Zobacz stronę Warszawskiego Studium Filozofii i Teologii
Czego szuka w Kościele katolik z czterdziestką lub pięćdziesiątką na karku, odchowanymi dziećmi i doktoratem - dajmy na to - z ekonomii? A może inaczej: co Kościół jest w stanie takiemu człowiekowi zaoferować? Jeśli ów należy do wiernych mało wymagających i wystarcza mu coniedzielne chodzenie do kościoła - pół biedy. Gorzej, jeśli jego zainteresowanie teologią wykracza poza wiedzę o tym, kto wchodzi w skład Trójcy Świętej czy jakie grzechy nazwano głównymi. Na dodatek chętnie dowiedziałby się co nieco o myśli XX-wiecznych teologów i filozofów. Jemu raczej nie wystarczy kazanie, w którym wiedzy o chrześcijaństwie jest - poza nielicznymi wyjątkami - tyle co kot napłakał. Może dlatego do Warszawskiego Studium Filozofii i Teologii (WSFT) zgłasza się tylu chętnych.
Tadeusz Bartoś, filozof, eksdominikanin, współtwórca i wykładowca WSFT, podkreśla: - To pierwsze w Polsce studium teologii organizowane przez ludzi świeckich niezależnie od struktur kościelnych (ale nie przeciw nim). Stoi za tym ciekawe pytanie: czy myśl religijna, katolicka, może rozwijać się niezależnie od ram instytucjonalnych. Według kard. Grocholewskiego, szefa Kongregacji Wychowania Katolickiego, teologii należy uczyć przede wszystkim duchownych, a świeccy mają być lekarzami, prawnikami itd. Mamy powrót do myślenia stanowego w Kościele, do idei przedsoborowych. WSFT idzie w poprzek tej tendencji.
Gutierreza bolały nogiZ teologią i filozofią zapoznają się tu niespecjaliści, ludzie różnych zawodów - od biologa po biznesmena. Na ogół wierzący, ale o świadectwo chrztu nikt nie pyta. Miejsc, w których tacy ludzie mogliby zgłębiać tajniki teologii i filozofii, jest w Polsce jak na lekarstwo. - Gdy wróciłam do Polski po kilkunastoletnim pobycie we Francji, chciałam poszerzyć swoją wiedzę teologiczną. Zapisałam się na studia zaoczne na Akademii Teologii Katolickiej. Ale to było rozczarowanie. Nieciekawe wykłady, przekazywane na ogół w nudnej formie, zazwyczaj czytane z kartki. Zajęcia często w ostatniej chwili odwoływano bez podania przyczyny - mówi Anna Krajewska, organizatorka Studium, na co dzień konsultantka związana z rynkiem kapitałowym. To był pierwszy impuls. - Pomyślałam: czemu nie założyć czegoś lepszego?
Tak powstało studium, które początkowo działało przy klasztorze Dominikanów na warszawskim Służewie, a następnie przekształciło się w Warszawskie Studium Filozofii i Teologii prowadzone w ramach Fundacji WSFT.
W Studium wykłada śmietanka filozofów i teologów. Wykłady mieli tu ks. Wacław Hryniewicz, prof. Władysław Stróżewski, Tomasz Węcławski, Cezary Wodziński, Ewa Wipszycka. Historii Kościoła chrześcijaństwa uczył ks. Grzegorz Ryś.
Zaproszono nawet Hansa Künga, słynnego teologa dysydenta. Odpisał, że na podróże jest nieco za stary. Przysłał najbliższego współpracownika Hermanna Häringa. Gdy przyszedł czas na teologię wyzwolenia, zamarzył im się Gustawo Gutierrez, filozof i teolog peruwiański, dominikanin, jeden z głównych twórców teologii wyzwolenia. Niestety, ten również jest w podeszłym wieku, miał kłopot z nogami. Polecił Ottomara Fuchsa, profesora teologii uniwersytetu w Tybindze, swojego przyjaciela i znawcę jego myśli. I Fuchs do Warszawy przyjechał. Powstała z tych wykładów cała książka o teologii XX wieku pt. "Nowe światło" (Homini 2008).
Bartoś: - Schillebeeckx powiedział kiedyś w wywiadzie, że polski katolicyzm nie przeszedł konfrontacji z oświeceniem, co stało się we Francji, w Niemczech, Anglii itd. U nas były zabory i romantyzm. WSFT to ma być droga przeprowadzająca ludzi przez oświecenie, konfrontująca z oświeceniem. Dominuje w naszym kraju postawa zamykania oczu na pytania tej epoki - jakby jej nie było. Wizja katolickiej wiary wypracowywana przez współczesnych teologów jest prawie nieznana. To może prowadzić do fundamentalizmu.
