Książkę egzorcysty francuskiego ks. Henriego Ameta "Czy trzeba bać się diabła?" (PROMIC,
Warszawa 2010) przeczytałem z dużą sympatią. Autor daleki jest od "demonomanii", którą dostrzegam też u zielonoświątkowców i prawosławnych. Kojarzenie homeopatii z szatanem jest tu klasycznym przykładem. Główna teza książki francuskiego autora jest właśnie taka, że diabła nie należy się bać. Owszem, on istnieje i działa potężnie, ale nie każde dziwne zjawisko jest tego przejawem. Ksiądz Amet twierdzi wręcz, że trzeba uważać ze stosowaniem egzorcyzmów, bo ów obrzęd może osobę skołataną psychicznie i wymagającą raczej pomocy lekarza utwierdzić w błędnym przekonaniu, że jest opętana. A w ogóle to podstawowym zadaniem egzorcysty jest pocieszanie, uspokajanie, nie straszenie. Autor cytuje św. Franciszka Salezego, który głosił, że "egzorcysta powinien posiadać naparstek wiedzy, beczkę przezorności i ocean miłosierdzia".
Niemniej szatan istnieje. Czy jest osobą? W dyskusjach stwierdzono, że nie w sensie ludzkim: nie ma zdolności wchodzenia w relacje, kochania i bycia kochanym. Kardynał Ratzinger określił go jako nieosobę albo antyosobę. W każdym razie jakąś siłą pozaludzką. Autor traktuje sprawę spokojnie, tym bardziej wiarygodnie brzmi jego przekonanie, że psychiatria czy inna nauka nie wszystko wytłumaczy i nie wszystkiemu da radę. Sekty satanistyczne mogą być tego dowodem. Choć - to już mój pogląd, acz chyba ksiądz Amet by go nie odrzucił z oburzeniem - dowód działania diabelstwa podstawowy to nieludzka potęga ludzkiej "naturalnej" nienawiści. Hitler, Stalin...