce Gunicy, po czym spenetrowałem wznoszące się obok ruiny XIV-wiecznego klasztoru augustianów. Zajmowali go do 1535 r., kiedy to książę szczeciński rozwiązał klasztor i urządził w nim rezydencję myśliwską. Po upadku księstwa, w drugiej połowie XVIII w., władający wówczas tą częścią Pomorza Szwedzi przebudowali go na pałacyk będący siedzibą administratorów. Pod koniec XVIII w. stał się letnią rezydencją Elżbiety Krystyny Brunszwickiej, byłej żony pruskiego następcy tronu Fryderyka Wilhelma II za niewierność zesłanej do Szczecina (inna sprawa, że to małżonek pierwszy ją zdradził). Banicja banicją, ale nawet na wygnaniu księżna prowadziła wesoły żywot, organizując przyjęcia i spotkania towarzyskie.

Dziś ostały się tylko ruiny dwóch skrzydeł, każde długości ok. 30 m, z gotyckimi arkadami. W środku rośnie trawa. I nie jest to wina najazdów, pożarów czy wojen - wystarczyło, że po 1945 r. przestano się obiektem zajmować. Za budowlą ciekawostka przyrodnicza: kilka dziwacznie pozrastanych ze sobą klonów.

Na szczęście przetrwał klasztorny kościół wzniesiony ok. 1400 r. Z gotyckimi murami kontrastuje dobudowana w XVIII w. ryglowa wieża. Z wyposażenia zachowały się dwa mosiężne lichtarze z 1598 r. i zawieszony pod sklepieniem barokowy Chrystus na krzyżu.

***

Wsiadam na rower i ruszam na północ. Jedna miejscowość goni drugą. Mijam Dębostrów i po chwili jestem w Niekłończycy. Niby zwykła wieś, ale czterech szpalerów wspaniałych lip i kasztanowców wzdłuż głównej drogi i chodników mogłoby jej pozazdrościć niejedno miasto! Obok ładnego ryglowego kościółka z XVIII w. stoi betonowy pomnik wzniesiony po I wojnie światowej dla uczczenia poległych mieszkańców, przerobiony na kapliczkę.

We wsi Uniemyśl pod nr. 38 typowy, poniemiecki ryglowy domek, a pod 33 kolejny, też ładny, drewniany. Na nieczynnym już dworcu zdołałem odczytać napis: "Rauchen verboten" (palenie wzbronione).

Kilka kilometrów przez sosnowy las i jestem w Trzebieży. O tej miejscowości nad Zalewem Szczecińskim słyszał chyba każdy żeglarz. Obok przystani ma siedzibę Centralny Ośrodek Żeglarstwa (należy do Polskiego Związku Żeglarskiego), tu odbywają się kursy i egzaminy. Dalej niewielki port i przystań rybacka z lasem drewnianych słupów, na których suszą się sieci. W centrum kościół z połowy XVIII w. z drewnianą wieżą, a naprzeciwko zadbany, ryglowy domek.

Tutejszą plażę szczególnie cenią rodziny z dziećmi - woda w zalewie jest zazwyczaj dużo cieplejsza niż w morzu, w dodatku nawet 100 metrów (i dalej) od brzegu jest płytko (niestety, w gorące dni bywa zielono od zakwitających glonów). Zaniedbana jeszcze przed dwoma laty plaża zmieniła się nie do poznania: zbudowano sanitariaty i część gastronomiczną, kort tenisowy i boiska do siatkówki, pomyślano nawet o huśtawkach dla dzieci. Doskonale widać stąd morskie statki, które wytyczonym niedaleko torem wodnym płyną do Szczecina.

Ruszam na północny zachód, drogą wzdłuż zalewu. Tuż za Trzebieżą współczesna kapliczka Królowej Puszczy Wkrzańskiej. Dość stylowa figura Matki Boskiej stoi w drewnianej skrzyni, tę zaś zamocowano na nieokorowanym pniu. Od kolejnej wsi dzieli mnie 8 km jazdy sosnowymi lasami Puszczy Wkrzańskiej (ciągnie się po obu stronach granicy polsko-niemieckiej, nazwa pochodzi od żyjącego tu niegdyś słowiańskiego plemienia Wkrzan). Przed wsią Brzózki skręcam w prawo, do Popielewa. Tu przykre rozczarowanie: nad brzegiem Zalewu Szczecińskiego stoi XIX-wieczny pałac z klasycystycznym tympanonem i kolumnami, mury zdobią płaskorzeźby z motywami roślinnymi. Niestety, opuszczona budowla popada w ruinę - okna wybite, dachu nie ma - pewnie za kilka lat się zawali. Dookoła dziczeje pałacowy park z cisami, jodłami, żywotnikami i modrzewiami. Jaka szkoda!