Pascal i teoria gierW przestronnej sali Centrum Łowicka siedzę wraz z kilkunastoosobową grupą ludzi. Większość pilnie notuje. Przypominają mi się czasy uniwersyteckie, tyle że studenci starsi. Niektórzy na pierwszy rzut oka nawet około siedemdziesiątki. - To chyba znak czasu, że wykłady z teologii odbywają się w domu kultury - uśmiecha się Krajewska.
Ks. Tadeusz Dzidek, profesor Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, prowadzi wykład o Pascalu. Słynny pascalowski zakład wzbudza emocje. Bo na pytanie ks. Dzidka, jaką teorię matematyczną wykorzystał Pascal, zamiast przewidzianej odpowiedzi - teoria prawdopodobieństwa - pada z sali: teoria gier. Robert Olszewski, biznesmen, argumentuje przekonująco i z wyraźną pasją. Ks. Dzidek: - Niech pan napisze o tym artykuł.
- Jak to się zaczęło? - pytam Roberta Olszewskiego.
- Po części z przypadku. Ze względu na moje dzieci chodziłem co niedzielę na mszę wieczorną, "młodzieżową" do dominikanów na warszawskim Służewiu. Jako człowiek starej daty jestem przyzwyczajony chodzić do kościoła na 8 rano. Później nie mogę się odnaleźć, zwłaszcza na "młodzieżowej" liturgii. Rozglądałem się po ścianach i zauważyłem plakat informacyjny. A tak poważnie, to inspiracją podstawową była encyklika Jana Pawła II "Fides et ratio". Po jej lekturze postawiłem sobie fundamentalne pytania religijne: w co wierzę i dlaczego? Na dodatek przekroczyłem czterdziestkę... To by się zgadzało z teorią, że człowiek w takim wieku staje się bardziej refleksyjny, przechodzi z ofensywy do defensywy.
Samo Studium to przede wszystkim fantastyczna przygoda intelektualna i wyzwanie, bo poprzeczka jest bardzo, bardzo wysoko postawiona, a moja działalność zawodowa z pozoru odległa jest o lata świetlne od tematyki Studium. Wykładowcy nie uciekają od trudnych, często kontrowersyjnych tematów. Dzięki temu dowiedziałem się, że Küng nie jest taki straszny, jak go malują. W Studium zainteresowałem się głębiej biblistyką, językami starożytnymi. Potrafię już w językach oryginalnych przeczytać (i zrozumieć!) całe fragmenty Biblii.
- Czego panu brakuje w Kościele? - dopytuję.
- Nie mówiłbym o braku, ale raczej o poszukiwaniu. Polski Kościół (zarówno hierarchia, jak i wierni) nie w pełni przyswoił sobie jeszcze "Fides et ratio". Dumni jesteśmy z naszej "fides", a ową "ratio" jakby ukrywamy. Znajomi młodzi księża opowiadali mi kiedyś, że zorganizowali w parafii kółko biblijne, by wspólnie czytać i objaśniać (także w kontekście najnowszych odkryć nauki) Pismo Święte. Wierni po paru spotkaniach przestali się pojawiać, a przełożeni owych entuzjastów też specjalnie nie wspierali inicjatywy. Ale jak się szuka, to można znaleźć. Ja zacząłem od Studium.
Getta w Rzymie nie ukrywamyWarszawskie Studium zaczynało jak Pan Bóg przykazał - w murach przykościelnych, u dominikanów. - Byliśmy zszokowani zainteresowaniem, proboszcz zamówił 200 krzeseł, a zapisało się 250 osób, w tym kilku doktorów habilitowanych. Zrobiłam biznesplan. Pojechałam do Krakowa błagać ks. Rysia i ks. Dzidka, żeby zgodzili się u nas wykładać. Dzidek zgodził się na kilka wykładów. Przyjeżdża do dzisiaj - opowiada Anna Krajewska.
U dominikanów Studium działało cztery lata, do 2006 r. Zakonnicy zawiesili jego działalność, gdy Tadeusz Bartoś wystąpił z zakonu. Przekształcaniem dominikańskiego w warszawskie zajęła się Krajewska.
