http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zimowy spływ Welem i Drwęcą. Wywrotka za wywrotką

Adam Kopiczyński
2008-04-21, ostatnia aktualizacja 2008-04-21 13:50

Przyszło nam się zmierzyć z prawdziwą siłą wodnego żywiołu

Okolice Chełstów
Fot. Adam Kopiczyński
Okolice Chełstów
To był mój ósmy zimowy spływ Drwęcą i Welem. Od tylu właśnie lat organizuje je Towarzystwo Miłośników Ziemi Nowomiejskiej (impreza z jednodniowej urosła do trzydniowej, a są już głosy, by spędzić w kajaku cztery dni).

W pierwszy piątek lutego po południu postanawiamy odświeżyć swoje umiejętności, płynąc od ujścia Welu do Drwęcy, do przystani kajakowej w Nowym Mieście (niestety, dość zaniedbanej). Około 40 kajakarzy rusza z wyspy na Welu, spod nieczynnego młyna, który wyrósł na ruinach potężnego niegdyś zamku krzyżackiego we wsi Bratian. Rzeka biegnie tu dość szerokim, mocno meandrującym nurtem. Jest czas, by odświeżyć dawne znajomości, a nie ma to jak piknik na wodzie; czasami płyniemy połączeni w tratwy, co bardzo ułatwia rozmowy. Mijamy stojący nad Drwęcą w Nowym Mieście ogromny gotycki kościół z XIV w., zbudowany tak jak całe miasto przez zakon krzyżacki. Po dwóch godzinach, przepłynąwszy 7 km, cumujemy w starej przystani kajakowej za Nowym Miastem Lubawskim.

Kwaterę mamy w internacie miejscowego liceum ogólnokształcącego. Czeka tu na nas ognisko i kiełbaski. Podczas wieczornego śpiewania przy gitarach degustujemy miody i syrop z buraków cukrowych wpisany do krajowego rejestru wyrobów tradycyjnych z gospodarstwa agroturystycznego Jana Ostrowskiego z pobliskiej wsi Łąkorz.

***

W sobotę rano jest z nami niemal 100 kajakarzy z całej Polski, a nawet z Litwy. Dwa gimbusy zabierają nas do wsi Chełsty zagubionej w lasach pod Lidzbarkiem Welskim. Dziś to malutka wieś z nieczynnym już młynem i starą gorzelnią, ale - jak podaje Długosz - było to miejsce popasu wojsk polskich zmierzających w stronę Grunwaldu.

Z mostu na Welu w Chełstach oglądamy kilkumetrowej wysokości próg wodny - to tutaj zaczniemy naprawdę nasz spływ. Woda, której zimą jest dużo więcej niż latem, z szumem spada z trzymetrowego progu i dalej pędzi szybkim nurtem. Najodważniejsi chcą go przeskoczyć w kajakach (mocny, polietylenowy sprzęt pozwala na takie niemal kaskaderskie popisy). Większości się to udaje, ale są i pierwsze wywrotki.

Kolejne załogi odbijają poniżej progu, jednak już 200-300 m dalej znów kąpiel. Woda nie jest głęboka, ale bardzo bystra. W ruch idą worki z zapasowymi ubraniami, choć to dopiero początek naszych zmagań z Welem...

Po blisko 500 m rzeka zwalnia i gromada kajaków zmierza ku Piekiełku. To ponad 2,5-kilometrowy odcinek prawdziwie górskiej rzeki, niezwykłej jak na północną Polskę, z przeszkodami, wartkim nurtem i stromymi brzegami sięgającymi 30-40 m. Tu zaczyna się prawdziwy festiwal wywrotek, zwanych w slangu kabinami. "Obstawa" na brzegu zabezpieczająca spływ w najtrudniejszych miejscach ma pełne ręce roboty, wyciągając kajaki zakleszczone pod zwalonymi drzewami.

Szczególnie trudny jest blisko 300-metrowy przełom, gdzie woda pędzi z szybkością 4 m na sekundę (to zarazem jedyny w północnej Polsce odcinek rzeki, jaki należy przepłynąć, by zdobyć górską odznakę kajakową). Chwila nieuwagi wystarcza, by kajak stanął bokiem do nurtu, a wtedy - przyparty do zwalonego drzewa - natychmiast nabiera wody. To prawdziwy egzamin sprawdzający nasze umiejętności. Choć w spływie uczestniczą raczej doświadczeni kajakarze lub osoby w towarzystwie takowych, wywrotka goni wywrotkę (z wieczornych rachunków wyniknie, że kąpieli zażyło 28 osób; rekordzista - aż cztery).