***

Brzózki to typowa ulicówka, domy ciągną się aż przez 2 km. Mocno trzęsie, bo droga jest brukowana. Ciekawe, skąd wziął się tu modernistyczny dom z okresu międzywojennego (nr 9, na samym początku po lewej) z ciekawymi narożnymi oknami? Jego geometryczna bryła nadal wygląda bardzo nowocześnie. W samym środku wsi, przy sklepie, trzeba skręcić w prawo, by po chwili dojechać do zazwyczaj pustych, dzikich plaż Zalewu Szczecińskiego. Ja odbijam nieco od głównej drogi, chcąc zobaczyć ryglowy kościółek kilka kilometrów dalej, w Warnołęce. XVIII-wieczna świątynia z czworokątną wieżą stoi na pagórku, nieco na uboczu.

Po przejechaniu 35 km z Jasienicy jestem w Nowym Warpnie. Aż trudno uwierzyć, że to miasto: liczy niespełna 1300 mieszkańców, nie ma poczty, może raz na pół godziny przejedzie tędy auto, a do najbliższego bankomatu jest 20 km. Tymczasem od XIII w. ma prawa miejskie, ma też ratusz i herb. Jeszcze kilka lat temu widywałem tu handlarzy ze "sztangami" niemieckich papierosów i tanią wódką, a obok morskiego przejścia granicznego kwitło targowisko. Dziś Nowe Warpno wygląda jak wymarłe, atmosfera melancholijna, czas jakby się zatrzymał...

***

Przyjeżdżam tu już od 30 lat. Miejscowość jest położona wyjątkowo malowniczo, na półwyspie, wokół wody jeziora Nowowarpieńskiego. Można stąd wypłynąć w świat, bo jezioro jest zatoką Zalewu Szczecińskiego, a ten z kolei łączy się z Bałtykiem. Wokół lasy Puszczy Wkrzańskiej. Po drugiej stronie jeziora leży niemieckie Altwarp, czyli Stare Warpno.

Nowe Warpno (niem. Neuwarp) założyli pod koniec XIII w. mieszkańcy zniszczonej przez wodę osady u ujścia jeziora do Zalewu, ok. 2 km stąd (obecnie dzielnica Podgrodzie). Przez wieki głównym ich zajęciem było rybołówstwo, i to na dużą skalę. Dostarczali nawet ryby do Szczecina. Pod koniec XVII w. Szwedzi silnie ufortyfikowali miasto, ale po tych wałach i fosach nie ma już śladu. Okres prosperity przypadł na przełom XIX i XX wieku: w porcie stały statki miejscowych armatorów, działały zakłady szkutnicze, prawie 200 rybaków na jeziorze i w zalewie łowiło sandacze i szczupaki (a nocą, przy zapalonych latarniach, wyprawiali się na zalew na węgorze).

W 1906 r. Nowe Warpno połączyła kolej z odległym o 50 km Szczecinem. W okresie międzywojennym stało się ulubionym miejscem wypoczynku właśnie szczecinian. Do nabrzeża przybijały statki spacerowe, popularne było kąpielisko nad jeziorem, natchnienia szukali tu malarze-pejzażyści. Wśród nich znakomity berlińczyk Hans Hartig (1873-1936), który rozstawiał sztalugi w Nowym Warpnie co roku (w 1914 r. podczas Wielkiej Berlińskiej Wystawy Sztuki za obraz przedstawiający tutejszą Starą Stocznię dostał złoty medal z rąk cesarza Niemiec). Po 1945 r. Sowieci rozebrali linię kolejową, przestały przypływać statki pasażerskie, a miasto znalazło się w strefie przygranicznej o zaostrzonych przepisach (każdy obcy był skrupulatnie sprawdzany). Nic dziwnego, że mocno podupadło. Po wysiedleniu Niemców zaludnienie spadło z ok. 2300 mieszkańców (przed wojną) do nieco ponad 1000. Jeszcze w latach 50. wiele domów było opuszczonych...

O Nowym Warpnie stało się głośno dopiero w 1952 r., gdy władze na kilkudziesięciu hektarach urządziły w Podgrodziu "miasteczko dziecięce" wzorowane na radzieckim obozie pionierskim Artek na Krymie. Największą atrakcją była kolejka, zwana ekspresikiem, był też kinoteatr i przystań. Gdy po kilku latach okazało się, że eksperyment nie wypalił, lokowano tu placówki wychowawcze, w tym ośrodek dla trudnej młodzieży. Dziś kolejka już nie jeździ, ale w Podgrodziu organizowane są kolonie. W pogodny dzień z plaży widać odległe o kilkanaście kilometrów wzgórza wyspy Wolin, po drugiej stronie zalewu.

W drugiej połowie lat 90. XX wieku nastał handlowy boom. Na krótkiej trasie Nowe Warpno - Stare Warpno i z powrotem od rana do wieczora kursowały promy, tak naprawdę pływające sklepy wolnocłowe. Tysiące ludzi przyjeżdżało nawet z odległych stron, by zaopatrzyć się w tani alkohol, papierosy, kosmetyki. Po wejściu Polski do UE ceny przestały być atrakcyjne i dobre czasy minęły: statek po jeziorze kursuje tylko parę razy dziennie, kupujących jak na lekarstwo, zamiera targowisko przy przystani...

Źródło: Gazeta Podróże
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':