Robert Olszewski: - Nie ma dla mnie znaczenia, czy wykłada ksiądz czy eksksiądz. Liczy się przede wszystkim wartość merytoryczna, to, co i jak dany wykładowca ma do powiedzenia. Zresztą nie zaobserwowałem (a jestem dość pilnym i uważnym uczestnikiem zajęć), aby byli duchowni wykładający w Studium odnosili się na zajęciach do swojej sytuacji i relacji z Kościołem instytucjonalnym.
Krajewska założyła też Fundację WSFT, która oprócz prowadzenia wykładów chce popularyzować metody wspierania osób starszych dotkniętych chorobą Alzheimera i demencją mózgu.
Sama chodzi na wszystkie wykłady. - To mnie trzyma przy życiu. W Studium mogę zastanowić się nad najważniejszymi sprawami życia i śmierci. W Kościele brakuje mi refleksji na temat wiary. Zamiast niej często są papka katechetyczna i pouczenia moralne.
W WSFT nikt papki nie podaje, zamiast tego jest historia Kościoła. Nieocenzurowana. Bartoś: - Historię Kościoła na ogół prezentuje się w sposób obły, apologetyczny. Mówi się niby o problemach, ale zaraz zapewnia, że szybko je rozwiązano. Żadnej refleksji. W seminarium czy na uczelni katolickiej można nie usłyszeć nigdy, że w XIX w. w Rzymie było getto odbudowane przez Piusa VII po zlikwidowaniu go przez Napoleona. Albo że według jednej z watykańskiej kongregacji w XIX w. niewolnictwo było zgodne z prawem naturalnym.
Ks. Dzidek: Tacy szaleńcy mi imponują
U Lucyny Szomburg, ekonomistki z Gdyni, zaczęło się od lektury książki "Drogi człowieka mistycznego" o. Jana Andrzeja Kłoczowskiego. Szukając w internecie informacji o autorze tej fascynującej dla niej publikacji, natknęła się na Studium, gdzie Kłoczowski wtedy wykładał. Od tego czasu przez cztery lata jeździła parę godzin pociągiem, żeby spędzić dzień na wykładach w Warszawie. - Jak większość ludzi w naszym kraju uczestniczę w mszach św., ale do niedawna nie zagłębiałam się w kwestie teologiczne. Dopiero tu dowiedziałam się, że można i warto stawiać pytania. Fascynujące jest śledzenie rozwoju myśli teologicznej i filozoficznej, poznawanie historii Kościoła, hermeneutyczne odczytywanie Biblii. Dlatego, jeśli się uda, zamierzam nadal przyjeżdżać do Studium - mówi. I dodaje: - Na kazaniach jest różnie, jedni księża mają dar kaznodziejstwa, inni nie. Ja najbardziej odnajduję się u dominikanów w Gdańsku i właśnie tu, w Studium. Wydaje mi się, że w Kościele panuje lęk przed samodzielnym myśleniem, a przecież na przestrzeni wieków filozofowie i teolodzy różnie opisywali świat. Poza tym odnoszę wrażenie, że my, katolicy, nie tworzymy prawdziwej wspólnoty. Przychodzimy tłumnie w niedzielę do kościoła, ale każdy z nas jest tak naprawdę sam. Nie czujemy tej szczególnej więzi z siostrami i braćmi stojącymi obok.
Ks. Tadeusz Dzidek protestuje, gdy pytam, co sądzi o studium teologicznym poza instytucją Kościoła. - Przecież Studium rozpoczynało działalność u dominikanów - zaznacza. Sam jest pod wrażeniem przede wszystkim uczestników: - To niezwykłe, że wykształceni, dobrze ustawieni ludzie nagle czują potrzebę pogłębienia wiedzy o tym, co ich najbardziej dotyczy i przejmuje - o sensie życia, o wieczności. Dla mnie to cud, że ci ludzie przyjeżdżają tu, chociaż w weekend mogliby odpocząć, pojechać nad rzekę. Trzeba być trochę szaleńcem, żeby to robić. Zgodziłem się prowadzić wykłady, bo tacy szaleńcy mi imponują.
O idei szkoły ks. Dzidek mówi: - To Studium wstrzeliło się w pewną niszę. Kazania wygłaszane w kościołach to dla wielu katolików za mało. Trzeba by się zastanowić nad systematycznymi wykładami w ośrodkach teologicznych, otwartymi wykładami z teologii na wyższym poziomie niż religia w szkole. Tego w Polsce brakuje.