Pół godziny po pokonaniu Piekiełka schodzimy na brzeg pod niedawno zbudowaną elektrownią wodną w Trzcinie. Przemarznięci, choć zima tego roku łaskawa, bez śniegu i mrozu, raczymy się kiełbaskami z ogniska, a potem autokarami wracamy do internatu na nocleg. Wieczorem czeka nas biesiada i występy dziecięcego cyrku Heca z Lipinek. Ochotnicy zdobywają dyplomy mistrza we wbijaniu gwoździa w pień. Poznajemy też nowy przewodnik po Pilicy, który prezentuje jego autor Marek Lityński. Na koniec film z naszym udziałem nakręcony tego dnia z brzegu rzeki przez członków Towarzystwa Miłośników Ziemi Nowomiejskiej.

***

W niedzielę z wiosłami w rękach maszerujemy do znanej nam już jedynej w Nowym Mieście Lubawskim przystani kajakowej. Gdy ruszamy w dół Drwęcy, świeci słońce. Tuż obok nas przelatują kolorowe zimorodki, a wysoko w górze szybuje orzeł.

Drwęca na odcinku z Nowego Miasta do Golubia-Dobrzynia uznawana jest za najbardziej meandrującą rzekę Europy. Jej szeroka pradolina z wysokimi ponad 100-metrowymi wzgórzami dostarcza niezapomnianych widoków. Docieramy pod wysokie wzgórze z ruinami kurzętnickiego zamku zbudowanego w średniowieczu przez kapitułę chełmińską. Na początku XX w. w jego ruinach odnaleziono najstarszą na ziemiach polskich armatę (do obejrzenia w muzeum zamkowym w Kwidzynie). To właśnie w Kurzętniku w lipcu 1410 r. po raz pierwszy spotkały się wojska zakonu krzyżackiego z oddziałami Władysława Jagiełły. Do bitwy nie doszło, bo żadna ze stron nie odważyła się przekroczyć szerokiego brodu pod okiem wroga. Posuwając się w górę, armie doszły do Welu, a potem pod Grunwald...

Wspinamy się na niemal 100-metrowe wzgórze i... dostajemy dyplomy zdobycia zamku kapituły chełmińskiej. Ale przy kajakach czeka już ciepła miska wojskowej grochówki. Tu spływ się kończy. Na pewno powtórzymy go za rok.

Każdego dnia przepływaliśmy po 7 km. Koszt - 120 zł od osoby. Komandor spływu Mieczysław Rutkowski, tel. 504 319 080; www.splywydrweca.pl, www.kajakidrweca.pl, www.nowemiasto.com.pl

Towarzystwo Miłośników Ziemi Nowomiejskiej organizuje też inne spływy: powitanie wiosny (marzec), spływ rodzinny (maj), wyścigi kajakowe przez Jezioro Skarlińskie (maj/czerwiec), Dni Drwęcy (czerwiec), Serca - spływ z niepełnosprawnymi (czerwiec), wyścigi między mostami Nowego Miasta Lubawskiego (czerwiec), spływ połączony ze sprzątaniem rzeki (wrzesień)

Drwęca i Wel

Drwęca liczy 219,3 km, ma źródła u podnóża Wzgórz Dylewskich. Jej wody są na ogół czyste, a cały bieg rzeki stanowi od 1961 r. rezerwat wodny utworzony dla ochrony ryb łososiowatych (żyją tu m.in. pstrąg i troć certa). Wel to lewobrzeżny, największy dopływ Drwęcy, liczy 118 km (szlak kajakowy - 98,5 km, Dąbrowa Wielka - Drwęca). Swoje źródła bierze we wsi Bartek, pod wysoką na 312 m Górą Dylewską, przepływa przez 11 wielkiej urody jezior. Żyją w nim pstrągi potokowe, lipienie i trocie wędrowne (uwaga, na połów wymagana dodatkowa opłata na rzeki górskie). W 1995 r. powstał Welski Park Krajobrazowy, liczy 24 tys. 339 ha. Wel jest wciąż mało znany, pływając tędy latem można nawet przez kilka dni nie spotkać innego kajaka.

Źródło: Gazeta Podróże
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów